niedziela, 6 października 2013

VI.(part I of II)


‘’Kimi, pomóż mi! Boję się!’’


-Witaj, Mario-zagadnęła młoda lekarka-Widzę, że codziennie przejeżdżasz kawał drogi, aby zobaczyć swoją  siostrę. Z kim tym razem przyjechałeś? Czyżby jacyś dawni znajomi rodziny? Wcześniej ich tu nie widziałam.
-To są... Państwo G... znaczy, to są moi rodzice.

‘Moi rodzice’ to słowo już od dobrych kilku minut krążyło mi po głowie. ‘Moi rodzice’. Nasi rodzice. Moi i Maria. Skąd oni tu się wzięli? Czyli ten telefon nie był przypadkowy? Nie dzwoniła, żeby porozmawiać, coś mi wyjaśnić? Chciała się spotkać? Dlaczego teraz? Nasuwały mi się na myśl setki pytań. Dlaczego nie zrobiła tego kilka lat temu, gdy babcia jeszcze żyła? Pewnie nawet nie była na jej grobie. Moja kochana babcia... Moje osiemnaste urodziny. Wszystko pamiętam, jakby to było wczoraj.  Weszłam do pokoju kilka minut przed południem. Babcia spała. Zawsze wstawała rano. To mnie zaniepokoiło.  Podeszłam do niej i zaczęłam gładzić jej policzek. Nie obudziła się.  Zaczęłam potrząsać ją za ramię. Nic. Sprawdziłam jej oddech. Nie oddychała. Osunęłam się bezwiednie na podłogę i zaczęłam głucho wołać ‘Mario, Mario... babcia’. Przybiegł prawie natychmiast. Popatrzył na mnie, a następnie skierował wzrok w tą samą stronę co ja. Na babcię. Babcia się nie ruszała, nie oddychała. Babcia nie żyła. Wezwał karetkę. Przyjechała po godzinie. Lekarze stwierdzili zgon. A ich przy nas nie było. Wtedy, gdy najbardziej ich potrzebowaliśmy. Wspomnienia wracają. Te cholerne wspomnienia wracają. Potrzebuję Kimiego... Nasi rodzice. Czemu go tu nie ma? Czemu pojechał na wyścig? Odpowiedź była oczywista, ale nie potrafiłam jej z siebie wydobyć.  Czy on mnie kocha? Przecież nie został... Musiał jechać. Musiał.

 Do białej sali szpitalnej wszedł Mario.
-Pewnie słyszałaś naszą rozmowę z lekarką?-zapytał.
‘Naszą’? NASZĄ?! Tak, naszą. Jego i rodziców.
-Tak-odparłam słabo-Są tutaj. Dlaczego? Nie chcę ich widzieć...
-Ale kochana, to Twoi rodzice.  Dzieci kochają przecież swoich rodziców, chcą ich widywać-powiedziała, wchodząc do sali, ta sama młoda lekarka,  która rozmawiała na korytarzu z Mario i z nimi-Nawet jeśli dawno się nie widzieliście...
-Nic pani nie rozumie!-zaczęłam krzyczeć. Jak chce filozofować, niech zapisze się na jakąś psychologię. Ale jak może coś stwierdzać, nie znając danej sytuacji?  Najlepiej by było, gdyby nie wtrącała się w cudze sprawy. –Może pani stąd wyjść?!-krzyczałam dalej, jeszcze głośniej, jeszcze bardziej niegrzecznie.
 Lekarka popatrzyła na mnie z lekką dezaprobatą, a następnie robiąc minę oznaczającą ‘masz nie po kolei w głowie’, wyszła z sali.
-Proszę, pozwól im wejść. Choć na chwilę. Oni się zmienili. Oni są Twoimi rodzicami-mówił Mario głaszcząc moją dłoń. Zwracał się do mnie jak do małego dziecka, a przecież już nim nie byłam. Dorosłam szybciej niż inni, ze względu na brak rodziców i brak akceptacji środowiska. Zawsze radziłam sobie sama. Teraz już ich nie chciałam. Jest za późno...
-Tego nie da się naprawić-powiedziałam i odwróciłam się na drugi bok, gdy zobaczyłam, ze patrzą na mnie przez szybę.  Mama, nie licząc kilku zmarszczek dalej wyglądała tak samo.  Dalej miała bujne, rude loki. Tato miał teraz siwe włosy.  Zmienił się. Wychudł, a jego twarz się wyciągnęła.-Mario, naprawdę, uwierz mi, tego nie da się naprawić, nie po tylu latach. Ja ich nie kocham. Oni tylko przypominają znane mi dawniej osoby.
-Ale...-przeszedł na drugą stronę łóżka, aby znów móc patrzeć mi w oczy-Ale...
-Żadnego ale!-krzyknęłam. Znowu krzyczałam. Może lekarka miała rację? Może faktycznie jestem chora psychicznie...-Chcę do Kimiego! Zabierz mnie do Kimiego! A ich stąd wyprowadź!
-Siostro-zaczął, tym razem spokojnie-Kochana siostrzyczko. Mam pomysł. Porozmawiaj z nimi, a wtedy zabiorę Cię do ukochanego.
Nie wierzyłam w to. Przecież Kimi był daleko.  Nie było go tu, nie było.  Mario przecież nie mógł jakimś cudem go tu sprowadzić.  Oczywiście, mógłby nawygadywać mu jakiś bzdur o moim stanie zdrowia, na które Kimas natychmiast by zareagował, ale... po co?
-Pięć minut. I ani sekundy dłużej-wycedziłam przez zęby-Co do Kimiego, to i tak wiem, ze go tu nie ściągniesz. Naprawdę,  głupia nie jestem.

Mario tylko lekko się uśmiechnął i wyszedł z sali. Przez chwilę nie wracał. Znów się odwróciłam, aby móc zobaczyć, co się dzieje za szybą.  Ujrzałam ich tam. Znowu.  Nie patrzyli w moją stronę, o czymś zacięcie dyskutowali. Mario wyglądał na zdenerwowanego. Ciekawe, o co poszło. Przez chwilę miałam ochotę wstać i do niech podejść, jednak w porę powstrzymała mnie blondwłosa pielęgniarka, która akurat weszła. ‘Olivia, przecież nie wolno Ci chodzić!’ wykrzyczała tylko i szybko zakryła mnie kołdrą, którą zdążyłam z siebie ściągnąć.  Dalej nie przychodzili. Zaczęłam znów myśleć o Kimim, o Formule. O Dani i Richardzie. Wiedziałam, że nie zobaczę ich już w tym szpitalu. Wszyscy gdzieś powyjeżdżali.  Było to dosyć smutne, tak jakby wszyscy, których widywałam tu na co dzień, pękli, jak bańki mydlane. Rozpłynęli się. Ale przecież mieli swoje obowiązki. Ja też miałam. Ciekawe, czy znaleźli kogoś na moje miejsce.  Czy nie straciłam pracy.  Mario mówił, że trener rozumie, że jestem w szpitalu i traktuje to, jakbym była po prostu na zwolnieniu. Ale... może chciał mnie tylko uspokoić?  Może ja już dawno nie pracuję w moim ulubionym klubie sportowym? Znowu nachodziły mnie czarne myśli. I znów zostały one przerwane.

-Witam Cię, Olivio-zaczęła ona, moja matka-Dawno się nie widziałyśmy-dodała.
Miałam ochotę stamtąd ucieć. Naprawdę nie chciałam z nimi rozmawiać. Pokiwałam tylko głową.
-Wiem, że nie chcesz nas widzieć...Ale pozwól nam to wszystko wytłumaczyć.  Pozwól nam to naprawić...Nie skończyła, bo przerwałam jej, znów krzycząc
-Tego nie da się naprawić! Rozumiesz, nie da! Już to tłumaczyłam Mario! Ale on nalegał na spotkanie z wami. Nie wiem dlaczego. Nic nie wnieśliście do mojego życia i nic nie wniesiecie.  Wszystko osiągnęłam sama! W niczym mi nie pomogliście! Zresztą Mario też nie! Nie wiem, jak on mógł wam wybaczyć! Wynoście się, wynoście!

***

Usłyszałem początek piosenki Linkin Park. Tak, mój dzwonek. Popatrzyłem na wyświetlacz. Dzwonił Mario.  Niezbyt chciało mi się rozmawiać z tym smarkaczem, wolałbym, żeby wyświetliła się tam nazwa ‘moje kochanie’, no ale cóż. Pewnie chce mi przekazać jakieś wieści dotyczące Olivii.
-Cześć Kimi. Możemy porozmawiać?-usłyszałam lekko wystraszony głos Mario, gdy nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Pewnie. Mam czas. Coś się stało? Coś nie tak z Olivią?-zagaiłem.
-Właściwie... Ciężko to wytłumaczyć. Ale skoro nigdzie się nie śpieszysz... Opowiem Ci całą historię. Olivia zapewne mówiła Ci, że nasi rodzice od dawna się do nas nie odzywali-lekko skinąłem głową lecz nic nie powiedziałem-Oni wrócili. Wrócili. Do domu. Wczoraj, gdy przyjechałem ze szpitala, zobaczyłem Alfę Romeo. Ich samochód.  Następnie zauważyłem ich samych, siedzących na ławce pod moim domem.  Długo mnie przepraszali. Wybaczyłem im. Dzisiaj byliśmy razem w szpitalu, ale Olivia... Ona nie chce ich znać. Nie chce ich widzieć. Na ich widok, albo chociaż słowo o nich, reaguje krzykiem, odwraca wzrok. Nie wiem co robić. Naprawdę. Ciągle mówi, jak bardzo za tobą tęskni. Z nią jest coraz gorzej. Ma dostać wypis ze szpitala, ale naprawdę z nią jest coraz gorzej.  Pewnie Ci tego nie mówiła, ale ona oprócz tej choroby związanej z krwią miała jeszcze ciężką depresję. Zaczęło się po śmierci naszej ukochanej babci.  Kimi, ja się boję. To powraca. Wiem, że zbytnio mnie nie lubisz i traktujesz jak dziecko, ale pomóż mi. Naprawdę się boję. I jest jeszcze jedna sprawa... On mieszkają  ze mną. W naszym domu.

Depresja?! Nic mi o niej nie mówiła. Jej rodzice?! Wrócili?! To naprawdę musiał być dla niej szok... tęskni za mną... Może powinienem do niej wrócić? Nie chcę jej stracić. Ale wyścig... Przecież muszę wystartować.  To tylko tydzień.

-Mario, posłuchaj. Nie wiem, co Ci powiedzieć, muszę to wszystko przemyśleć. Zadzwonię, dobrze?-I nie czekając na odpowiedź nacisnąłem czerwoną słuchawkę. Muszę się nad tym zastanowić. Moja perełka. Moje kochanie. Ona jest chora. Ciężko chora.

