"Ona jest w szpitalu"
Słońce prażyło im w oczy. Stali blisko siebie, wręcz czuli swoje oddechy. Wpatrywali się w inne
pary, trzymające się za ręce, całujące się. Obserwowali przyrodę, piękne tulipany, magnetyzujące
róże. Widzieli dzieciaki, które bawiły się w piaskownicy. Starsze osoby, siedzące na ławce, samotne
panie, które zwierzały się innym ze swoich problemów. Eleganckich panów palących papierosy.
Ich ręce były splecione ze sobą, a usta powoli zbliżały do siebie.
***
Zadzwonił budzik. Chociaż właściwie otwierając jedno oko, stwierdziłam, że tym budzikiem jest nie kto
inny jak mój brat. Była dziesiąta, a więc defacto budzik zadzwonił dwie godziny wcześniej, a ja
nic o tym nie wiedząc dalej sobie smacznie spałam. Leniwie się przeciągnęłam i nagle mnie olśniło.
Zapomniałam! Zapomniałam o tym, że przyjeżdża Mario. Przecież nie bez powodu ustawiłam sobie budzik tak wcześnie. W sumie nie dziwię się, że mnie nie obudził, bo z reguły wstaję sama, o nieprzyzwoitej porze.
"O jedenastej"-przypomniały mi się jego słowa. Tak, ma być na jedenastą, czyli godzina na ogarnięcie
się, co u mnie równa się z niemożliwością. Pospiesznie wstałam z łóżka, chwyciłam prostownicę,
i pobiegłam do łazienki. Właściwie do drzwi łączących łazienkę z przedpokojem, bo w środku był
Rysiek śpiewający Lady Gagę. Ach, nie ma to jak uroki małych niemieckich domków z jedną łazienką...
No cóż, postanowiłam kulturalnie zapukać, ale to nic nie dało, a braciszek dalej śpiewał, więc
zaczęłam walić w drzwi. "Czego?!"-usłyszałam w odpowiedzi. Jak to czego?! Przecież wiedział,
że przyjedzie Mario, na którym mi zależy...I to jak.
-Czy mógłbyś mnie łaskawie wpuścić do łazienki?-wycedziłam.
-Dziś jest dzień mojej dobroci, a więc mogę to uczynić. Wiem,jak na niego czekasz...-zaczął,
po czym otworzył drzwi i mnie wpuścił. Chciałam dodać 'czyżby' i zacząć się z nim kłócić, bo skoro
wiedział, to dlaczego celowo zajmował łazienkę? Zamiast tego popatrzyłam na zegarek wiszacy nad lustrem. Zostało mi czterdzieści minut. No świetnie, zapewnę zdążę...wliczając w to wszystko jeszcze śniadanie, czasu zostało naprawdę niewiele...
Wychodząc z łazienki zauważyłam Richarda ubranego w garnitur.
-Pieprznęło cię?-zaczęłam-To chyba ja powinnam się stroić nie ty.
-Czy ktoś powiedział, że idę na spotkanie z Mario? Zauważ mam dziewczynę, i jakbyś trochę pomyślała,
a nie stała i gadała głupoty, to byś zrozumiała, że zostawiam go dla ciebie, nie chcę wam przeszkadzać.
Przepraszam bardzo, ale dla kolegi tak stroić się nie będę-zaczął wymachiwać rękoma.
-Prze...przepraszam-wydukałam. Faktycznie, wiedziałam, że Rysiek chodzi z Marii, ale byłam już tak
zdenerwowana tą całą sytuacją, że całkowicie o tym zapomniałam.
Dziesięć minut. Zostało jeszcze tylko dziesięć. Czyli nie zdążę już zjeść śniadania...
Postanowiłam wyjść przed dom i tam przywitać Mario. Wychodząc wzięłam z wieszaka ciepły sweter, bo pogoda zmienną jest. Wczoraj słońce, dzisiaj zimno i deszcz.
