czwartek, 20 czerwca 2013

V.


 "Na wiele pytań nie znamy odpowiedzi"

 Minęło kilka dni od tego, jak Olivia znalazła się w szpitalu. Nie wypuścili jej tego samego dnia,
co co chwilę wypomniał jej Kimi, mówiąc 'a przecież mówiłaś, że wyjdziesz po kwalifikacjach'.
Głowa nadal ją bolała, a do tego dawna choroba dawała jej się we znaki. Regularnie odwiedzała ją Dani,
czasami wpadał także Richard z kumplami ze skoczni. Wszyscy chcieli poznać 'słynną' Olivię Goetze,
która uwiodła samego Kimiego Raikkonena, a wśród kolegów Ryska nie było takiego, który nie interesowałby się Formułą 1. Toteż, chcąc uzyskać autograf Raikkonena, i słysząc o tym, że paru innym kierowców przesiaduje dalej w szpitalu, postanowili jeździć ze skoczkiem. Ale i koleżanki Danielle nie były inne. Także, przy każdej możliwej okazji zabierały się z nią do szpitala. Kilka razy nawet udało im się
porozmawiać z Raikkonenem, który postawił im twardy warunek. Zbadają się, oddadzą krew dla panny Goetze, a wtedy będą mogli uzyskać autografy od zawodników. Nie każdemu się to udało. Jedni tłumaczyli się, że niedługo muszą jechać na letnie Grand Prix, i nie mogą sobie na to pozwolić, inni, że na pewno mają odmienną grupę krwi i nawet nie warto się badać. Tak więc, z około dwudziestu koleżanek i kolegów rodzeństwa Freitagów pozostało  pięć osób, którym udało się zdobyć podpisy (i to pełne imiona i nazwiska, z dedykacją!) kierowców. Jakaż była ich radość, gdy mogli jeszcze zrobić sobie z nimi
pamiątkowe zdjęcia.
 Przy Olivii oprócz Kimiego nieustannie 'czatowali' także jej brat-Mario razem z Marco, Feliepe,
który bardzo ją polubił, a także Sebastian z Leą. Postanowili zostać jeszcze te kilka dni, aby się
nią zaopiekować i pocieszać w trudnych chwilach. Do kolejnego wyścigu zostało jeszcze sporo czasu, więc mogli sobie na to pozwolić. Oczywiście spotkali się z niezadowoleniem swoich szefów, i mechaników, jednakże (prawie) nic z tego sobie nie robili. W szczególności Kimi, który jak wiadomo, jest strasznie uparty i zawsze stawia na swoim. To właśnie on siedział przy niej dzień i noc. Gdyby nie to, że poprosiła go o to, aby wynajął sobie jakiś hotel i co jakiś czas wracał do niego, żeby się przespać,
mieszkałby chyba w szpitalu. Już nawet miał plan namówienia pielęgniarki, aby wstawiła mu do sali
rozkładane łóżko. Ponoć miał ją uwieść swoim urokiem osobistym. Gdy opowiedział to Vettelowi i Massie, wybuchnęli gromkim śmiechem, a Seb zaczął się turlać po podłodze. Dosłownie.
 Tak więc Olivia nie była sama w tych trudnych chwilach. Miała wsparcie z każdej strony-kochającego
chłopaka, brata i masę kolegów i przyjaciół. Często, gdy kierowcy jechali do hotelów, Mario i Marco
wracali do Dortmundu, a Rysiek i Dani do domu, zastanawiała się, czy to wszystko nie jest tylko snem.
Przecież gdy była młodsza wszyscy się z niej wyśmiewali. Wytykali ją palcami, bluzgali, mówili, że
jest biedaczką, bo nie ma rodziców. Właściwie to ich ma, i ostatnio się o tym boleśnie przekonała.
Wcześniej żyła w przekonaniu, że już nigdy się z nimi nie spotka, że będzie miała święty spokój,
że nie wezmą ją na litość, gdy będą starsi i będą potrzebowali opieki. Teraz jednak nie wiedziała, co o
tym myśleć. Czy matka chciała się z nią skontaktować, żeby tylko porozmawiać, czy też aby się spotkać?
I skąd miała jej numer? Na te pytania nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Zresztą nigdy wcześniej sobie
ich nie zadawała. Zawsze ukrywała przed innymi uczniami fakt, że jej rodzice tak naprawdę żyją. Mieszkała z babcią, która zmarła kilka lat temu, dzień po jej osiemnastych urodzinach. Po jej śmierci długo była w żałobie, a wtedy z pomocą przyszedł jej Mario, który się jakoś z tego otrząsnął-dzięki treningom. Powiedział, że może chodzić z nim na stadion, i że w sumie ich trener poszukuje jakiś zdolnych i młodych dziewcząt do pomocy. Spotkania z chłopakami z Borussi, dużo serca włożonego w wykonywaną pracę, wiara-którą zdobyła dzięki swojemu pierwszemu chłopakowi-Marcelowi, to wszystko pozwoliło jej powoli dojść do siebie.
Stała się tym kim teraz jest-pogodną i nieco zadziorną Olivią Goetze.