Hmm... dodaję kolejny rozdział, a raczej jego pierwszą część po kilku miesiącach. Nie wiem, czy Wam się spodoba, chyba moje pisanie stało się... gorsze.
Ale jak to Kimas mówi:

sobota, 20 lipca 2013

Auć, to boli!

Ostatnio zauważyłam, że na coraz większej ilości blogów, wszelakich wywiaderach i askach szerzy się tzw. dręczenie innej osoby. Moze jestem zbyt młoda, i jeszcze nie wszystko rozumiem, ale umiem pojąć jedno: że istnieją ludzie, którzy są kozakami w internecie, a zwykłymi pizdami w swiecie (najmocniej przepraszam, za użyte brzydkie słowa w tym tekście).
Tylko oni chyba nie zauważają jednego, to wszystko boli. Czy potrafią powiedzieć Ci w cztery oczy, że jesteś szmatą, i abyś spierdalała? NIE. No właśnie. Internet jest takim jakby ich królestwem, w którym piszą co chcą, a na dodatek zapewniają sobie anonimowość.
Spotkałam się z takimi przypadkami, osoby hejtowały mnie w sieci, a w realu przechodziły koło mnie jakby nic się nie stało... I to jest najgorsze. Piszesz do kogoś 'wypierdalaj szmato', a potem idziesz ulicą, i posyłasz słodki uśmieszek, żeby zapewnić, że to nie ty.
Jesli naprawdę sądzisz, że kogoś zachowanie/poglądy/styl pisma/ubierania/muzyka  jest zły, powiedz mu to prosto w oczy, a nie pisz w sieci słowa, które tak ranią...


Co do mojego opowiadania... To nic z tego. Przynajmniej na razie. Przepraszam.

czwartek, 20 czerwca 2013

V.


 "Na wiele pytań nie znamy odpowiedzi"

 Minęło kilka dni od tego, jak Olivia znalazła się w szpitalu. Nie wypuścili jej tego samego dnia,
co co chwilę wypomniał jej Kimi, mówiąc 'a przecież mówiłaś, że wyjdziesz po kwalifikacjach'.
Głowa nadal ją bolała, a do tego dawna choroba dawała jej się we znaki. Regularnie odwiedzała ją Dani,
czasami wpadał także Richard z kumplami ze skoczni. Wszyscy chcieli poznać 'słynną' Olivię Goetze,
która uwiodła samego Kimiego Raikkonena, a wśród kolegów Ryska nie było takiego, który nie interesowałby się Formułą 1. Toteż, chcąc uzyskać autograf Raikkonena, i słysząc o tym, że paru innym kierowców przesiaduje dalej w szpitalu, postanowili jeździć ze skoczkiem. Ale i koleżanki Danielle nie były inne. Także, przy każdej możliwej okazji zabierały się z nią do szpitala. Kilka razy nawet udało im się
porozmawiać z Raikkonenem, który postawił im twardy warunek. Zbadają się, oddadzą krew dla panny Goetze, a wtedy będą mogli uzyskać autografy od zawodników. Nie każdemu się to udało. Jedni tłumaczyli się, że niedługo muszą jechać na letnie Grand Prix, i nie mogą sobie na to pozwolić, inni, że na pewno mają odmienną grupę krwi i nawet nie warto się badać. Tak więc, z około dwudziestu koleżanek i kolegów rodzeństwa Freitagów pozostało  pięć osób, którym udało się zdobyć podpisy (i to pełne imiona i nazwiska, z dedykacją!) kierowców. Jakaż była ich radość, gdy mogli jeszcze zrobić sobie z nimi
pamiątkowe zdjęcia.
 Przy Olivii oprócz Kimiego nieustannie 'czatowali' także jej brat-Mario razem z Marco, Feliepe,
który bardzo ją polubił, a także Sebastian z Leą. Postanowili zostać jeszcze te kilka dni, aby się
nią zaopiekować i pocieszać w trudnych chwilach. Do kolejnego wyścigu zostało jeszcze sporo czasu, więc mogli sobie na to pozwolić. Oczywiście spotkali się z niezadowoleniem swoich szefów, i mechaników, jednakże (prawie) nic z tego sobie nie robili. W szczególności Kimi, który jak wiadomo, jest strasznie uparty i zawsze stawia na swoim. To właśnie on siedział przy niej dzień i noc. Gdyby nie to, że poprosiła go o to, aby wynajął sobie jakiś hotel i co jakiś czas wracał do niego, żeby się przespać,
mieszkałby chyba w szpitalu. Już nawet miał plan namówienia pielęgniarki, aby wstawiła mu do sali
rozkładane łóżko. Ponoć miał ją uwieść swoim urokiem osobistym. Gdy opowiedział to Vettelowi i Massie, wybuchnęli gromkim śmiechem, a Seb zaczął się turlać po podłodze. Dosłownie.
 Tak więc Olivia nie była sama w tych trudnych chwilach. Miała wsparcie z każdej strony-kochającego
chłopaka, brata i masę kolegów i przyjaciół. Często, gdy kierowcy jechali do hotelów, Mario i Marco
wracali do Dortmundu, a Rysiek i Dani do domu, zastanawiała się, czy to wszystko nie jest tylko snem.
Przecież gdy była młodsza wszyscy się z niej wyśmiewali. Wytykali ją palcami, bluzgali, mówili, że
jest biedaczką, bo nie ma rodziców. Właściwie to ich ma, i ostatnio się o tym boleśnie przekonała.
Wcześniej żyła w przekonaniu, że już nigdy się z nimi nie spotka, że będzie miała święty spokój,
że nie wezmą ją na litość, gdy będą starsi i będą potrzebowali opieki. Teraz jednak nie wiedziała, co o
tym myśleć. Czy matka chciała się z nią skontaktować, żeby tylko porozmawiać, czy też aby się spotkać?
I skąd miała jej numer? Na te pytania nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Zresztą nigdy wcześniej sobie
ich nie zadawała. Zawsze ukrywała przed innymi uczniami fakt, że jej rodzice tak naprawdę żyją. Mieszkała z babcią, która zmarła kilka lat temu, dzień po jej osiemnastych urodzinach. Po jej śmierci długo była w żałobie, a wtedy z pomocą przyszedł jej Mario, który się jakoś z tego otrząsnął-dzięki treningom. Powiedział, że może chodzić z nim na stadion, i że w sumie ich trener poszukuje jakiś zdolnych i młodych dziewcząt do pomocy. Spotkania z chłopakami z Borussi, dużo serca włożonego w wykonywaną pracę, wiara-którą zdobyła dzięki swojemu pierwszemu chłopakowi-Marcelowi, to wszystko pozwoliło jej powoli dojść do siebie.
Stała się tym kim teraz jest-pogodną i nieco zadziorną Olivią Goetze.

                                                                                ***

-Do zobaczenia, stary! Czyli jutro o tej samej porze, tak?-krzyknął Seb, na co kiwnąłem potwierdzająco głową, i wyjąłem z kieszeni kartę do mojego pokoju. Otwierając drzwi, jeszcze raz zerknąłem za siebie. Patrzyłem na Vettela z Leą, trzymających się za ręce i całujących się. Piękny obrazek, Ci dwoje się bardzo kochają. W sumie kilka dni temu bym im tego zazdrościł, ale teraz... teraz jest inaczej. Wszyscy zawsze myślą, jaki ze mnie człowiek z lodu. Że nie potrafię kochać, nie mam serca, jestem dla wszystkich arogancki i wredny. Ale to nie jest prawdą. Mam swój styl bycia i wedle niego żyję. To, że czasem dopowiem coś Vettelowi, albo wtrącę się do rozmowy Hamiltona i Nicole, nie powinno nikomu przeszkadzać. Tym bardziej, że jeżeli widzę, że ktoś jest bardzo zajęty, albo coś go dręczy, nie pogarszam mu sytuacji wtrącając się i bezczelnie coś robiąc, tylko trzymam się od takich ludzi z daleka. A co do kochania, przecież potrafię kochać. I Olivia jest tego przykładem. Ją kocham nade wszystko,
o wiele bardziej niż Jenni, chociaż mojej byłej w sumie nigdy nie kochałem. Więc przezywam swego rodzaju młodzieńczą miłość, od chwili gdy zobaczyłem Olivię w barze w Dortmundzie. Sam się sobie dziwię, że wcześniej nigdy się naprawdę nie zakochałem. Podobało mi się parę dziewczyn, w tym Jenni. Były ładne, ale miały okropne charaktery. A dziewczyna, która nic sobą nie reprezentuje (oprócz urody oczywiście) nie może być przeze mnie kochana. Tak więc tylko dziewczynę znajdującą się kilka kilometrów ode mnie darzę prawdziwym uczuciem.
 Z rozmyślań wyrwał mnie Feliepe, klepiąc mnie po tyłku. Muszę przyznać, że to było dziwne.
-Stary, sorry, że tak, no wiesz tego... ale machanie Ci rękoma przed oczami na nic się nie zdało. Widzę, że cały czas o niej myślisz i bardzo dobrze, bo w końcu tak robią zakochani, ale mógłbyś czasem znaleźć czas dla kumpla.
-Przepraszam...-wydukałem i zorientowałem się, że już od dobrych paru chwil stoję przed drzwiami z ręką na klamce.
-Cóż takiego się stało?
-A więc, nie żebym był jakimś plotkarzem, ale tak chciałem, żebyś wiedział, bo w końcu jesteś z Olivią, i masz prawo wiedzieć, ale się nie obraź, bo ja wcale nie podsłuchiwałem i...
-Massa, mów o co chodzi, bo jak widzisz, jedną nogą jestem już w pokoju-szybko postawiłem bezdźwięczny krok na puchatym dywanie pokoju 303-i nie zawacham postawić w nim mojej drugiej nogi i zatrzasnąć Ci drzwi przed nosem.
-No bo ja niechcący słyszałem rozmowę Danielle z Mario i widzisz, słyszałem jak on mówi, że jest tym no... gejem.
-Ok, to jest trochę niecodzienne, ale każdy ma prawo do miłości, nieważne z kim-dobra, to co mówiłem wydawało mi się zabawne, więc wybuchłem niepochamowanym śmiechem, szybko wszedłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Nie mogłem się opanować, żeby nie zobaczyć miny Massy, który praktycznie nigdy nie widział mnie śmiejącego się, więc gwałtownie otworzyłem drzwi, zerknąłem na przyjaciela, i ponownie je zamknąłem wybuchając jeszcze to większym i głośniejszym śmiechem.
'Raikkonen, wpuść mnie Ty bestio' słyszałem tylko zza drzwi, ale jakoś nie miałem ochoty na dalszą rozmowę z Feliepe. W sumie musiałem racjonalnie zastanowić się nad tym co przed chwilą powiedział. Bo jeśli to jest prawdą, i on naprawdę jest gejem, to kto jest jego drugą połówką? Przecież Olivia mówiła, że niedawno rozstał się z dziewczyną. Czyżby kłamała, a może sama o tym nie wiedziała?
Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to to, że Mario może być w związku z Marco. Niby ten też ma dziewczynę, co także wynikało z opowieści Olivii, o jej nieudolnym zauroczeniu, ale skoro mówiła, że jej brat miał pannę... wszystko jest możliwe. Chociaż może te dziewczyny były tylko przykrywką? Ostatnio czytałem jakiś brukowiec w którym pisało, że jakiś dwóch chłopaków ze sławnego zespołu ma dziewczyny, tak zwane 'brody', aby ukryć swój związek. Może tak samo jest z Mario i Marco?
Z drugiej strony, z tego co mówił Massa, to podsłuchał rozmowę Dani i Mario, więc może on tylko chciał jej się pozbyć i wymyślił jakoś bzdurę? Wcale nie musi być homoseksualistą, zawsze można tylko udawać, żeby nie czepiały cię się natrętne panienki. Bo gdyby to było prawdą, to, że on i Marco... to by to już dawno wyszło na jaw. Nie interesuję się piłką nożną, ale czasami jakieś tam brukowce poczytuję, i na pewno bym o tym wiedział. Zresztą jeżeli nie ja sam, na pewno ktoś by mi to grzecznie oświadczył. Na przykład taki Vettel, którego to pasjonuje, z całą pewnością latałby po padoku i krzyczał 'mamy w Borussi geja! Mamy geja!'.
Także czy to może być prawdą?

