czwartek, 16 maja 2013

I.

                                                       "Hej, mogę się przysiąść?"

lato, Dortmund, Niemcy

  Wysiadłam z samolotu. Co jak co, ale kilkugodzinna podróż z Ukrainy nie należała do radosnych.
Co ja tam w ogóle robiłam? Cały czas zadaję sobie to pytanie. Teoretycznie byłam na kursie
dla fizjoterapeutów, ale to co tam przeżyłam, kursem nie można nazwać. Brud, smród...
Nie tak wyobrażałam sobie Ukrainę. Myślałam, że skoro odbyło się tam Euro, jest to cudowny
i zadbany kraj. Marzenie. Zamiast tego był brudny hotel, połowę osób, które miały uczestniczyć
w kursie, nie przyjechało, ponieważ, jak obwieściła mi dziś przez telefon koleżanka z Monachium
'za bardzo bali się o ich zdrowie, nie chcieli  narażać ich na niebezpieczeństwo'.
W sumie się im nie dziwię, pewnie już tam byli, i po prostu nie chcieli tam wracać. Ale mnie jakoś
puścili... tak, tak, wiem, pracuję w BVB tylko od 4 miesięcy, kursy są raz do roku, ale ktoś mógł
przyjść mnie ostrzec... no cóż, kolejna wakacyjna 'przygoda' zaliczona.
-Halo, może byś się ocknęła, i łaskawie ruszyła?-tak, to był Mario, mój młodszy brat. No nie wierzę,
on tutaj, na lotnisku. Mario przyjechał po mnie... tego naprawdę się nie spodziewałam. Myślałam,
że będzie jak zawsze, czyli coś w stylu: wysiadam z samolotu, zabieram bagaże i pakuję się do
taksówki.
-Olivia, mówię do ciebie. Głucha jesteś czy co?! A może... zakochałaś się na tej Ukrainie?
W sumie dobrze by było, przestałabyś wreszcie nie udacznie podrywać Reusa, przecież wiesz, że
on ma dziewczynę.
-Ccc..c..oo?-zaczęłam dukać, gzy usłyszałam jedno słowo REUS.
-No właśnie, to. Przecież to widać, że się w nim kochasz. Tylko głupi by nie zauważył.
-Przyjechałeś po mnie tylko dlatego, żeby mnie upokarzać? Za takie coś to ja dziękuję.
Odwróciłam się napięcie, i zaczęłam biec. Wtedy dotarło do mnie, że nigdzie sobie nie pojadę,
bo nie dość, że Mario ma moje walizki, to ja nie mam, ani portfela, ani karty, ani nawet komórki.
Wszystko jest w tych durnych walizkach. A więc musiałam zawrócić... To jest dopiero upokorzenie.
-Ooo...siostrzyczko, widzę, że nie możesz beze mnie żyć. Wiedziałem, że wrócisz-zdążył już wyciągnąć
z walizki mój różowy portfel i wymachiwał nim radośnie. Gdy podeszłam do niego, stał już przy nas
tłum gapiów, którzy śmiali się nie wiadomo z czego. Pewnie z mojej głupoty, chociaż znając życie
to z mojego cudownego różowego portfelika z Hello Kitty.
                                                                  ***
-Daleko jeszcze?- spytałam kierowcy, w postaci mojego brata.
-Piętnaście minut, max. A co, tak ci się spieszy, żeby zwiedzić Dortmund?
-Nie, chcę po prostu skorzystać z toalety. Bądź chociaż trochę wyrozumiały, i jedź odrobinkę
szybciej.
-Przecież nie mogę, widzisz te piękne znaki?
-Tak?! A w Szwajcarii zapierdalasz 230 km/h, gdy na drodze obowiązuje 130. I co?-zaśmiałam się
ironicznie. Nie odezwał się, ale też nie przyspieszył. Palant. Ale i tak go kocham.
-Kimi, Kimi, no rusz się, nie chcesz chyba patrzeć na mokry fotel swojego pięknego samochodu-
Vettel postanowił mi pomóc, miło z jego strony.
-Dzięki, Vettel. Ale i tak cię nie lubię-Seb jest moim chłopakiem, a z chłopakiem jak wiadomo trzeba się
przekomarzać.
-No cudownie, czemu w to nie wierzę?-uśmiechnął się promiennie i cmoknął mnie w policzek.
-Zostawcie te przyjemności na jakąś inną okazję-warknął Kimi. No cóż, biedak się rozwiódł,
i teraz nie może sobie nikogo znaleźć. W sumie to może nie chce, sama nie wiem...