                                                                                ***

-Do zobaczenia, stary! Czyli jutro o tej samej porze, tak?-krzyknął Seb, na co kiwnąłem potwierdzająco głową, i wyjąłem z kieszeni kartę do mojego pokoju. Otwierając drzwi, jeszcze raz zerknąłem za siebie. Patrzyłem na Vettela z Leą, trzymających się za ręce i całujących się. Piękny obrazek, Ci dwoje się bardzo kochają. W sumie kilka dni temu bym im tego zazdrościł, ale teraz... teraz jest inaczej. Wszyscy zawsze myślą, jaki ze mnie człowiek z lodu. Że nie potrafię kochać, nie mam serca, jestem dla wszystkich arogancki i wredny. Ale to nie jest prawdą. Mam swój styl bycia i wedle niego żyję. To, że czasem dopowiem coś Vettelowi, albo wtrącę się do rozmowy Hamiltona i Nicole, nie powinno nikomu przeszkadzać. Tym bardziej, że jeżeli widzę, że ktoś jest bardzo zajęty, albo coś go dręczy, nie pogarszam mu sytuacji wtrącając się i bezczelnie coś robiąc, tylko trzymam się od takich ludzi z daleka. A co do kochania, przecież potrafię kochać. I Olivia jest tego przykładem. Ją kocham nade wszystko,
o wiele bardziej niż Jenni, chociaż mojej byłej w sumie nigdy nie kochałem. Więc przezywam swego rodzaju młodzieńczą miłość, od chwili gdy zobaczyłem Olivię w barze w Dortmundzie. Sam się sobie dziwię, że wcześniej nigdy się naprawdę nie zakochałem. Podobało mi się parę dziewczyn, w tym Jenni. Były ładne, ale miały okropne charaktery. A dziewczyna, która nic sobą nie reprezentuje (oprócz urody oczywiście) nie może być przeze mnie kochana. Tak więc tylko dziewczynę znajdującą się kilka kilometrów ode mnie darzę prawdziwym uczuciem.
 Z rozmyślań wyrwał mnie Feliepe, klepiąc mnie po tyłku. Muszę przyznać, że to było dziwne.
-Stary, sorry, że tak, no wiesz tego... ale machanie Ci rękoma przed oczami na nic się nie zdało. Widzę, że cały czas o niej myślisz i bardzo dobrze, bo w końcu tak robią zakochani, ale mógłbyś czasem znaleźć czas dla kumpla.
-Przepraszam...-wydukałem i zorientowałem się, że już od dobrych paru chwil stoję przed drzwiami z ręką na klamce.
-Cóż takiego się stało?
-A więc, nie żebym był jakimś plotkarzem, ale tak chciałem, żebyś wiedział, bo w końcu jesteś z Olivią, i masz prawo wiedzieć, ale się nie obraź, bo ja wcale nie podsłuchiwałem i...
-Massa, mów o co chodzi, bo jak widzisz, jedną nogą jestem już w pokoju-szybko postawiłem bezdźwięczny krok na puchatym dywanie pokoju 303-i nie zawacham postawić w nim mojej drugiej nogi i zatrzasnąć Ci drzwi przed nosem.
-No bo ja niechcący słyszałem rozmowę Danielle z Mario i widzisz, słyszałem jak on mówi, że jest tym no... gejem.
-Ok, to jest trochę niecodzienne, ale każdy ma prawo do miłości, nieważne z kim-dobra, to co mówiłem wydawało mi się zabawne, więc wybuchłem niepochamowanym śmiechem, szybko wszedłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Nie mogłem się opanować, żeby nie zobaczyć miny Massy, który praktycznie nigdy nie widział mnie śmiejącego się, więc gwałtownie otworzyłem drzwi, zerknąłem na przyjaciela, i ponownie je zamknąłem wybuchając jeszcze to większym i głośniejszym śmiechem.
'Raikkonen, wpuść mnie Ty bestio' słyszałem tylko zza drzwi, ale jakoś nie miałem ochoty na dalszą rozmowę z Feliepe. W sumie musiałem racjonalnie zastanowić się nad tym co przed chwilą powiedział. Bo jeśli to jest prawdą, i on naprawdę jest gejem, to kto jest jego drugą połówką? Przecież Olivia mówiła, że niedawno rozstał się z dziewczyną. Czyżby kłamała, a może sama o tym nie wiedziała?
Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to to, że Mario może być w związku z Marco. Niby ten też ma dziewczynę, co także wynikało z opowieści Olivii, o jej nieudolnym zauroczeniu, ale skoro mówiła, że jej brat miał pannę... wszystko jest możliwe. Chociaż może te dziewczyny były tylko przykrywką? Ostatnio czytałem jakiś brukowiec w którym pisało, że jakiś dwóch chłopaków ze sławnego zespołu ma dziewczyny, tak zwane 'brody', aby ukryć swój związek. Może tak samo jest z Mario i Marco?
Z drugiej strony, z tego co mówił Massa, to podsłuchał rozmowę Dani i Mario, więc może on tylko chciał jej się pozbyć i wymyślił jakoś bzdurę? Wcale nie musi być homoseksualistą, zawsze można tylko udawać, żeby nie czepiały cię się natrętne panienki. Bo gdyby to było prawdą, to, że on i Marco... to by to już dawno wyszło na jaw. Nie interesuję się piłką nożną, ale czasami jakieś tam brukowce poczytuję, i na pewno bym o tym wiedział. Zresztą jeżeli nie ja sam, na pewno ktoś by mi to grzecznie oświadczył. Na przykład taki Vettel, którego to pasjonuje, z całą pewnością latałby po padoku i krzyczał 'mamy w Borussi geja! Mamy geja!'.
Także czy to może być prawdą?