                                                                                ***

Byliśmy z Marco jeszcze kilka kilometrów od domu, więc był jeszcze czas, aby z nim porozmawiać. W radiu akurat mówili o homoseksualistach i Reus zaczął wyrażać głośno swoje poglądy na ten temat. Od dłuższego czasu zastanawiałem się, czy mu o tym powiedzieć, o tym, że kogoś mam, i nie jest to wcale kolejna dziewczyna. Słuchając tego co mówił, czyli jego krzyków 'Ja bym ich powybijał! To jest przecież nienormalne! A co z ludźmi, którzy zakladają zwykłe rodziny? Mają patrzyć na takich zboczenców?!'
stwierdziłem, że lepiej aby o niczym nie wiedział. Co prawda jest moim najlepszym przyjacielem, i powinien o tym wiedzieć, jednak po tym co usłyszałem, nie miałem najmniejszej ochoty mówić mu niczego. Przynajmniej na razie. Na początek niech sytuacja się uspokoi, Olivia wyjdzie ze szpitala, a wtedy będę mógł i jego i ją, i może jeszcze tego Raikkonena gdzieś zaprosić i przedstawić
sprawę jasno. Oczywiście nie zapomnę też zaprosić Maxa, którego Olivia zna doskonale, i który dawniej ja wyzywał. Wiem, że nie powinienem wiązać uczuć z takim 'bydlakiem', ale on wcale nie jest taki zły. Jest taki romantyczny... I już rozmawiałem z nim na temat mojej siostry, ma jej wszystko wyjaśnić, że był zmuszany do tego, aby ją upokarzać, że sam był dręczony. Boję się, że jeśli Olivia go zobaczy razem ze mną, znienawidzi mnie. Muszę wszystko jej wytłumaczyć. Właściwie Max też musi.
-Mario, wysadź mnie tu. Podskoczę jeszcze do Kuby, bo siedzi sam z Oliwką, i jak mi napisał przed chwilą, potrzebuje pomocy.
-To może ja także mu pomogę?-W sumie nie miałem nic lepszego do roboty, Max wyjechał służbowo, a w domu nie czekało mnie nic ciekawego.
-Myślę, że powinieneś odpoczywać, w końcu jutro także czeka Cię wyprawa do Olivii. Jedź do domu, prześpij się, a jutro pogadamy.
-W sumie może masz rację...-poczekałem, aż Marco wyjdzie z samochodu i odjechałem. Faktycznie, byłem bardzo zmęczony, zresztą każdy by był po spędzeniu dziesięciu godzin w szpitalu. Dobrze mieć wyrozumiałego trenera, ktory wie, co to znaczy ciepło rodzinne, i rozumie, że każdy potrzebuje kilka dni aby odwiedzić bliskich.
Zajechałem pod dom. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłem starą Alfę Romeo, zupełnie taką samą, jaką jeździli rodzice przed lata. Ale czy to możliwe, aby oni wrócili? Zamknąłem samochód i skierowałem się w stronę domu. Na ławeczce przed drzwiami siedziały dwie, ubrane na czarno osoby, wyraźnie zerkające w moim kierunku. Najgorsze było to, że dokładnie rozpoznawałem te sylwetki.

                                                                                  ***

Szpital nie był ciekawym miejscem, szczególnie nocą. Niemowlęta darły się w niebogłosy, starsze panie, z powodu braku snu spacerowały po korytarzach, a pielęgniarki głośno rozmawiały w sali obok. Zawsze, kładąc się do łóżka myślałam o następnym dniu. Kiedy wreszcie mnie wypuszczą, w jakim nastroju zobaczę Mario, kto przyjdzie mnie odwiedzić... Najgorsze w tym wszystkim było to, że musiałam pogodzić się z myślą, że Kimi niebawem musi wyjechać, i zostawi mnie samą. Oczywiście, niezupelnie samą, bo będzie mnie odwiedzać Mario, Marco i kilka kolegów z ich drużyny. Do grupy odwiedzających dołączy pewnie jeszcze Dani, bo Richarda nie ma się już co spodziewać-rozpoczął Letnie GP. Ale bez ukochanego przy boku zawsze jest inaczej, gorzej. W szczególności gdy jest się chorym i potrzebuje się największego wsparcia właśnie od niego. Trudno, trzeba to przeżyć. Przecież po wyścigach znów do mnie przyjedzie, nie będzie go raptem tydzień. Obiecał, że zabierze mnie do swojego domu, do Szwajcarii. Już nie mogę się doczekać. Mówił, że ma piękną willę, z basenem i sauną, fińską oczywiście. Wszystkie te rzeczy są dla mnie trudne do pojęcia, niby mamy z Mario dużo pieniędzy, ale nie opływamy w luksusy. Czasami możemy sobie pozwolić na wakacje za granicą, i jedzenie w dobrej restauracji, ale to wszystko. Odkładamy pieniądze na potem, na czarną godzinę. Bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie los.


Było już dobrze po północy, a światło w domu Olivii i Mario dalej się paliło. Wszyscy tam przebywający przygotowywali się do
jutrzejszego wyjazdu. Dwójka z nich przygotowywała się... aby zobaczyć swoją córkę.



Autorka;

Kolejna część wypocinek zaserwowana! :)
Przepraszam, że tak długo, ale to z powodu zbliżającego się końca roku szkolnego...

+Przepraszam za te przerwy w tekście, co się *ebło i  jakoś nie mogę tego naprawić. To pewnie przez to,
że piszę w notatniku... Przy nastepnym rozdziale będzie lepiej, mam nadzieję...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

IV.

 "Ona jest w szpitalu"

 Słońce prażyło im w oczy. Stali blisko siebie, wręcz czuli swoje oddechy. Wpatrywali się w inne
pary, trzymające się za ręce, całujące się. Obserwowali przyrodę, piękne tulipany, magnetyzujące
róże. Widzieli dzieciaki, które bawiły się w piaskownicy. Starsze osoby, siedzące na ławce, samotne
panie, które zwierzały się innym ze swoich problemów. Eleganckich panów palących papierosy.
Ich ręce były splecione ze sobą, a usta powoli zbliżały do siebie.

                                                                                ***

 Zadzwonił budzik. Chociaż właściwie otwierając jedno oko, stwierdziłam, że tym budzikiem jest nie kto
inny jak mój brat. Była dziesiąta, a więc defacto budzik zadzwonił dwie godziny wcześniej, a ja
nic o tym nie wiedząc dalej sobie smacznie spałam. Leniwie się przeciągnęłam i nagle mnie olśniło.
Zapomniałam! Zapomniałam o tym, że przyjeżdża Mario. Przecież nie bez powodu ustawiłam sobie budzik tak wcześnie. W sumie nie dziwię się, że mnie nie obudził, bo z reguły wstaję sama, o nieprzyzwoitej porze.
"O jedenastej"-przypomniały mi się jego słowa. Tak, ma być na jedenastą, czyli godzina na ogarnięcie
się, co u mnie równa się z niemożliwością. Pospiesznie wstałam z łóżka, chwyciłam prostownicę,
i pobiegłam do łazienki. Właściwie do drzwi łączących łazienkę z przedpokojem, bo w środku był
Rysiek śpiewający Lady Gagę. Ach, nie ma to jak uroki małych niemieckich domków z jedną łazienką...
No cóż, postanowiłam kulturalnie zapukać, ale to nic nie dało, a braciszek dalej śpiewał, więc
zaczęłam walić w drzwi. "Czego?!"-usłyszałam w odpowiedzi. Jak to czego?! Przecież wiedział,
że przyjedzie Mario, na którym mi zależy...I to jak.
-Czy mógłbyś mnie łaskawie wpuścić do łazienki?-wycedziłam.
-Dziś jest dzień mojej dobroci, a więc mogę to uczynić. Wiem,jak na niego czekasz...-zaczął,
po czym otworzył drzwi i mnie wpuścił. Chciałam dodać 'czyżby' i zacząć się z nim kłócić, bo skoro
wiedział, to dlaczego celowo zajmował łazienkę? Zamiast tego popatrzyłam na zegarek wiszacy nad lustrem. Zostało mi czterdzieści minut. No świetnie, zapewnę zdążę...wliczając w to wszystko jeszcze śniadanie,  czasu zostało naprawdę niewiele...
 Wychodząc z łazienki zauważyłam Richarda ubranego w garnitur.
-Pieprznęło cię?-zaczęłam-To chyba ja powinnam się stroić nie ty.
-Czy ktoś powiedział, że idę na spotkanie z Mario? Zauważ mam dziewczynę, i jakbyś trochę pomyślała,
a nie stała i gadała głupoty, to byś zrozumiała, że zostawiam go dla ciebie, nie chcę wam przeszkadzać.
Przepraszam bardzo, ale dla kolegi tak stroić się nie będę-zaczął wymachiwać rękoma.
-Prze...przepraszam-wydukałam. Faktycznie, wiedziałam, że Rysiek chodzi z Marii, ale byłam już tak
zdenerwowana tą całą sytuacją, że całkowicie o tym zapomniałam.
Dziesięć minut. Zostało jeszcze tylko dziesięć. Czyli nie zdążę już zjeść śniadania...
Postanowiłam wyjść przed dom i tam przywitać Mario. Wychodząc wzięłam z wieszaka ciepły sweter, bo pogoda zmienną jest. Wczoraj słońce, dzisiaj zimno i deszcz.
Pomyślałam o Olivii. Ciekawe, czy pojechała na te kwalifikacje, i czy porozmawiała z Kimim. Zastanawiało mnie także to, że Mario przyjeżdża tak szybko. Mówił, że ma coś ważnego do przekazania. Dziwne, bo zwykle ludzie nie odwiedzają się dwa dni od poznania, w szczególności ,jeśli mieszkają tak daleko od siebie.