Pomyślałam o Olivii. Ciekawe, czy pojechała na te kwalifikacje, i czy porozmawiała z Kimim. Zastanawiało mnie także to, że Mario przyjeżdża tak szybko. Mówił, że ma coś ważnego do przekazania. Dziwne, bo zwykle ludzie nie odwiedzają się dwa dni od poznania, w szczególności ,jeśli mieszkają tak daleko od siebie.
***
-Cześć, miło cię znowu widzieć!-zaczęłam widząc Mario.
-Hej, nawzajem-pocałował mnie w policzek. Był zdenerwowany, czyli coś musiało się stać. Tylko co?
-Co jest? Zwykle ludzi nie odwiedzają się tak często.
-No właśnie... musimy porozmawiać. Jest Richard? Jeśli nie, to trudno. Chociaż może lepiej żeby o tym
wiedział.
-O czym...-chciałam zapytać, ale blondyn mi przerwał.
-...Może wejdziemy do środka? Podwórko to nie jest miejsce na taką rozmowę.
-Oczywiście, zapraszam-zaprowadziłam go do salonu. O co może chodzić? Jest zdenerwowany,
wygląda nie najlepiej...-Możesz mi powiedzieć co się stało?
-A więc...to coś poważnego-rozejrzał się dookoła-Mieszkacie sami?-zapytał.
-Tak, nasi rodzice nie żyją-powiedziałam smutno, a Mario mnie przytulił.
-Chodzi o Olivię-pierwsza myśl, która mi się nasunęła to to, że pojechała na wyścig i porozmawiała z Kimim-a więc ona pojechała na kwalifikacje i...i jest w szpitalu-zatkało mnie. Olivia w szpitalu...-w dosyć poważnym stanie. Ona była kiedyś bardzo chora, i teraz ta choroba powraca.
-To dlatego przyjechałeś...tor jest niedaleko stąd. Jak ona się teraz czuje? Nic jej nie jest? Wyjdzie z tego?
-Czuje się niezbyt dobrze, cały czas jest przy niej Kimi bądź Feliepe. Właściwie każdy przyjeżdża się z nią zobaczyć. Widziałem już Hamiltona, Rosberga...Nawet nie wiem, jak ona ich wszystkich poznała-lekko się uśmiechnął-ale nie to jest najważniejsze. Chodzi o to, że Olivia potrzebuje dużo krwi. I jeżeli ty lub Richard moglibyście jej, a właściwie nam, pomóc, to...
-Oczywiście, że pomożemy. Tylko powiedz mi, na co jest chora?
-Nie mogę, naprawdę, nikt oprócz mnie o tym nie wie. Naprawdę cię lubię, ale dla dobra mojej siostry...Zrozum.
***
Wyszliśmy na dwór. Widać, że Mario był bardzo podłamany tą sytuacją. Nie dość, że opuścili go rodzice, to teraz jego siostra zmaga się z poważną chorobą. Co mogę zrobić, żeby trochę go rozweselić? Obawiam się, że nic, bo w takiej sytuacji zachowywałabym się tak samo. I tak podziwiam go za to, że przyjechał i powiedział mi o tym. Niewielu ludzi tak potrafi. Większość siedzi i rozpacza, nawet gdy można walczyć. Może sportowcy tak mają? Rysiek też próbował walczyć, gdy nasi rodzice poważnie chorowali. Nie poddawał się do końca. Wiedział, że było już za późno, a mimo to wierzył, że da się jeszcze coś zrobić... wierzył w cud.
Rysiek, Rysiek, Rysiek.. no właśnie, gdzie on teraz właściwie jest? Nasz samochód stał na podjeździe, więc nie pojechał jeszcze do Marii, a także ona nie miała samochodu... Rich musi być jeszcze w domu.
-Richard!-zaczęłam się wydzierać. Byłam roztrzęsiona wiadomością o szpitalu. Biedna Olivia, musimy jej pomóc.
-Idę, już idę!-chwilę potem pojawił się na schodach-Co ci się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha!