-Lea, patrz widać komin, pewnie z Dortmundu-krzyknął podekscytowany Feliepe, który także
jechał z nami.
Tak, to był faktycznie komin, który obwieszczał, że Dortmund już blisko.
                                                              ***
-Byłeś tu kiedyś?-spytałam Ryśka.
-Ja?Ja, oczywiście-odparł z przekonaniem, studiując zaciekle mapę.
-Właśnie widzę-powiedziałam, przewracając oczami. Widać, wielki znawca Dortmundu, tyle, że z mapą
w ręce-To gdzie teraz jesteśmy?-spytałam z przekąsem.
-A więc znajdujemy się na Sztro...nie, Ainkauf..., nie, to też nie to...
-Fernsejensztrase-odczytałam z tabliczki wiszącej na preciwko nas, i szeroko się uśmiechnęłam.
Cały Freitag. Wszędzie był i wszystko wie. Szczerze mówiąc, nie chciałabym być jego dziewczyną,
bałabym się, że kiedyś wywiezie mnie gdzieś w szczere pole.
-To co robimy?-zapytałam.
-A więc, plan jest taki.(plan, znowu plan, srotototo, nie znoszę jego planów) Chciałaś się czegoś
napić, tam na przeciwko, widzisz ten bar?
-Mhm-odpowiedziałam niechętnie. Co jak co, ale bar nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Jak i ta część
Dortmundu.
-Zróbmy tak-kontynuuował-Ty pójdziesz się tam czegoś napić, ja pokombinuję co tu dalej robić
i spotkamy się tu, w tym miejscu, gdzieś za godzinkę, ok?
-Dobra, pasuje-odpowiedziałam, powoli się oddalając.
                                                          ***
-Dzięki za podwiezienie młody.
-Młody?Jaki młody? Co Ty do mnie? Jaki młody no... jestem tylko o rok młodszy. Przestań, to nie sprawiedliwe, jesteś straszna. Jak ty się do mnie odnosisz? Ja po ciebie przyjeżdżam, a ty...
-Braciszku, skończ już ten swój monolog. To już się robi nudne. Współczuję Reusowi, jeśli
musi co chwilę tego słuchać.
-Pff-chyba nie wiedział, co powiedzieć.
-Serio, dzięki kochany, poradzę sobie z tymi walizkami i wpadnę na chwilę do baru, chcę porozmawiać
z Eriką.
-To ta, co się we mnie podkochuje?
-Ehem, dokładnie. Tak jak ja w Reusie-ups, chyba się wygadałam.
-Ha, a nie mówiłem!-Mario do razu się rozpromienił.
-Tak, jest młody-musiałam to powiedzieć, chciałam, żeby ten słodki uśmiech szybko zniknął z jego
pulchnej twarzyczki. Jestem podlą siostrą wiem, przepraszam.


-Hej, Erika, kochanie, co tu dziś tak tłoczno?-krzyknęłam, wchodząc.
-A tak jakoś, chyba taka pora, i do tego piątek. Ludzie po pracy, no wiesz. Odstresowanie.
Kochana, jak tam było, na tej Ukrainie? Dobrze? Miło cię przyjęli? Czegoś nauczyli?
-Tak, tak, wprost cudownie-'miłe' wspomnienia znów powróciły.
-A to dobrze. A jak tam Mario? Co u niego?-Wiedziałam, że o niego zapyta, jakżeby inaczej...
-Wszystko u niego dobrze, jutro rano ma trening, może masz ochotę wpaść?-Wiedziałam, że Mario
nie znosi Eriki, ale może coś.. wyjdzie. Miłości trzeba pomóc. Choćby tej jeszcze nie odkrytej.
-Jasne, jasne, wpadnę, mam na popołudnie. Kochana, usiądź tam, widzisz jest dla ciebie wolny stolik,
a ja zaraz ci podam twoją ulubioną latte, ok?
-Spoko-powiedziałam ruszając w stronę stolika, który wskazała mi Erika.
Usiadłam i czekałam na kawę. Przy okazji przyglądałam się ludziom w lokalu, może wychaczę kogoś fajnego, i wreszcie przestanę uganiać się za Reusem...
Zerknęłam na drzwi, do lokalu wchodziła śliczna dziewczyna, na oko gdzieś w moim wieku, a za nią
trzech gości... Kurcze, jednego z nich chyba kojarzę... Ta reklama, to nie ten gość z reklamy
Renault? Chociaż może tylko mi się wydaje. Za nimi weszła jeszcze jedna dziewczyna, niższa od poprzedniej,
ale równie ładna. Kierowała się w moją stronę.