                                                                                 ***

-Cześć, miło cię znowu widzieć!-zaczęłam widząc Mario.
-Hej, nawzajem-pocałował mnie w policzek. Był zdenerwowany, czyli coś musiało się stać. Tylko co?
-Co jest? Zwykle ludzi nie odwiedzają się tak często.
-No właśnie... musimy porozmawiać. Jest Richard? Jeśli nie, to trudno. Chociaż może lepiej żeby o tym
wiedział.
-O czym...-chciałam zapytać, ale blondyn mi przerwał.
-...Może wejdziemy do środka? Podwórko to nie jest miejsce na taką rozmowę.
-Oczywiście, zapraszam-zaprowadziłam go  do salonu. O co może chodzić? Jest zdenerwowany,
wygląda nie najlepiej...-Możesz mi powiedzieć co się stało?
-A więc...to coś poważnego-rozejrzał się dookoła-Mieszkacie sami?-zapytał.
-Tak, nasi rodzice nie żyją-powiedziałam smutno, a Mario mnie przytulił.
-Chodzi o Olivię-pierwsza myśl, która mi się nasunęła to to, że pojechała na wyścig i porozmawiała z Kimim-a więc ona pojechała na kwalifikacje i...i jest w szpitalu-zatkało mnie. Olivia w szpitalu...-w dosyć poważnym stanie. Ona była kiedyś bardzo chora, i teraz ta choroba powraca.
-To dlatego przyjechałeś...tor jest niedaleko stąd. Jak ona się teraz czuje? Nic jej nie jest? Wyjdzie z tego?
-Czuje się niezbyt dobrze, cały czas jest przy niej Kimi bądź Feliepe. Właściwie każdy przyjeżdża się z nią zobaczyć. Widziałem już Hamiltona, Rosberga...Nawet nie wiem, jak ona ich wszystkich poznała-lekko się uśmiechnął-ale nie to jest najważniejsze. Chodzi o to, że Olivia potrzebuje dużo krwi. I jeżeli ty lub Richard moglibyście jej, a właściwie nam, pomóc, to...
-Oczywiście, że pomożemy. Tylko powiedz mi, na co jest chora?
-Nie mogę, naprawdę, nikt oprócz mnie o tym nie wie. Naprawdę cię lubię, ale dla dobra mojej siostry...Zrozum.

                                                                                  ***

Wyszliśmy na dwór. Widać, że Mario był bardzo podłamany tą sytuacją. Nie dość, że opuścili go rodzice, to teraz jego siostra zmaga się z poważną chorobą. Co mogę zrobić, żeby trochę go rozweselić? Obawiam się, że nic, bo w takiej sytuacji zachowywałabym się tak samo. I tak podziwiam go za to, że przyjechał i powiedział mi o tym. Niewielu ludzi tak potrafi. Większość siedzi i rozpacza, nawet gdy można walczyć. Może sportowcy tak mają? Rysiek też próbował walczyć, gdy nasi rodzice poważnie chorowali. Nie poddawał się do końca. Wiedział, że było już za późno, a mimo to wierzył, że da się jeszcze coś zrobić... wierzył w cud.
Rysiek, Rysiek, Rysiek.. no właśnie, gdzie on teraz właściwie jest? Nasz samochód stał na podjeździe, więc nie pojechał jeszcze do Marii, a także ona nie miała samochodu... Rich musi być jeszcze w domu.
-Richard!-zaczęłam się wydzierać. Byłam roztrzęsiona wiadomością o szpitalu. Biedna Olivia, musimy jej pomóc.
-Idę, już idę!-chwilę potem pojawił się na schodach-Co ci się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha!
O, widzę, że nasz kolega już przyjechał. To dlatego tak wyglądasz?
-Nie czas na żarty. Stało się coś poważnego, lepiej idź porozmawiać z Mario.
-Ale co...-nie dokończył, bo  popchnęłam go w stronę blondyna-Co się stało?
-A więc, tak jak już mówiłem twojej siostrze, Olivia jest w szpitalu. Jest ciężko chora, i potrzebuje każdej pomocy, a mianowicie krwi. Dani już się zgodziła, ale pytam też ciebie, zgodzisz oddać krew dla niej? Rozmawiałem z twoją siostrą, i ponoć macie taką samą grupę, więc chyba nie będzie problemu...-zawahał się-pomożesz jej, prawda?
-Tak tylko...niedługo jadę na turniej, i nie wiem...zapytam się lekarzy, trenera i dam ci znać, dobrze?
Blondyna zatkało. Sam był sportowcem, i oddał już krew, mimo iż praktycznie codziennie miał
treningi, a Richard, który jedzie na zawody za tydzień się waha. Chociaż może chce się jakoś wykręcić,
nigdy nie wiadomo.
-Dobrze, będę czekać. Danielle zadeklarowała, że jutro rano przyjedzie do szpitala. To naprawdę niedaleko, raptem kilkadziesiąt kilometrów stąd.
Rysiek odwrócił się w moją stronę, i zrobił minę typu 'porozmawiamy potem', po czym uściskał dłoń
Mario i wsiadł do samochodu.
Tak więc zostaliśmy sami. Niebo się rozpogodziło, i robiło się coraz bardziej gorąco.
-A może tak byśmy poszli na spacer? Porozmawiamy na weselsze tematy-zaproponował Mario. Oczywiście się zgodziłam, nie można przecież cały czas rozmawiać o tak smutnych rzeczach.

                                                                              ***

Poszliśmy do parku. Słońce prażyło nam w oczy. Staliśmy blisko siebie, wręcz czułam jego oddech. Wpatrywaliśmy się w pary, trzymające się za ręce, całujące się. Obserwowalismy przyrodę, piekne tulipany, magnetyzujące róże. Widzielismy dzieciaki, ktore bawiły się w piaskownicy. Starsze osoby, siedzące na ławce, samotne panie, które zwierzały się innym ze swoich problemów. Eleganckich panów palących papierosy. Widoki-marzenie.
I te uczucie, gdy jesteś w przepełnionym zielenią parku, z osobą, która ci się podoba. Ale wiadomo, taka chwila nie może trwać wiecznie.
-Chyba powinienem się już zbierać-zagaił Mario-w końcu nie mogę zostawiać Olivii na tak długo-dodał.
-Ale przecież cały czas ktoś przy niej jest. Widać, że lubią się z Kimim...-nie byłam pewna, czy coś z tego wyszło.
-Lubią? To mało powiedziane. Wiesz co oni do siebie mówili jak tam przyjechałem? Są zakochani po uszy. Kimi wręcz promieniuje szczęsciem, zachowuje sie zupelnie inaczej niz wtedy, gdy go poznalismy. I juz nie ucieka, tak jak ostatnio z Dortmundu. Aż dziwne, jak człowiek pod wpływem milosci moze sie zmienic. Z kolei Olivia też wydaje się szczęśliwa, ale trochę przytłoczona. Wszystko przez ta nieszczesna chorobe. Gdyby nie ona, pomysl, co by teraz robili-Uśmiechnęłam się, przecież to jasne. Dobrze, że im się ulożyło, że teraz ktoś ją wspiera. Tylko dlaczego wszyscy sobie kogoś znajdują, a ja nie mogę? Siedzi obok mnie chłopak ideał, a ja nie potrafię nawet do niego normalnie zagadać.
-Mario, tak właściwie to masz dziewczynę?
-Ja? Nie nie mam...-odwrócił wzrok. Coś jest na rzeczy-naprawdę muszę już iść-powiedział, po czym wstał, i skierował się w stronę mojego domu. Nawet na mnie nie poczekał, musiałam go gonić.
-Przestań tak pędzić! Chciałam ci tylko coś powiedzieć...
-Słucham?-doszliśmy już do jego samochodu.
-Mario, posłuchaj, nie wiem, jak to powiedzieć, ale podobasz mi się. Od pierwszego wejrzenia, wtedy w tym barze...
-Przykro mi-przerwał mi w pół zdania-nie wyjdzie z tego taka love story, jak u mojej siostry. Jesteś bardzo ładna, i naprawdę cię lubię, ale nie mogę z tobą być. To nie chodzi o to, że mam dziewczynę, bo takowej nie posiadam, ale o to, że ja jestem...-
Zadzwonił telefon, i jak na nieszczęście, akurat w tym momencie, gdy miał mi powiedzieć dlaczego. 'Tak, tak, już jadę' dobiegały do mnie tylko urywki zdań wypowiadanych przez blondyna.
-Posłuchaj, Dani. Muszę już jechać, chodzi o Olivię. porozmawiamy jutro w szpitalu. Trzymaj się!
 A więc zostałam sama, z niczym. Nie dowiedziałam się ani, na co chora jest Olivia, ani dlaczego Mario tak posmutniał, gdy powiedziałam mu, że mi się podoba. Życie jest pełne tajemnic. Tylko, że niektórzy są wtajemniczeni, a ja do tych osób niestety nie należę.



I jak rozdział?
Na pewno groszy od poprzedniego. Przepraszam, nie mogłam znowu pisać o przygodach Kimiego i Olivii, bo występują tu także inni bohaterowie. Ech... napaćkane to wszystko. Masakra.

Jesli czytasz to bądź tak miły/a i zostaw komentarz :) 
+Zapraszam do przeczytania ankietki z boku :)

niedziela, 26 maja 2013

III.

"Jestem głuptasem, bo się w Tobie zakochałam."

Kimi Raikkonen stał oparty o ścianę i przyglądał się nerwowej pracy swoich mechaników.
Pogoda była piękna. Niebo bezchmurne, słońce przygrzewało niemiłosiernie. Za kilka
godzin rozpocznie się GP Niemiec. Wszystko było by wprost cudownie gdyby nie...
pojawienie się na horyzoncie dziewczyny, którą blondyn znał od kilkudziesięciu godzin. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, ale jego duma nie pozwalała mu się do tego przyznać.
Dziewczyna zatrzymała się na chwilę przy garażu Mercedesa i zaczęła rozmawiać z Hamiltonem.
Pewnie i tak nie wie, kto to jest. Następnie zaczęła zmierzać w jego stronę.
Była już tak blisko, że czuł zapach jej perfum owianych nutą wanilii. Gdyby chciał, mógłby ją złapać
za rękę, przytulić, powiedzieć jak bardzo żałuje tego co powiedział. Ale jego duma, no właśnie duma
nie pozwalała mu tego uczynić. Więc stał w bezruchu, a blondynka po prostu go minęła. Ze swojego
garażu, z logo Ferrari, wychylił się zdumiony Massa. Chyba nie wierzył w to, że Olivia potraktowała jego zaproszenie poważnie. Serdecznie się z nią przywitał, po czym zaprosił do środka. Zniknęła mu z oczu.
Po jego policzku spłynęła łza. A potem następna i następna. A więc Kimi Raikkonen nie był człowiekiem
bez serca.