                                                                                ***

Byliśmy z Marco jeszcze kilka kilometrów od domu, więc był jeszcze czas, aby z nim porozmawiać. W radiu akurat mówili o homoseksualistach i Reus zaczął wyrażać głośno swoje poglądy na ten temat. Od dłuższego czasu zastanawiałem się, czy mu o tym powiedzieć, o tym, że kogoś mam, i nie jest to wcale kolejna dziewczyna. Słuchając tego co mówił, czyli jego krzyków 'Ja bym ich powybijał! To jest przecież nienormalne! A co z ludźmi, którzy zakladają zwykłe rodziny? Mają patrzyć na takich zboczenców?!'
stwierdziłem, że lepiej aby o niczym nie wiedział. Co prawda jest moim najlepszym przyjacielem, i powinien o tym wiedzieć, jednak po tym co usłyszałem, nie miałem najmniejszej ochoty mówić mu niczego. Przynajmniej na razie. Na początek niech sytuacja się uspokoi, Olivia wyjdzie ze szpitala, a wtedy będę mógł i jego i ją, i może jeszcze tego Raikkonena gdzieś zaprosić i przedstawić
sprawę jasno. Oczywiście nie zapomnę też zaprosić Maxa, którego Olivia zna doskonale, i który dawniej ja wyzywał. Wiem, że nie powinienem wiązać uczuć z takim 'bydlakiem', ale on wcale nie jest taki zły. Jest taki romantyczny... I już rozmawiałem z nim na temat mojej siostry, ma jej wszystko wyjaśnić, że był zmuszany do tego, aby ją upokarzać, że sam był dręczony. Boję się, że jeśli Olivia go zobaczy razem ze mną, znienawidzi mnie. Muszę wszystko jej wytłumaczyć. Właściwie Max też musi.
-Mario, wysadź mnie tu. Podskoczę jeszcze do Kuby, bo siedzi sam z Oliwką, i jak mi napisał przed chwilą, potrzebuje pomocy.
-To może ja także mu pomogę?-W sumie nie miałem nic lepszego do roboty, Max wyjechał służbowo, a w domu nie czekało mnie nic ciekawego.
-Myślę, że powinieneś odpoczywać, w końcu jutro także czeka Cię wyprawa do Olivii. Jedź do domu, prześpij się, a jutro pogadamy.
-W sumie może masz rację...-poczekałem, aż Marco wyjdzie z samochodu i odjechałem. Faktycznie, byłem bardzo zmęczony, zresztą każdy by był po spędzeniu dziesięciu godzin w szpitalu. Dobrze mieć wyrozumiałego trenera, ktory wie, co to znaczy ciepło rodzinne, i rozumie, że każdy potrzebuje kilka dni aby odwiedzić bliskich.
Zajechałem pod dom. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłem starą Alfę Romeo, zupełnie taką samą, jaką jeździli rodzice przed lata. Ale czy to możliwe, aby oni wrócili? Zamknąłem samochód i skierowałem się w stronę domu. Na ławeczce przed drzwiami siedziały dwie, ubrane na czarno osoby, wyraźnie zerkające w moim kierunku. Najgorsze było to, że dokładnie rozpoznawałem te sylwetki.