                                                       ***
-Ej, Kimi, widzisz tą blondynkę przy stoliku? O tam, z boku? Ładna, nieprawdaż? Co o niej sądzisz,
no co? Kimi, ej, odezwij się? ICEMAN!- ostatnie słowo na niego podziałało.
-Seb, ty coś do mnie... mówisz coś do mnie?-odpowiedział zamyślony Kimi, spoglądający na blondynkę.
-No właśnie o niej mówiłem, o tej co się na nią tak patrzysz...
-Ja? Ja się na nikogo nie patrzę!-krzyknął speszony Raikkonen odwracając wzrok.
-Kimi, bo wiesz, może jak tu już jesteśmy, to się czegoś napijemy, co? Możemy jej się zapytać
o miasto, bo wygląda, że ona  jest stąd. Poza tym, sądzę, że Massa na to przystanie. Popatrz na
niego, już coś zamawia.
-MAAAAAAAAASSSSAAAA!Co ty do cholery człowieku robisz?-Krzyknął Kimi.
-No jak to co? Zamawiam sobie żarcie! Głodny jestem!
-A zauważyłeś może, że nie ma wolnych miejsc?
-Poradzę sobie, o mnie się nie martw-zerknął kątem oka na blondynkę.Było tam pięć wolnych miejsc.
Wydawała się samotna, jakby na nikogo nie czekała lecz po kilku sekundach zauważyłam, że w jej stronę kieruje się śliczna czarnowłosa dziewczyna. A więc miejsc jest
jeszcze cztery.
                                                     ***
-Hej, mogę się przysiąść?-zaczęłam.
-Jasne, siadaj-odparła z uśmiechem blondynka.
-Dzięki, jestem Danielle, a Ty?
-Olivia, miło mi. W sumie dobrze, że się przysiadłaś, mam przynajmniej z kim pogadać. Byłaś kiedyś
na Ukrainie?
-Nie, nie byłam, a co? Popatrz na tych gości, nie wydaje ci się, że co chwilę zerkają w naszą stronę?
Ten jeden jest całkiem ładny-Odpowiedziałam, patrząc w stronę baru.
-Który? Ten blondyn? Ciekawe co tu robią, nie wygladają na tutejszych.
-Pewnie są przejazdem, jak ja-odparłam, po czym zaczęłam tłumaczyć, ze nie jestem stąd, że
przyjechałam tu z bratem i tylko zwiedzamy Dortmund.
-Ha, to dużo tu nie zwiedzicie. Nie, żebym coś sugerowała, ale widziałam ładniejsze miasta...
-Tak? To co cię jeszcze tu trzyma?-spytałam z zaciekawieniem.
-Pracuję tu jako fizjoterapeutka. W drużynie Borussi Dortmund, w której gra mój brat.
Po za nim nie mam nikogo, nasi rodzice wyjechali, ze mną nie utrzymują kontaktów,
dzwonią tylko do Mario, i to rzadko.-odparła smutno.
W chwili gdy chciałam jej powiedzieć, jak mi przykro, blondynka lekko mnie kopnęła.
Popatrzyłam  na nią zdziwiona, a ona przechylając głowę w stronę baru, zaczęła się uśmiechać.
Cztery osoby podążały w naszą stronę.
                                                   ***
-Massa, Feliepe, miło mi-zaczął chłopak (a raczej mężczyzna) stojący najbliżej mnie i Dani
- to jest Sebastian Vettel, Lea Raikkonen i Kimi...
-...Raikkonen-dokończyłam.
-Tak, dokładnie to chciałem powiedzieć-odparł z uśmiechem-czyli rozumiem, że nas kojarzysz?
-Was? Nie za bardzo, przepraszam, kojarzę tylko Raikkonena, z tej reklamy samochodu, tego, no...
-Renault-wtrącił blondyn, spoglądając na mnie smutno. Uśmiechnęłam się do niego lekko, lecz on
odwrócił głowę. Nie odwzajemnił mojego uśmiechu. Szkoda, bo był naprawdę ładny.
-To może wy się przedstawicie?-powiedział Feliepe.
-Jasne, jestem Olivia Goetze, a to jest Danielle...-Czarnowłosa chciała już powiedzieć, jak ma na nazwisko,
lecz Massa zaczął pierwszy.
-Miło nam bardzo, to skoro już się znamy, to możemy się przysiąść? Bo wiecie, nie ma żadnych
wolnych stolików.