                                                                       ***

-Cześć, mam nadzieję, że się nie spóźniłam i nie zakończyliście już kwalifikacji?-zaczęłam, obdarzając
ciepłym uśmiechem Feliepe.
-Nie, nie, kwalifikacje zaczynają się dopiero za kilka godzin, a więc spokojnie. Myślę, że powinnaś
z nim porozmawiać-wskazał głową wyjście-cały czas chodzi strasznie przygnębiony. Wiem,
że to nie Twoja wina, za dobrze go znam, ale proszę cię, zacznij tą rozmowę. On na pewno tego nie
zrobi, to nie w jego typie...
-Już raz zaczęłam z nim rozmowę, i nie skończyła się dobrze, przecież sam wiesz-odparłam smutno.
Nie widziałam sensu robić tego ponownie. Widział mnie, byłam krok od niego, chciałam zobaczyć
jego reakcję. Nawet się nie ruszył. Nic. Kompletne zero. Żadnego uśmiechu, żadnej łzy.


Jednego tylko nie wiedziała. Że Kimi Raikkonen, wielki Kimi Raikkonen, w tym momencie płacze.
Wylewa z siebie łzy pełne smutku i żalu. Gorycz miesza się z rozpaczą. Wie, że musi z nią
porozmawiać, wszystko wyjaśnić, i jakoś odwrócić. Ale nie może. Płacze.


-Olivia, proszę cię, zrób to dla mnie. Wiem, że chcesz, aby dobrze wypadł w kwalifikacjach.
-Dobrze, zrobię to. Dla ciebie-odpowiedziałam Massie. Bo w sumie jakie miałam wyjście? Jeśli on
nie chce zacząć ze mną rozmowy, a ktoś musi to zrobić, to... pozostaje tylko ta druga osoba, czyli
w tym przypadku ja.

Wyszłam na zewnątrz, ale nie zobaczyłam Kimiego.
Dochodząc w miejsce, w którym wcześniej stał blondyn, nie dało się nie zauważyć wielkiego napisu 'LOTUS'. Przez chwilę stałam w bezruchu, zastanawiając się czy tam wejść, czy to ma sens.Przecież nikt mnie tam nie zna, jeszcze pomyślą, że jestem jakąś napaloną fanką.
I tak musiałam uprosić ochroniarzy, aby mnie tu wpuścili. Chcieli dzwonić do Feliepe, ale powiedziałam im, że to ma być dla niego niespodzianka. Dobrze, że mi uwierzyli, mili ludzie.
-Witam, szukam Kimiego Raikkonena-powiedziałam, wchodząc do środka.
-Jest tam, za tą zasłoną-aż się zdziwiłam, że nie zadawali żadnych pytań. Powoli podeszłam do zasłony.
Była na tyle daleko od mechaników, że nie mogli usłyszeć, co się za nią dzieje. On zapewne tego nie
słyszeli, ale ja tak-słyszałam płacz Raikkonena.
W jednej chwili ugięły się pode mną nogi, i prawie upadłabym na ziemię, gdyby nie to, że Raikkonen
zauważył mnie w odpowiedniej chwili, i zdążył mnie złapać. A więc teraz na nim siedziałam. Dosłownie.
Chcąc mnie złapać przewrócił się do tyłu, a ja razem z nim.
Chciałam wstać, ale Kimi trzymał mnie mocno.
-Przepraszam, nie chciałam na ciebie wpaść-wydukałam z siebie.
-Nic się nie stało, to moja wina, to ja cię doprowadziłem do takiego stanu-odpowiedział. Właściwie
miał rację. Może nie konkretnie takich słów od niego oczekiwałam, ale w sumie to było coś.
 "I should have bought you flowers..." - rozległ się dzwonek komórki.
Ach, cóż za zbieg okoliczności, z tymi kwiatami.
-Musze odebrać-powiedziałam, i wstałam z kolan blondyna. Szybko wybiegłam zza zasłony. -Halo?-odezwałam
się, już na świeżym powietrzu.
-Witam cię Olivio. Po tej stronie twoja matka, Jasmine. Nie wiem, czy mnie pamiętasz...
Zakręciło mi się w głowie. Wypuściłam telefon z dłoni. Osunęłam się na ziemię. Twarz jakiegoś mężczyzny, to ostatnie, co pamiętam.

                                                                    ***

Biała lampa. To ją zobaczyłam, gdy otwarłam oczy. Rozejrzałam się dookoła. Zobaczyłam siedziącego przy mnie Kimiego.
-Aa..a kwalifikacje?-wyszeptałam.
-Nie martw się kwalifikacjami, ważne, że odzyskałaś przytomność. Zdrowie jest ważniejsze, niż jakieś
tam kwalifikacje-odpowiedział i lekko się uśmiechnął.
-Aa..ale Kimi, musisz z nich wystartować, która godzina?
-Trzynasta-oparł.
-Kwalifikacje zaczynają się o 14, tak? Przynajmniej tak słyszałam od Hamiltona. Kimi jedź, proszę,
zrób to dla mnie, wygraj te kwalifikacje. Mną się nie martw, wszystko będzie dobrze-chciałam
go jakoś namówić, żeby wrócił na tor. Nie mogłam pozwolić, żeby przeze mnie siedział tu, i stracił
tak ważny dzień.
-Nie, zostanę z Tobą...-zaczął, ale mu przerwałam.
-KIMI RAIKKONENIE! Masz wrócić na tor i pojechać w kwalifikacjach! Ja w tym czasie wyjdę ze szpitala, a potem porozmawiamy-zaczęłam na niego krzyczeć.
-Olivia, przecież dobrze wiesz, że nie wyjdziesz dziś. Wiesz o tym, że jesteś chora.
-Wiem, ale to mi przejdzie. Wyjdę dzisiaj-zadecydowałam. A więc już wiedział o mojej chorobie...
-Jesteś strasznym głuptasem!-roześmiał się, i zbliżył do mnie.
Chciałam go mocno przytulić, ale zamiast tego, zaczęłam go całować. Na początku wydawał się zdumiony, ale chyba odwzajemniał moje uczucie, bo nasze usta nadal były złączone w gorącym pocałunku.
-Tak, jestem głuptasem, bo się w tobie zakochałam-wyszeptałam, gdy moje usta oderwały się jego-pełnych namiętności.
Kimi zaczął się śmiać i mocno mnie przytulił.
-Ja za to mam szczęście, że poznałem kogoś takiego jak ty-odpowiedział-Jeszcze przy żadnej osobie
nie czułem się tak szczęśliwy. Przepraszam za wczorajszą rozmowę, nie chciałem być nie miły...
-Cii-położyłam palec na jego ustach-Nie mówmy o tym teraz, to nieważne.
-Chciałem się tylko wytłumaczyć... jest mi bardzo przykro, to przeze mnie straciłaś przytomność...
-Nie, oczywiście, że nie przez ciebie. Właściwie to zadzwoniła do mnie moja matka, która od dawna nie
utrzymuje ze mną kontaktu. To było tak dziwne, że aż mi się zakręciło w głowie i...
-...Wiem, co było dalej. Sebastian znalazł cię leżącą na ziemi..i..i..-po policzku Raikkonena popłynęła łza.
-Kimi, nie płacz. To naprawdę nie twoja wina-zebrałam opuszkiem palca łzę z jego ciepłego policzka.

 Upadając na ziemię, rozbiła sobie głowę. Czuła się bardzo źle, ale tego nie okazywała.
Nie chciała, żeby Kimi był smutny, ani aby czuł się winny temu wypadkowi. Przecież od dawna była chora,
chociaż w pewnym momencie myślała, że się wyleczyła. Jednak to był błąd, bo choroba zaczęła powracać.


                                                                       ***
Raikkonen pojechał na tor, aby wystartować w kwalifikacjach. Jednak prośby blondynki okazały się skuteczne. Pojechał, i zajął pierwsze miejsce. Wiedział, że robi to dla Olivii, dla swojej nowej miłości, dlatego dał z siebie wszystko. Podczas wyścigu cały czas o niej myślał. Wiedział już, że jest poważnie chora, jednakże nie wiedział na co. Lekarze nie chcieli mu tego wyjawić, bo nie był jej rodziną. Zaczął myśleć o Mario. A gdyby tak do niego zadzwonić? Co prawda nie ma jego numeru, ale gdyby poprosił Olivię, na pewno by mu go dała. Może on powiedziałby coś więcej? Chociaż z drugiej strony może nie wyjawić nic, i zacząć pytać Raikkonena skąd  wie o jej chorobie.

Kimi wiedział jedno-musi dowiedzieć się na co chora jest Olivia. Jedyne, o czym mu powiedzieli to to, że jest to coś poważnego.



Jak rozdział... bo chyba jest on trochę... jak to ładnie ująć... denny?

Mam nadzieję, że zagłosujecie pod spodem i zostawicie komentarze :) I jeszcze jest taka ankietka z boku
to też możecie głosować :)

Jak wam się podobał wczorajszy mecz? Cieszę się, że Bayern wygrał, ale z drugiej strony trochę żal mi BVB, bo także ich lubię ;(

I co myślicie o zwycięstwie Rosberga? I o dopiero 10. miejscu Kimiego?

+jeśli jesteś z tt, i chcesz być powiadamiany o następnych rozdziałach to napisz swój nick w kom. :)

środa, 22 maja 2013

II.