                                                                                  ***

Szpital nie był ciekawym miejscem, szczególnie nocą. Niemowlęta darły się w niebogłosy, starsze panie, z powodu braku snu spacerowały po korytarzach, a pielęgniarki głośno rozmawiały w sali obok. Zawsze, kładąc się do łóżka myślałam o następnym dniu. Kiedy wreszcie mnie wypuszczą, w jakim nastroju zobaczę Mario, kto przyjdzie mnie odwiedzić... Najgorsze w tym wszystkim było to, że musiałam pogodzić się z myślą, że Kimi niebawem musi wyjechać, i zostawi mnie samą. Oczywiście, niezupelnie samą, bo będzie mnie odwiedzać Mario, Marco i kilka kolegów z ich drużyny. Do grupy odwiedzających dołączy pewnie jeszcze Dani, bo Richarda nie ma się już co spodziewać-rozpoczął Letnie GP. Ale bez ukochanego przy boku zawsze jest inaczej, gorzej. W szczególności gdy jest się chorym i potrzebuje się największego wsparcia właśnie od niego. Trudno, trzeba to przeżyć. Przecież po wyścigach znów do mnie przyjedzie, nie będzie go raptem tydzień. Obiecał, że zabierze mnie do swojego domu, do Szwajcarii. Już nie mogę się doczekać. Mówił, że ma piękną willę, z basenem i sauną, fińską oczywiście. Wszystkie te rzeczy są dla mnie trudne do pojęcia, niby mamy z Mario dużo pieniędzy, ale nie opływamy w luksusy. Czasami możemy sobie pozwolić na wakacje za granicą, i jedzenie w dobrej restauracji, ale to wszystko. Odkładamy pieniądze na potem, na czarną godzinę. Bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie los.


Było już dobrze po północy, a światło w domu Olivii i Mario dalej się paliło. Wszyscy tam przebywający przygotowywali się do
jutrzejszego wyjazdu. Dwójka z nich przygotowywała się... aby zobaczyć swoją córkę.



Autorka;

Kolejna część wypocinek zaserwowana! :)
Przepraszam, że tak długo, ale to z powodu zbliżającego się końca roku szkolnego...

+Przepraszam za te przerwy w tekście, co się *ebło i  jakoś nie mogę tego naprawić. To pewnie przez to,
że piszę w notatniku... Przy nastepnym rozdziale będzie lepiej, mam nadzieję...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

IV.

 "Ona jest w szpitalu"

 Słońce prażyło im w oczy. Stali blisko siebie, wręcz czuli swoje oddechy. Wpatrywali się w inne
pary, trzymające się za ręce, całujące się. Obserwowali przyrodę, piękne tulipany, magnetyzujące
róże. Widzieli dzieciaki, które bawiły się w piaskownicy. Starsze osoby, siedzące na ławce, samotne
panie, które zwierzały się innym ze swoich problemów. Eleganckich panów palących papierosy.
Ich ręce były splecione ze sobą, a usta powoli zbliżały do siebie.