O, widzę, że nasz kolega już przyjechał. To dlatego tak wyglądasz?
-Nie czas na żarty. Stało się coś poważnego, lepiej idź porozmawiać z Mario.
-Ale co...-nie dokończył, bo popchnęłam go w stronę blondyna-Co się stało?
-A więc, tak jak już mówiłem twojej siostrze, Olivia jest w szpitalu. Jest ciężko chora, i potrzebuje każdej pomocy, a mianowicie krwi. Dani już się zgodziła, ale pytam też ciebie, zgodzisz oddać krew dla niej? Rozmawiałem z twoją siostrą, i ponoć macie taką samą grupę, więc chyba nie będzie problemu...-zawahał się-pomożesz jej, prawda?
-Tak tylko...niedługo jadę na turniej, i nie wiem...zapytam się lekarzy, trenera i dam ci znać, dobrze?
Blondyna zatkało. Sam był sportowcem, i oddał już krew, mimo iż praktycznie codziennie miał
treningi, a Richard, który jedzie na zawody za tydzień się waha. Chociaż może chce się jakoś wykręcić,
nigdy nie wiadomo.
-Dobrze, będę czekać. Danielle zadeklarowała, że jutro rano przyjedzie do szpitala. To naprawdę niedaleko, raptem kilkadziesiąt kilometrów stąd.
Rysiek odwrócił się w moją stronę, i zrobił minę typu 'porozmawiamy potem', po czym uściskał dłoń
Mario i wsiadł do samochodu.
Tak więc zostaliśmy sami. Niebo się rozpogodziło, i robiło się coraz bardziej gorąco.
-A może tak byśmy poszli na spacer? Porozmawiamy na weselsze tematy-zaproponował Mario. Oczywiście się zgodziłam, nie można przecież cały czas rozmawiać o tak smutnych rzeczach.
***
Poszliśmy do parku. Słońce prażyło nam w oczy. Staliśmy blisko siebie, wręcz czułam jego oddech. Wpatrywaliśmy się w pary, trzymające się za ręce, całujące się. Obserwowalismy przyrodę, piekne tulipany, magnetyzujące róże. Widzielismy dzieciaki, ktore bawiły się w piaskownicy. Starsze osoby, siedzące na ławce, samotne panie, które zwierzały się innym ze swoich problemów. Eleganckich panów palących papierosy. Widoki-marzenie.
I te uczucie, gdy jesteś w przepełnionym zielenią parku, z osobą, która ci się podoba. Ale wiadomo, taka chwila nie może trwać wiecznie.
-Chyba powinienem się już zbierać-zagaił Mario-w końcu nie mogę zostawiać Olivii na tak długo-dodał.
-Ale przecież cały czas ktoś przy niej jest. Widać, że lubią się z Kimim...-nie byłam pewna, czy coś z tego wyszło.
-Lubią? To mało powiedziane. Wiesz co oni do siebie mówili jak tam przyjechałem? Są zakochani po uszy. Kimi wręcz promieniuje szczęsciem, zachowuje sie zupelnie inaczej niz wtedy, gdy go poznalismy. I juz nie ucieka, tak jak ostatnio z Dortmundu. Aż dziwne, jak człowiek pod wpływem milosci moze sie zmienic. Z kolei Olivia też wydaje się szczęśliwa, ale trochę przytłoczona. Wszystko przez ta nieszczesna chorobe. Gdyby nie ona, pomysl, co by teraz robili-Uśmiechnęłam się, przecież to jasne. Dobrze, że im się ulożyło, że teraz ktoś ją wspiera. Tylko dlaczego wszyscy sobie kogoś znajdują, a ja nie mogę? Siedzi obok mnie chłopak ideał, a ja nie potrafię nawet do niego normalnie zagadać.
-Mario, tak właściwie to masz dziewczynę?
-Ja? Nie nie mam...-odwrócił wzrok. Coś jest na rzeczy-naprawdę muszę już iść-powiedział, po czym wstał, i skierował się w stronę mojego domu. Nawet na mnie nie poczekał, musiałam go gonić.