                                                    "Oni chyba za nami nie jadą"

 
-To może w ramach podziękowania za grilla pojawicie się u nas na torze na kwalifikacjach
i wyścigu?-zapytał Massa.
-Feliepe, ale wiesz...zauważ, że jeszcze nie było grilla-odparłam z uśmiechem.
-Wiem,wiem...Jestem tylko trooooszkę głodny.Mogłem zjeść tą kiełbaskę w barze.
-Oj Feliepe...wytrzymasz. Wizyta na stadionie nie zajmie nam długo, a resztę miasta możemy zwiedzić
potem.
I tak debatowaliśmy w samochodzie Kimiego Raikkonena. To znaczy, Kimi i Lea się nie wtrącali,
a ja, Feliepe i Sebastian ustalaliśmy co i jak.
Nagle Massa wyjął z kieszeni telefon i zaczął pisać sms'a, a potem dał mi go do przeczytania.
Treść następująca: 'specjalnie mówię przy Kimim o wyścigu, bo chcę żebyście się lepiej poznali.
Widzę, jak na niego patrzysz, i widzę jak on na ciebie. Chcę wam pomóc, bo myślę, że to może
się udać.'
Moja odpowiedź: 'Dzięki, Feliepe. Też tego chcę. Chociaż nie wiem czy Kimi patrzy na mnie tak,
jak ja na niego...'
Przerwał nam Vettel.
-Eeeej, co tam do siebie piszecie? Czyżby mały romansik?-wtrącił.
-Tak, romansik, dokładnie Seb, nakryłeś nas.
-Ahaha, wiedziałem!
Chciałam coś powiedzieć, ale wtedy Kimi odwrócił głowę w naszą stronę (Feliepe, ja i Vettel
siedzieliśmy z tyłu) i lekko się do mnie uśmiechnął. Wtem serce zaczęło mi bić mocniej,
a policzki zrobiły się czerwone. Cudowne uczucie. Raikkonen chyba naprawdę mi się podoba.

Mario, Marco, Dani i Richard jechali w drugim samochodzie. Sądząc po ich minach było u nich równie
radośnie jak u nas. W sumie całkiem niezła z nas 'paczka', jeśli można to tak nazwać, bo przecież
znamy się od jakiś dwóch godzin.

                                                                    ***
-Wow, ten stadion robi wrażenie!-krzyknęłam.
-No jasne, bo jest nasz-odpowiedział Mario.
Dojeżdżaliśmy do Signal Iduna Park. Stadion był cudowny. 'Ubrany' w żółto-czarne barwy, wyróżniał
się na tle miasta.
-To co gromada, wysiadamy?-wesoło powiedział Marco.
-Jasne, auuć, Rysiek, przestań się na mnie pchać!-krzyknęłam.
-RYSIEEK?Nazywasz go RYSIEK?-Mario aż parsknął śmiechem.
-Też tego nie znoszę-westchnął Freitag-Ale zdaję sobie sprawę jak trudno jest wymówić moje imię-dodał.
-Czy ja wiem czy trudno...Ale Rysiek brzmi fajniej-powiedziałam.
-Hmm...Sądze, że nie ma co ciągnąć tych damsko-męskich pogaduszek, bo jeśli naprawdę jesteście
głodni, a słyszałem przed chwilą u któregoś z was burczenie w brzuchu, to radzę szybko zapoznać
się z chłopakami, i jechać na grilla. Bo wiecie, jeszcze trzeba go rozpalić, a nic samo się
nie zrobi.
-Masz rację-wtrącił Vettel, który wysiadł już z samochodu Kimiego, i stał przy nas-Chodźmy.

                                                                     ***

-Sven, Sven Bender-chłopak uśmiechnął się lekko.
-Wiesz, Sveni, naprawdę nie musisz się mi przedstawiać, przecież wiesz, że doskonale cię znam- odparłam
z uśmiechem. Cały Sven. Jak zwykle radosny i uśmiechnięty. Chyba nie ma osoby, która by go nie lubiła.

-A to jest właśnie Juergen Klopp-nasz trener-powiedział Marco.
-Miło mi pana poznać, jestem fanem Borussi, naprawdę to dla mnie zaszczyt-powiedział Sebastian.

'Zapoznałam' się już ze wszystkimi. Właściwie to ja ich przedstawiałam innym. Rozejrzałam się dookoła
i kogo zauważyłam? No kogo? Oczywiście Kimiego, który stał (jak zwykle) z boku. Coś mnie do niego
ciągnęło, musiałam tam podejść.

-Kimi, czemu nie zapoznajesz się z innymi?-zagaiłam.
-A po co mi to? I tak nie jestem fanem piłki nożnej, tym bardziej niemieckiej-odburknął. Nie
patrzył mi w oczy, stał odwrócony bokiem.
-KIMI...-zaczęłam i się... zacięłam. Wtedy na mnie popatrzył ze smutkiem w oczach, oczywiście-Kimi...
nie możemy normalnie porozmawiać?-spojrzałam na niego z lekkim wyrzutem.
-A czy my nie rozmawiamy normalnie?
-Nie, Kimi, nie rozmawiamy-musiałam zebrać się na odwagę, jeśli ma z tego coś wyjść, a na razie
to jest dosłownie niemożliwe, to musi coś wiedzieć-nie będę rozmawiać z człowiekiem, który nie
traktuje mnie poważnie-Nie wiem czy on nie chce ze mną rozmawiać, czy o co chodzi, ale to mi się
nie podoba.
-Rozmawiamy normalnie i do tego poważnie, jeśli ci się nie podoba, możesz odejść!-krzyknął na mnie, Kimi Raikkonen na mnie krzyknął. To już się robiło nie do wytrzymania, odwróciłam się napięcie...
...i walnęłam w Mas(s)ę. Dosłownie. I to ze łzami w oczach. To dopiero musiał być widok.
-Hej, Olivia, co Ci jest? Chciałem cię zapytać o kilka szczegółów związanych z twoją pracą, bo
widzę, że masz tu posadkę... ale może nie będę ci, a raczej wam przeszkadzać...-popatrzył srogo
na zakłopotanego Raikkonena.
-Nie przeszkadzasz, skończyliśmy-odparłam i  pobiegłam przed siebie.
                                                                    ***
-Chłopie, co ty jej zrobiłeś, przecież wtedy, gdy się odwróciła i wbiegła na mnie, miała łzy
w oczach.
-Czemu zawsze ja coś robię?! Czy ja naprawdę nie mam serca?!
-Kimi..ja tak nie pow...
Ale już go nie było,odwrócił się i poszedł gdzieś na trybuny. Nie szedłbym za nim gdyby nie to, że mam wielką
ochotę na tego grilla, i dlatego, że  wierzę, że uda mu się z Olivią. To znaczy, chodzi
mi głównie o Olivię. Początki zawsze są trudne.
Już prawie go dogoniłem, gdy Mario zawołał...
                                                                    ***
-Chłopaki, chodźcie z tych trybun, zbieramy się!-zawołał Mario.
W sumie gdy mu się tak przypatrywałam, to wydawał się całkiem niezłym ciachem... i do tego ten
jego akcent. Boski.
-Dani, ruchy, idziemy!-zawołał także do mnie.
Podbiegłam do niego. Chciałam jakoś rozpocząć rozmowę, potem może jakoś się ułoży.
-Mario, chciałam ci powiedzieć, że masz fajnych kolegów-zaczęłam.
-Dzięki, przekażę im, że uważasz inaczej niż wszyscy-zażartował.
-Naprawdę wszyscy ich tak nisko oceniają?
-Nie...wszyscy mówią, że są cudowni i boscy, a ty mówisz, że są tylko fajni.
Dowcipniś się znalazł...pff, też mi żart. Tyle, że nieśmieszny.
Dołączyliśmy do reszty, a mianowicie do Lei i Seba, którzy chyba rozmawiali o czymś bardzo interesującym,
a także do Ryśka i Olivii, która była jakaś przygaszona. Ciekawe czemu, przecież przez cały czas była taka uśmiechnięta. Feliepe i Kimi dopiero schodzili z trybun, i wyraźnie się kłócili.

                                                                  ***


-I co kur**, uważasz, że jestem nienormalny?! Dzięki, fajny z ciebie kolega, tylko nie waż się
wsiąść do mojego samochodu!
-O to nie bój nic, nie zrobię tego, tak jak i Olivia. Naprawdę cię nie rozumiem, nie możesz z nią
normalnie porozmawiać?! O co ci chodzi? Ciągle się czepiasz! Praktycznie codziennie od dnia
rozwodu! Zauważ, minęło już trochę czasu, może znalazłbyś sobie kogoś, a nie ciągle tylko czepiał
się nas!? Popatrz na Olivię, jest piękna,i do tego miła. A ty nawet nie potrafisz z nią normalnie
porozmawiać! Wiesz co mi powiedziała, jak się wtedy ze mną zderzyła? Wyszeptała tylko, ze w dupie
ma to wszystko! Tego chciałeś!? O to ci chodziło, żeby to wszystko spieprzyć?! Poznaliśmy takich
fajnych ludzi, a ty to rozpierdalasz! Dzięki Kimi, nie ma to jak twoje myślenie!
-Ups, chyba grilla nie będzie-odparł tylko z lekkim uśmieszkiem, i zeskoczył z ostatniego schodka.
-Jak to...
-Massa, jednak jedziesz ze mną, tam się nie zmieścisz, wsiadaj!
Raikkonen wyraźnie miał jakiś plan.

                                                                  ***

-Ej, Mario, zauważyłeś, że oni nie jadą za nami?-szepnął Marco.
-Wlasnie, co jest?-dodała Dani.
Faktycznie ich nie było. Zajechaliśmy pod dom i poczekaliśmy kilka minut.
Nie przyjechali. Gdy powiedziałam Mario, że idę do domu i nie mam ochoty na grilla, zapytał mnie
tylko, czy nie wzięłam od któregoś z nich numeru telefonu, gdy powiedziałam, że nie, puścił mnie
wolno. Chyba mnie rozumiał. Zdarza się to raz na tysiąc przypadków, ale... się zdarza.
I dobrze.