                                                                                ***

 Zadzwonił budzik. Chociaż właściwie otwierając jedno oko, stwierdziłam, że tym budzikiem jest nie kto
inny jak mój brat. Była dziesiąta, a więc defacto budzik zadzwonił dwie godziny wcześniej, a ja
nic o tym nie wiedząc dalej sobie smacznie spałam. Leniwie się przeciągnęłam i nagle mnie olśniło.
Zapomniałam! Zapomniałam o tym, że przyjeżdża Mario. Przecież nie bez powodu ustawiłam sobie budzik tak wcześnie. W sumie nie dziwię się, że mnie nie obudził, bo z reguły wstaję sama, o nieprzyzwoitej porze.
"O jedenastej"-przypomniały mi się jego słowa. Tak, ma być na jedenastą, czyli godzina na ogarnięcie
się, co u mnie równa się z niemożliwością. Pospiesznie wstałam z łóżka, chwyciłam prostownicę,
i pobiegłam do łazienki. Właściwie do drzwi łączących łazienkę z przedpokojem, bo w środku był
Rysiek śpiewający Lady Gagę. Ach, nie ma to jak uroki małych niemieckich domków z jedną łazienką...
No cóż, postanowiłam kulturalnie zapukać, ale to nic nie dało, a braciszek dalej śpiewał, więc
zaczęłam walić w drzwi. "Czego?!"-usłyszałam w odpowiedzi. Jak to czego?! Przecież wiedział,
że przyjedzie Mario, na którym mi zależy...I to jak.
-Czy mógłbyś mnie łaskawie wpuścić do łazienki?-wycedziłam.
-Dziś jest dzień mojej dobroci, a więc mogę to uczynić. Wiem,jak na niego czekasz...-zaczął,
po czym otworzył drzwi i mnie wpuścił. Chciałam dodać 'czyżby' i zacząć się z nim kłócić, bo skoro
wiedział, to dlaczego celowo zajmował łazienkę? Zamiast tego popatrzyłam na zegarek wiszacy nad lustrem. Zostało mi czterdzieści minut. No świetnie, zapewnę zdążę...wliczając w to wszystko jeszcze śniadanie,  czasu zostało naprawdę niewiele...
 Wychodząc z łazienki zauważyłam Richarda ubranego w garnitur.
-Pieprznęło cię?-zaczęłam-To chyba ja powinnam się stroić nie ty.
-Czy ktoś powiedział, że idę na spotkanie z Mario? Zauważ mam dziewczynę, i jakbyś trochę pomyślała,
a nie stała i gadała głupoty, to byś zrozumiała, że zostawiam go dla ciebie, nie chcę wam przeszkadzać.
Przepraszam bardzo, ale dla kolegi tak stroić się nie będę-zaczął wymachiwać rękoma.
-Prze...przepraszam-wydukałam. Faktycznie, wiedziałam, że Rysiek chodzi z Marii, ale byłam już tak
zdenerwowana tą całą sytuacją, że całkowicie o tym zapomniałam.
Dziesięć minut. Zostało jeszcze tylko dziesięć. Czyli nie zdążę już zjeść śniadania...
Postanowiłam wyjść przed dom i tam przywitać Mario. Wychodząc wzięłam z wieszaka ciepły sweter, bo pogoda zmienną jest. Wczoraj słońce, dzisiaj zimno i deszcz.
Pomyślałam o Olivii. Ciekawe, czy pojechała na te kwalifikacje, i czy porozmawiała z Kimim. Zastanawiało mnie także to, że Mario przyjeżdża tak szybko. Mówił, że ma coś ważnego do przekazania. Dziwne, bo zwykle ludzie nie odwiedzają się dwa dni od poznania, w szczególności ,jeśli mieszkają tak daleko od siebie.