-Przestań tak pędzić! Chciałam ci tylko coś powiedzieć...
-Słucham?-doszliśmy już do jego samochodu.
-Mario, posłuchaj, nie wiem, jak to powiedzieć, ale podobasz mi się. Od pierwszego wejrzenia, wtedy w tym barze...
-Przykro mi-przerwał mi w pół zdania-nie wyjdzie z tego taka love story, jak u mojej siostry. Jesteś bardzo ładna, i naprawdę cię lubię, ale nie mogę z tobą być. To nie chodzi o to, że mam dziewczynę, bo takowej nie posiadam, ale o to, że ja jestem...-
Zadzwonił telefon, i jak na nieszczęście, akurat w tym momencie, gdy miał mi powiedzieć dlaczego. 'Tak, tak, już jadę' dobiegały do mnie tylko urywki zdań wypowiadanych przez blondyna.
-Posłuchaj, Dani. Muszę już jechać, chodzi o Olivię. porozmawiamy jutro w szpitalu. Trzymaj się!
A więc zostałam sama, z niczym. Nie dowiedziałam się ani, na co chora jest Olivia, ani dlaczego Mario tak posmutniał, gdy powiedziałam mu, że mi się podoba. Życie jest pełne tajemnic. Tylko, że niektórzy są wtajemniczeni, a ja do tych osób niestety nie należę.
I jak rozdział?
Na pewno groszy od poprzedniego. Przepraszam, nie mogłam znowu pisać o przygodach Kimiego i Olivii, bo występują tu także inni bohaterowie. Ech... napaćkane to wszystko. Masakra.
Jesli czytasz to bądź tak miły/a i zostaw komentarz :)
+Zapraszam do przeczytania ankietki z boku :)
Mówiłam, że pisanie z trzech perspektyw będzie trudne. Nie ma co owijać w bawełnę - jest kiepsko, ale jednocześnie nie jest jeszcze tragicznie. Pewnie zaraz zostanę zhetjowana za to co napiszę, ale na miłość boską! Czy każda życiowa tragedia musi się wiązać ze szpitalem i jest spowodowana wypadkiem/chorobą?! I czy dopiero ostry atak tego wszystkiego powoduje, że ludzie dookoła, nawet ci, którzy są blisko Olivii, zaczynają to dostrzegać? Na przykład jej brat, Rysiek, przecież nawet jeśli nie chciał oddać krwi, powinien widzieć, jak zareagować w sytuacji takiego nawrotu choroby, co nie?
OdpowiedzUsuńOczywiście tym razem znowu jest w rozdziale powrót do tendencji: "zbyt dużo gadania, zbyt mało opisów", ale to po prostu wymaga wprawy.
Nie poddawaj się i pisz dalej!
Bo wiesz... jej bratem jest Mario :D
UsuńNevermind, widzę, że dałam tu za dużo bohaterów.
I wgl. jestem pesymistką, co się wiąże z tym szpitalem itd. ;)
I tak, mi też się nie podoba ten rozdział, więc nie będę Cię hejtować :D
PS. Trochę brak weny
Ach, rozumiem! Bo jest napisane "tak jak już mówiłem twojej siostrze" ja przeczytałam "tak jak już mówiłem o twojej siostrze"! Noż, moja logika nie zna granic, a maturę muszę zdać z wynikiem 90 i wzwyż =.="
UsuńW takim razie przepraszam, nie miałam racji, nie było sprawy. Teraz wszystko mi się zgadzam.
Zapraszam do siebie, na http://zapanowac-nad-emocjami.blogspot.com/ na nowość :)
OdpowiedzUsuńNaa we-are dodałam coś, co śmiem nazwać rozdziałem.
OdpowiedzUsuńPzdr.;)
Info na 'we-are' ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie http://just-try-and-fight.blogspot.com/ :-)
OdpowiedzUsuń