                                                                   ***
-Co się stało Olivii?-zapytałam.
-właśnie nie wiem...-odpowiedział Mario.
-Chyba pokłóciła się z Kimim...-szepnął Marco-trochę go obserwowałem, bo tak stał z boku, i widziałem,
jak do niego podeszła... rozmawiali tylko chwilę, a potem ona odwróciła się i pobiegła  do szatni.
Nie wiem o co im poszło, ale to chyba przez to teraz ich tu nie ma. A szkoda, bo fajni z nich goście,
tylko ten Kimi jakiś dziwny, może nie w sosie, albo coś... nie wiem.
-Nie chcę się wtrącać, ale niedawno w jakiejś gazecie, nie pamiętam nazwy, było coś o tym Raikkonenie,
że rozwiódł się z żoną. Może to dlatego? Trochę się znam na psychologii, i często jest tak, że po
rozwodzie trzeba czasu, żeby się ze wszystkim uporać-tak, faktycznie, chodziłam na kursy z psychologii,
bo w skokach liczy się też racjonalne myślenie.
-Skończmy już ten temat. nie ma ich-trudno. Pewnie jeszcze kiedyś ich spotkamy...to kto chce kiełbaskę?-
zapytał Mario.
-Mario...nie chcę ci sprawiać przykrości, ale jest już troszkę późno, a do naszego miasta jedzie się
co najmniej 4 godzinki... przepraszam-powiedział Rysiek.
-Nic się nie stało... tylko podaj nam swój numer telefonu, aby nie wyszło jak z tamtymi.
-Jasne, proszę-Rysiek wręczył Mario i Marco 'profesjonalną' wizytówkę z numerem telefonu i adresem-wpadajcie
kiedy zechcecie, i zabierzcie Olivię-dodał.
-A to... mój telefon-wtrąciłam nieśmiało i podałam własnoręcznie napisaną karteczkę Mario.
-Dzięki, Dani. Obiecuję, zadzwonię-Mario cmoknął mnie w policzek, aż się zarumieniłam.
-Pozwólcie, że zawołam Olivię, żeby się z wami pożegnała-Olivia! Pozwól na chwilkę! Goście wychodzą!
                                                             ***

Zeszłam na dół i pożegnałam się z Dani i Richardem, którzy musieli już wracać. Od nich oczywiście
wzięłam numery. Napisałam krótkiego esa do Eriki, w sprawie autografów.
Wracając do pokoju przypomniałam sobie, jak Feliepe mówił o pojawieniu
się na torze. A czemu nie? Jutro z rana wyjadę, i mam nadzieję, że zdążę na kwalifikacje.
Chociaż w sumie nie wiem, o której się zaczynają.
I żeby było jasne, nie jadę tam dla uwielbianego przez wszystkich Raikkonena.
Jadę tam, bo zaprosił mnie sam Feliepe Massa.






Od autorki:

Heh, dzięki za komentarze, wiem, rozdział taki sobie, ale dopiero to wszystko układam.
Obiecuję, w następnym rozdziale będzie mniej bohaterów i dialogów, a więcej opisów i emocji :)
Dopiero to wtłaczam, ten moment, kiedy między bohaterami zaiskrzy. Przepraszam, naprawdę rozdział
bez sensu, ale następny powinien być lepszy ;)

czwartek, 16 maja 2013

I.

                                                       "Hej, mogę się przysiąść?"

lato, Dortmund, Niemcy

  Wysiadłam z samolotu. Co jak co, ale kilkugodzinna podróż z Ukrainy nie należała do radosnych.
Co ja tam w ogóle robiłam? Cały czas zadaję sobie to pytanie. Teoretycznie byłam na kursie
dla fizjoterapeutów, ale to co tam przeżyłam, kursem nie można nazwać. Brud, smród...
Nie tak wyobrażałam sobie Ukrainę. Myślałam, że skoro odbyło się tam Euro, jest to cudowny
i zadbany kraj. Marzenie. Zamiast tego był brudny hotel, połowę osób, które miały uczestniczyć
w kursie, nie przyjechało, ponieważ, jak obwieściła mi dziś przez telefon koleżanka z Monachium
'za bardzo bali się o ich zdrowie, nie chcieli  narażać ich na niebezpieczeństwo'.
W sumie się im nie dziwię, pewnie już tam byli, i po prostu nie chcieli tam wracać. Ale mnie jakoś
puścili... tak, tak, wiem, pracuję w BVB tylko od 4 miesięcy, kursy są raz do roku, ale ktoś mógł
przyjść mnie ostrzec... no cóż, kolejna wakacyjna 'przygoda' zaliczona.
-Halo, może byś się ocknęła, i łaskawie ruszyła?-tak, to był Mario, mój młodszy brat. No nie wierzę,
on tutaj, na lotnisku. Mario przyjechał po mnie... tego naprawdę się nie spodziewałam. Myślałam,
że będzie jak zawsze, czyli coś w stylu: wysiadam z samolotu, zabieram bagaże i pakuję się do
taksówki.
-Olivia, mówię do ciebie. Głucha jesteś czy co?! A może... zakochałaś się na tej Ukrainie?
W sumie dobrze by było, przestałabyś wreszcie nie udacznie podrywać Reusa, przecież wiesz, że
on ma dziewczynę.
-Ccc..c..oo?-zaczęłam dukać, gzy usłyszałam jedno słowo REUS.
-No właśnie, to. Przecież to widać, że się w nim kochasz. Tylko głupi by nie zauważył.
-Przyjechałeś po mnie tylko dlatego, żeby mnie upokarzać? Za takie coś to ja dziękuję.
Odwróciłam się napięcie, i zaczęłam biec. Wtedy dotarło do mnie, że nigdzie sobie nie pojadę,
bo nie dość, że Mario ma moje walizki, to ja nie mam, ani portfela, ani karty, ani nawet komórki.
Wszystko jest w tych durnych walizkach. A więc musiałam zawrócić... To jest dopiero upokorzenie.
-Ooo...siostrzyczko, widzę, że nie możesz beze mnie żyć. Wiedziałem, że wrócisz-zdążył już wyciągnąć
z walizki mój różowy portfel i wymachiwał nim radośnie. Gdy podeszłam do niego, stał już przy nas
tłum gapiów, którzy śmiali się nie wiadomo z czego. Pewnie z mojej głupoty, chociaż znając życie
to z mojego cudownego różowego portfelika z Hello Kitty.
                                                                  ***
-Daleko jeszcze?- spytałam kierowcy, w postaci mojego brata.
-Piętnaście minut, max. A co, tak ci się spieszy, żeby zwiedzić Dortmund?
-Nie, chcę po prostu skorzystać z toalety. Bądź chociaż trochę wyrozumiały, i jedź odrobinkę
szybciej.
-Przecież nie mogę, widzisz te piękne znaki?
-Tak?! A w Szwajcarii zapierdalasz 230 km/h, gdy na drodze obowiązuje 130. I co?-zaśmiałam się
ironicznie. Nie odezwał się, ale też nie przyspieszył. Palant. Ale i tak go kocham.
-Kimi, Kimi, no rusz się, nie chcesz chyba patrzeć na mokry fotel swojego pięknego samochodu-
Vettel postanowił mi pomóc, miło z jego strony.
-Dzięki, Vettel. Ale i tak cię nie lubię-Seb jest moim chłopakiem, a z chłopakiem jak wiadomo trzeba się
przekomarzać.
-No cudownie, czemu w to nie wierzę?-uśmiechnął się promiennie i cmoknął mnie w policzek.
-Zostawcie te przyjemności na jakąś inną okazję-warknął Kimi. No cóż, biedak się rozwiódł,
i teraz nie może sobie nikogo znaleźć. W sumie to może nie chce, sama nie wiem...
-Lea, patrz widać komin, pewnie z Dortmundu-krzyknął podekscytowany Feliepe, który także
jechał z nami.
Tak, to był faktycznie komin, który obwieszczał, że Dortmund już blisko.
                                                              ***
-Byłeś tu kiedyś?-spytałam Ryśka.
-Ja?Ja, oczywiście-odparł z przekonaniem, studiując zaciekle mapę.
-Właśnie widzę-powiedziałam, przewracając oczami. Widać, wielki znawca Dortmundu, tyle, że z mapą
w ręce-To gdzie teraz jesteśmy?-spytałam z przekąsem.
-A więc znajdujemy się na Sztro...nie, Ainkauf..., nie, to też nie to...
-Fernsejensztrase-odczytałam z tabliczki wiszącej na preciwko nas, i szeroko się uśmiechnęłam.
Cały Freitag. Wszędzie był i wszystko wie. Szczerze mówiąc, nie chciałabym być jego dziewczyną,
bałabym się, że kiedyś wywiezie mnie gdzieś w szczere pole.
-To co robimy?-zapytałam.
-A więc, plan jest taki.(plan, znowu plan, srotototo, nie znoszę jego planów) Chciałaś się czegoś
napić, tam na przeciwko, widzisz ten bar?
-Mhm-odpowiedziałam niechętnie. Co jak co, ale bar nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Jak i ta część
Dortmundu.
-Zróbmy tak-kontynuuował-Ty pójdziesz się tam czegoś napić, ja pokombinuję co tu dalej robić
i spotkamy się tu, w tym miejscu, gdzieś za godzinkę, ok?
-Dobra, pasuje-odpowiedziałam, powoli się oddalając.
                                                          ***
-Dzięki za podwiezienie młody.
-Młody?Jaki młody? Co Ty do mnie? Jaki młody no... jestem tylko o rok młodszy. Przestań, to nie sprawiedliwe, jesteś straszna. Jak ty się do mnie odnosisz? Ja po ciebie przyjeżdżam, a ty...
-Braciszku, skończ już ten swój monolog. To już się robi nudne. Współczuję Reusowi, jeśli
musi co chwilę tego słuchać.
-Pff-chyba nie wiedział, co powiedzieć.
-Serio, dzięki kochany, poradzę sobie z tymi walizkami i wpadnę na chwilę do baru, chcę porozmawiać
z Eriką.
-To ta, co się we mnie podkochuje?
-Ehem, dokładnie. Tak jak ja w Reusie-ups, chyba się wygadałam.
-Ha, a nie mówiłem!-Mario do razu się rozpromienił.
-Tak, jest młody-musiałam to powiedzieć, chciałam, żeby ten słodki uśmiech szybko zniknął z jego
pulchnej twarzyczki. Jestem podlą siostrą wiem, przepraszam.