                                                                                 ***

-Cześć, miło cię znowu widzieć!-zaczęłam widząc Mario.
-Hej, nawzajem-pocałował mnie w policzek. Był zdenerwowany, czyli coś musiało się stać. Tylko co?
-Co jest? Zwykle ludzi nie odwiedzają się tak często.
-No właśnie... musimy porozmawiać. Jest Richard? Jeśli nie, to trudno. Chociaż może lepiej żeby o tym
wiedział.
-O czym...-chciałam zapytać, ale blondyn mi przerwał.
-...Może wejdziemy do środka? Podwórko to nie jest miejsce na taką rozmowę.
-Oczywiście, zapraszam-zaprowadziłam go  do salonu. O co może chodzić? Jest zdenerwowany,
wygląda nie najlepiej...-Możesz mi powiedzieć co się stało?
-A więc...to coś poważnego-rozejrzał się dookoła-Mieszkacie sami?-zapytał.
-Tak, nasi rodzice nie żyją-powiedziałam smutno, a Mario mnie przytulił.
-Chodzi o Olivię-pierwsza myśl, która mi się nasunęła to to, że pojechała na wyścig i porozmawiała z Kimim-a więc ona pojechała na kwalifikacje i...i jest w szpitalu-zatkało mnie. Olivia w szpitalu...-w dosyć poważnym stanie. Ona była kiedyś bardzo chora, i teraz ta choroba powraca.
-To dlatego przyjechałeś...tor jest niedaleko stąd. Jak ona się teraz czuje? Nic jej nie jest? Wyjdzie z tego?
-Czuje się niezbyt dobrze, cały czas jest przy niej Kimi bądź Feliepe. Właściwie każdy przyjeżdża się z nią zobaczyć. Widziałem już Hamiltona, Rosberga...Nawet nie wiem, jak ona ich wszystkich poznała-lekko się uśmiechnął-ale nie to jest najważniejsze. Chodzi o to, że Olivia potrzebuje dużo krwi. I jeżeli ty lub Richard moglibyście jej, a właściwie nam, pomóc, to...
-Oczywiście, że pomożemy. Tylko powiedz mi, na co jest chora?
-Nie mogę, naprawdę, nikt oprócz mnie o tym nie wie. Naprawdę cię lubię, ale dla dobra mojej siostry...Zrozum.

                                                                                  ***

Wyszliśmy na dwór. Widać, że Mario był bardzo podłamany tą sytuacją. Nie dość, że opuścili go rodzice, to teraz jego siostra zmaga się z poważną chorobą. Co mogę zrobić, żeby trochę go rozweselić? Obawiam się, że nic, bo w takiej sytuacji zachowywałabym się tak samo. I tak podziwiam go za to, że przyjechał i powiedział mi o tym. Niewielu ludzi tak potrafi. Większość siedzi i rozpacza, nawet gdy można walczyć. Może sportowcy tak mają? Rysiek też próbował walczyć, gdy nasi rodzice poważnie chorowali. Nie poddawał się do końca. Wiedział, że było już za późno, a mimo to wierzył, że da się jeszcze coś zrobić... wierzył w cud.
Rysiek, Rysiek, Rysiek.. no właśnie, gdzie on teraz właściwie jest? Nasz samochód stał na podjeździe, więc nie pojechał jeszcze do Marii, a także ona nie miała samochodu... Rich musi być jeszcze w domu.
-Richard!-zaczęłam się wydzierać. Byłam roztrzęsiona wiadomością o szpitalu. Biedna Olivia, musimy jej pomóc.
-Idę, już idę!-chwilę potem pojawił się na schodach-Co ci się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha!
O, widzę, że nasz kolega już przyjechał. To dlatego tak wyglądasz?
-Nie czas na żarty. Stało się coś poważnego, lepiej idź porozmawiać z Mario.
-Ale co...-nie dokończył, bo  popchnęłam go w stronę blondyna-Co się stało?
-A więc, tak jak już mówiłem twojej siostrze, Olivia jest w szpitalu. Jest ciężko chora, i potrzebuje każdej pomocy, a mianowicie krwi. Dani już się zgodziła, ale pytam też ciebie, zgodzisz oddać krew dla niej? Rozmawiałem z twoją siostrą, i ponoć macie taką samą grupę, więc chyba nie będzie problemu...-zawahał się-pomożesz jej, prawda?
-Tak tylko...niedługo jadę na turniej, i nie wiem...zapytam się lekarzy, trenera i dam ci znać, dobrze?
Blondyna zatkało. Sam był sportowcem, i oddał już krew, mimo iż praktycznie codziennie miał
treningi, a Richard, który jedzie na zawody za tydzień się waha. Chociaż może chce się jakoś wykręcić,
nigdy nie wiadomo.
-Dobrze, będę czekać. Danielle zadeklarowała, że jutro rano przyjedzie do szpitala. To naprawdę niedaleko, raptem kilkadziesiąt kilometrów stąd.
Rysiek odwrócił się w moją stronę, i zrobił minę typu 'porozmawiamy potem', po czym uściskał dłoń
Mario i wsiadł do samochodu.
Tak więc zostaliśmy sami. Niebo się rozpogodziło, i robiło się coraz bardziej gorąco.
-A może tak byśmy poszli na spacer? Porozmawiamy na weselsze tematy-zaproponował Mario. Oczywiście się zgodziłam, nie można przecież cały czas rozmawiać o tak smutnych rzeczach.

