Ostatnio zauważyłam, że na coraz większej ilości blogów, wszelakich wywiaderach i askach szerzy się tzw. dręczenie innej osoby. Moze jestem zbyt młoda, i jeszcze nie wszystko rozumiem, ale umiem pojąć jedno: że istnieją ludzie, którzy są kozakami w internecie, a zwykłymi pizdami w swiecie (najmocniej przepraszam, za użyte brzydkie słowa w tym tekście).
Tylko oni chyba nie zauważają jednego, to wszystko boli. Czy potrafią powiedzieć Ci w cztery oczy, że jesteś szmatą, i abyś spierdalała? NIE. No właśnie. Internet jest takim jakby ich królestwem, w którym piszą co chcą, a na dodatek zapewniają sobie anonimowość.
Spotkałam się z takimi przypadkami, osoby hejtowały mnie w sieci, a w realu przechodziły koło mnie jakby nic się nie stało... I to jest najgorsze. Piszesz do kogoś 'wypierdalaj szmato', a potem idziesz ulicą, i posyłasz słodki uśmieszek, żeby zapewnić, że to nie ty.
Jesli naprawdę sądzisz, że kogoś zachowanie/poglądy/styl pisma/ubierania/muzyka jest zły, powiedz mu to prosto w oczy, a nie pisz w sieci słowa, które tak ranią...
Co do mojego opowiadania... To nic z tego. Przynajmniej na razie. Przepraszam.