-Hej, Erika, kochanie, co tu dziś tak tłoczno?-krzyknęłam, wchodząc.
-A tak jakoś, chyba taka pora, i do tego piątek. Ludzie po pracy, no wiesz. Odstresowanie.
Kochana, jak tam było, na tej Ukrainie? Dobrze? Miło cię przyjęli? Czegoś nauczyli?
-Tak, tak, wprost cudownie-'miłe' wspomnienia znów powróciły.
-A to dobrze. A jak tam Mario? Co u niego?-Wiedziałam, że o niego zapyta, jakżeby inaczej...
-Wszystko u niego dobrze, jutro rano ma trening, może masz ochotę wpaść?-Wiedziałam, że Mario
nie znosi Eriki, ale może coś.. wyjdzie. Miłości trzeba pomóc. Choćby tej jeszcze nie odkrytej.
-Jasne, jasne, wpadnę, mam na popołudnie. Kochana, usiądź tam, widzisz jest dla ciebie wolny stolik,
a ja zaraz ci podam twoją ulubioną latte, ok?
-Spoko-powiedziałam ruszając w stronę stolika, który wskazała mi Erika.
Usiadłam i czekałam na kawę. Przy okazji przyglądałam się ludziom w lokalu, może wychaczę kogoś fajnego, i wreszcie przestanę uganiać się za Reusem...
Zerknęłam na drzwi, do lokalu wchodziła śliczna dziewczyna, na oko gdzieś w moim wieku, a za nią
trzech gości... Kurcze, jednego z nich chyba kojarzę... Ta reklama, to nie ten gość z reklamy
Renault? Chociaż może tylko mi się wydaje. Za nimi weszła jeszcze jedna dziewczyna, niższa od poprzedniej,
ale równie ładna. Kierowała się w moją stronę.
                                                       ***
-Ej, Kimi, widzisz tą blondynkę przy stoliku? O tam, z boku? Ładna, nieprawdaż? Co o niej sądzisz,
no co? Kimi, ej, odezwij się? ICEMAN!- ostatnie słowo na niego podziałało.
-Seb, ty coś do mnie... mówisz coś do mnie?-odpowiedział zamyślony Kimi, spoglądający na blondynkę.
-No właśnie o niej mówiłem, o tej co się na nią tak patrzysz...
-Ja? Ja się na nikogo nie patrzę!-krzyknął speszony Raikkonen odwracając wzrok.
-Kimi, bo wiesz, może jak tu już jesteśmy, to się czegoś napijemy, co? Możemy jej się zapytać
o miasto, bo wygląda, że ona  jest stąd. Poza tym, sądzę, że Massa na to przystanie. Popatrz na
niego, już coś zamawia.
-MAAAAAAAAASSSSAAAA!Co ty do cholery człowieku robisz?-Krzyknął Kimi.
-No jak to co? Zamawiam sobie żarcie! Głodny jestem!
-A zauważyłeś może, że nie ma wolnych miejsc?
-Poradzę sobie, o mnie się nie martw-zerknął kątem oka na blondynkę.Było tam pięć wolnych miejsc.
Wydawała się samotna, jakby na nikogo nie czekała lecz po kilku sekundach zauważyłam, że w jej stronę kieruje się śliczna czarnowłosa dziewczyna. A więc miejsc jest
jeszcze cztery.
                                                     ***
-Hej, mogę się przysiąść?-zaczęłam.
-Jasne, siadaj-odparła z uśmiechem blondynka.
-Dzięki, jestem Danielle, a Ty?
-Olivia, miło mi. W sumie dobrze, że się przysiadłaś, mam przynajmniej z kim pogadać. Byłaś kiedyś
na Ukrainie?
-Nie, nie byłam, a co? Popatrz na tych gości, nie wydaje ci się, że co chwilę zerkają w naszą stronę?
Ten jeden jest całkiem ładny-Odpowiedziałam, patrząc w stronę baru.
-Który? Ten blondyn? Ciekawe co tu robią, nie wygladają na tutejszych.
-Pewnie są przejazdem, jak ja-odparłam, po czym zaczęłam tłumaczyć, ze nie jestem stąd, że
przyjechałam tu z bratem i tylko zwiedzamy Dortmund.
-Ha, to dużo tu nie zwiedzicie. Nie, żebym coś sugerowała, ale widziałam ładniejsze miasta...
-Tak? To co cię jeszcze tu trzyma?-spytałam z zaciekawieniem.
-Pracuję tu jako fizjoterapeutka. W drużynie Borussi Dortmund, w której gra mój brat.
Po za nim nie mam nikogo, nasi rodzice wyjechali, ze mną nie utrzymują kontaktów,
dzwonią tylko do Mario, i to rzadko.-odparła smutno.
W chwili gdy chciałam jej powiedzieć, jak mi przykro, blondynka lekko mnie kopnęła.
Popatrzyłam  na nią zdziwiona, a ona przechylając głowę w stronę baru, zaczęła się uśmiechać.
Cztery osoby podążały w naszą stronę.
                                                   ***
-Massa, Feliepe, miło mi-zaczął chłopak (a raczej mężczyzna) stojący najbliżej mnie i Dani
- to jest Sebastian Vettel, Lea Raikkonen i Kimi...
-...Raikkonen-dokończyłam.
-Tak, dokładnie to chciałem powiedzieć-odparł z uśmiechem-czyli rozumiem, że nas kojarzysz?
-Was? Nie za bardzo, przepraszam, kojarzę tylko Raikkonena, z tej reklamy samochodu, tego, no...
-Renault-wtrącił blondyn, spoglądając na mnie smutno. Uśmiechnęłam się do niego lekko, lecz on
odwrócił głowę. Nie odwzajemnił mojego uśmiechu. Szkoda, bo był naprawdę ładny.
-To może wy się przedstawicie?-powiedział Feliepe.
-Jasne, jestem Olivia Goetze, a to jest Danielle...-Czarnowłosa chciała już powiedzieć, jak ma na nazwisko,
lecz Massa zaczął pierwszy.
-Miło nam bardzo, to skoro już się znamy, to możemy się przysiąść? Bo wiecie, nie ma żadnych
wolnych stolików.
-Jasne-krzyknęłyśmy chórem. Sebastian, Feliepe i Lea szeroko się do nas uśmiechnęli, jedynie
Kimi tego nie zrobił. Był jakiś smutny, przygaszony.
-Eeej, Kimi, co z tobą, chłopie?-odezwał się Sebastian
                                                ***
Właśnie, co ze mną. Ze mną jest wszystko nie tak. Jestem człowiekiem z lodu. Czy ja nie mam serca?
Moja była tak powiedziała. Ta blondynka naprawdę jest ładna, i pięknie się uśmiecha, ale ja po prostu
nie potrafię tego odwzajemnić. Jestem jakiś dziwny. A przecież naprawdę chciałbym kogoś pokochać.
                                               ***
-Nic, nic, tylko się zamyśliłem, przepraszam-odparł Kimi.
-No dobra, to bierzcie karty, siadajcie i coś zamówcie. Ja stawiam!-wesoło krzyknął Massa-Wy,
dziewczyny, też możecie-Lea spiorunowała go wzrokiem-To znaczy...Nie, nie chodzi mi o ciebie Lea,
tylko o Olivię i Danielle...
-Mówcie mi Dani, nie znoszę swojego imienia-wtrąciła czarnowłosa.
-...I o Dani. To co, dziewczęta, co bierzecie?
-Ja nic, dziękuję, w domu coś ugotuję. Czekam tylko na swoją latte-Feliepe zaczął coś mówić,
ale ja go nie słuchałam. Co chwilę zerkałam na blondyna. Jaki on ładny. Nawet ładniejszy od
Reusa. Szkoda, że taki smutny. Ciekawe, co mu jest, czy mogłabym go jakoś pocieszyć...
-OLIVIAAAAAA!-ocknęłam się-Olivia, głupku, czy ty mnie słyszysz?- Nade mną stał Mario razem z
Reusem.-Widzę, że masz nowych kolegów, może zechcesz nas przedstawić?
-A jasne, jasne-odparłam (musze dodać, że koło Mario już stała Erika)-to jest Danielle, mówcie
na nią Dani, to Lea, Sebastian, Feliepe i...
-Dobrze wiem, kim on jest! to jest KIMI RAIKKONEN!-wykrzyknął Mario, po czym chciał uścisnąć
dłoń blondyna-Jestem Mario, Mario Goetze, a to jest Marco Reus, moją siostrę już pewnie poznałeś,
gram w Borussi, pewnie znasz ten zespół, i jestem twoim wielkim fanem. Dzisiaj z Marco robimy
grilla i właśnie przyszliśmy, aby zaprosić Olivię, ale skoro wy także tu jesteście, to was też
zapraszamy, może wpadniecie?-Ach, Mario i ten jego monolog.
-Ni...-zaczął Fin, ale przerwał mu Feliepe, który jest strasznym obżartuchem, chociaż musi
 przestrzegać diety.
-...Nie ma sprawy. Jasne, że wpadniemy, prawda?-odparł, po czym spiorunował Fina wzrokiem-Ale
chcieliśmy także zwiedzić Dortmund, może go nam pokażecie?
-Z przyjemnością-odparł Mario-możemy też odwiedzić nasz stadion-Signal Iduna Park, co wy na to?
Zapoznam was z innymi piłkarzami.
-Ekhem...-wtrącił Marco-zapoznamy. Mario nie jesteś tu sam-szepnął mu na ucho.
-Jasne-stwierdził Seb-W końcu jestem Niemcem, głupio by było nie znać tak utalentowanych ludzi.
-Nawzajem-odparł Mario, po czym uśmiechnął się do Vettela.
Dani popatrzyła na zegarek i obwieściła (tym, którzy nie wiedzieli), że przyjechała z bratem,
który pewnie czeka na nią na dworze. Więc kolejna osoba na grilla.

Erika przyniosła nasze żarełko, ale nikomu z nas nie chciało się jeść.
-Erika, kochana, masz tu kasę, i zabieraj mi to sprzed nosa.
-Olivia, ja miałem płacić! E...e..rika, tak? Masz tu kasę, tamtą oddaj jej właścicielce-powiedział Massa.
-O Boże, Massa, masz problem, no. Chodźmy-odparłam wkurzona.
Erika zrobiła wielkie oczy i zapytała mnie się po cichu, skąd ich znam. Odpowiedziałam jej, że
sami się przysiedli. Powiedziałam także, że blondyn, który jeszcze przed chwilą siedział na przeciwko
mnie jest przystojny, ale smutny. Ona na to, że jest wielką fanką F1 (ach, wiedziałam
że oni są sławni), i że chciałaby mieć ich autografy. A więc moje zadanie na dziś-zdobyć autografy.
Jedno wiem na pewno: zdobycie autografu od Raikkonena będzie nie lada wyzwaniem.



Dziękuję za przeczytanie rozdziału, mam nadzieję, że nie jest najgorszy. 'Opowiadanie' będę pisać z kilku perspektyw-z punktu widzenia różnych osób. Bardzo proszę o komentarze, i słowa zachęty do dalszej pracy :)!

środa, 15 maja 2013

PROLOG.

A co jeśli któregoś dnia spotkają się trzy całkowicie różne światy?
Trzy dziewczyny, które tak samo kochają sport, jednakże inaczej go definiują.
 Jedna z nich-Danielle uważa, że sport przede wszystkim to skoki narciarskie. Trudno jej się dziwić, skoro jej bratem jest sławny skoczek narciarski-Richard Freitag, a sama Dani też próbuje swoich sił w skokach,
i nie wychodzi jej to najgorzej. Dodatkowo pomaga szkolić młodszych od siebie, którzy chcą być
tak dobrzy jak ona i jej brat.

 Druga-Olivia sądzi, że sport w szczególności to piłka nożna. Ma sławnego brata, gracza BVB-Mario Goetze, a także pracuje jako fizjoterapeutka w drużynie, w której gra jej brat.

 Ostatnia-Lea definuje pojęcie sport jako 'świat Formuły 1'. Lecz skoro jej bratem jest sam Kimi
Raikkonen, a ona jeździ z nim na wyścigi, nie tylko, żeby oglądać jego starty, lecz także, aby pomagać
mu przy bolidzie, to nic dziwnego.

 A jeśli któregoś dnia dane będzie im się spotkać? Czy się zaprzyjaźnią? Jak to wpłynie na ich
pracę, braci oraz znajomych?