                                                                              ***

Poszliśmy do parku. Słońce prażyło nam w oczy. Staliśmy blisko siebie, wręcz czułam jego oddech. Wpatrywaliśmy się w pary, trzymające się za ręce, całujące się. Obserwowalismy przyrodę, piekne tulipany, magnetyzujące róże. Widzielismy dzieciaki, ktore bawiły się w piaskownicy. Starsze osoby, siedzące na ławce, samotne panie, które zwierzały się innym ze swoich problemów. Eleganckich panów palących papierosy. Widoki-marzenie.
I te uczucie, gdy jesteś w przepełnionym zielenią parku, z osobą, która ci się podoba. Ale wiadomo, taka chwila nie może trwać wiecznie.
-Chyba powinienem się już zbierać-zagaił Mario-w końcu nie mogę zostawiać Olivii na tak długo-dodał.
-Ale przecież cały czas ktoś przy niej jest. Widać, że lubią się z Kimim...-nie byłam pewna, czy coś z tego wyszło.
-Lubią? To mało powiedziane. Wiesz co oni do siebie mówili jak tam przyjechałem? Są zakochani po uszy. Kimi wręcz promieniuje szczęsciem, zachowuje sie zupelnie inaczej niz wtedy, gdy go poznalismy. I juz nie ucieka, tak jak ostatnio z Dortmundu. Aż dziwne, jak człowiek pod wpływem milosci moze sie zmienic. Z kolei Olivia też wydaje się szczęśliwa, ale trochę przytłoczona. Wszystko przez ta nieszczesna chorobe. Gdyby nie ona, pomysl, co by teraz robili-Uśmiechnęłam się, przecież to jasne. Dobrze, że im się ulożyło, że teraz ktoś ją wspiera. Tylko dlaczego wszyscy sobie kogoś znajdują, a ja nie mogę? Siedzi obok mnie chłopak ideał, a ja nie potrafię nawet do niego normalnie zagadać.
-Mario, tak właściwie to masz dziewczynę?
-Ja? Nie nie mam...-odwrócił wzrok. Coś jest na rzeczy-naprawdę muszę już iść-powiedział, po czym wstał, i skierował się w stronę mojego domu. Nawet na mnie nie poczekał, musiałam go gonić.
-Przestań tak pędzić! Chciałam ci tylko coś powiedzieć...
-Słucham?-doszliśmy już do jego samochodu.
-Mario, posłuchaj, nie wiem, jak to powiedzieć, ale podobasz mi się. Od pierwszego wejrzenia, wtedy w tym barze...
-Przykro mi-przerwał mi w pół zdania-nie wyjdzie z tego taka love story, jak u mojej siostry. Jesteś bardzo ładna, i naprawdę cię lubię, ale nie mogę z tobą być. To nie chodzi o to, że mam dziewczynę, bo takowej nie posiadam, ale o to, że ja jestem...-
Zadzwonił telefon, i jak na nieszczęście, akurat w tym momencie, gdy miał mi powiedzieć dlaczego. 'Tak, tak, już jadę' dobiegały do mnie tylko urywki zdań wypowiadanych przez blondyna.
-Posłuchaj, Dani. Muszę już jechać, chodzi o Olivię. porozmawiamy jutro w szpitalu. Trzymaj się!
 A więc zostałam sama, z niczym. Nie dowiedziałam się ani, na co chora jest Olivia, ani dlaczego Mario tak posmutniał, gdy powiedziałam mu, że mi się podoba. Życie jest pełne tajemnic. Tylko, że niektórzy są wtajemniczeni, a ja do tych osób niestety nie należę.



I jak rozdział?
Na pewno groszy od poprzedniego. Przepraszam, nie mogłam znowu pisać o przygodach Kimiego i Olivii, bo występują tu także inni bohaterowie. Ech... napaćkane to wszystko. Masakra.

Jesli czytasz to bądź tak miły/a i zostaw komentarz :) 
+Zapraszam do przeczytania ankietki z boku :)