-Jasne-krzyknęłyśmy chórem. Sebastian, Feliepe i Lea szeroko się do nas uśmiechnęli, jedynie
Kimi tego nie zrobił. Był jakiś smutny, przygaszony.
-Eeej, Kimi, co z tobą, chłopie?-odezwał się Sebastian
                                                ***
Właśnie, co ze mną. Ze mną jest wszystko nie tak. Jestem człowiekiem z lodu. Czy ja nie mam serca?
Moja była tak powiedziała. Ta blondynka naprawdę jest ładna, i pięknie się uśmiecha, ale ja po prostu
nie potrafię tego odwzajemnić. Jestem jakiś dziwny. A przecież naprawdę chciałbym kogoś pokochać.
                                               ***
-Nic, nic, tylko się zamyśliłem, przepraszam-odparł Kimi.
-No dobra, to bierzcie karty, siadajcie i coś zamówcie. Ja stawiam!-wesoło krzyknął Massa-Wy,
dziewczyny, też możecie-Lea spiorunowała go wzrokiem-To znaczy...Nie, nie chodzi mi o ciebie Lea,
tylko o Olivię i Danielle...
-Mówcie mi Dani, nie znoszę swojego imienia-wtrąciła czarnowłosa.
-...I o Dani. To co, dziewczęta, co bierzecie?
-Ja nic, dziękuję, w domu coś ugotuję. Czekam tylko na swoją latte-Feliepe zaczął coś mówić,
ale ja go nie słuchałam. Co chwilę zerkałam na blondyna. Jaki on ładny. Nawet ładniejszy od
Reusa. Szkoda, że taki smutny. Ciekawe, co mu jest, czy mogłabym go jakoś pocieszyć...
-OLIVIAAAAAA!-ocknęłam się-Olivia, głupku, czy ty mnie słyszysz?- Nade mną stał Mario razem z
Reusem.-Widzę, że masz nowych kolegów, może zechcesz nas przedstawić?
-A jasne, jasne-odparłam (musze dodać, że koło Mario już stała Erika)-to jest Danielle, mówcie
na nią Dani, to Lea, Sebastian, Feliepe i...
-Dobrze wiem, kim on jest! to jest KIMI RAIKKONEN!-wykrzyknął Mario, po czym chciał uścisnąć
dłoń blondyna-Jestem Mario, Mario Goetze, a to jest Marco Reus, moją siostrę już pewnie poznałeś,
gram w Borussi, pewnie znasz ten zespół, i jestem twoim wielkim fanem. Dzisiaj z Marco robimy
grilla i właśnie przyszliśmy, aby zaprosić Olivię, ale skoro wy także tu jesteście, to was też
zapraszamy, może wpadniecie?-Ach, Mario i ten jego monolog.
-Ni...-zaczął Fin, ale przerwał mu Feliepe, który jest strasznym obżartuchem, chociaż musi
 przestrzegać diety.
-...Nie ma sprawy. Jasne, że wpadniemy, prawda?-odparł, po czym spiorunował Fina wzrokiem-Ale
chcieliśmy także zwiedzić Dortmund, może go nam pokażecie?
-Z przyjemnością-odparł Mario-możemy też odwiedzić nasz stadion-Signal Iduna Park, co wy na to?
Zapoznam was z innymi piłkarzami.
-Ekhem...-wtrącił Marco-zapoznamy. Mario nie jesteś tu sam-szepnął mu na ucho.
-Jasne-stwierdził Seb-W końcu jestem Niemcem, głupio by było nie znać tak utalentowanych ludzi.
-Nawzajem-odparł Mario, po czym uśmiechnął się do Vettela.
Dani popatrzyła na zegarek i obwieściła (tym, którzy nie wiedzieli), że przyjechała z bratem,
który pewnie czeka na nią na dworze. Więc kolejna osoba na grilla.

Erika przyniosła nasze żarełko, ale nikomu z nas nie chciało się jeść.
-Erika, kochana, masz tu kasę, i zabieraj mi to sprzed nosa.
-Olivia, ja miałem płacić! E...e..rika, tak? Masz tu kasę, tamtą oddaj jej właścicielce-powiedział Massa.
-O Boże, Massa, masz problem, no. Chodźmy-odparłam wkurzona.
Erika zrobiła wielkie oczy i zapytała mnie się po cichu, skąd ich znam. Odpowiedziałam jej, że
sami się przysiedli. Powiedziałam także, że blondyn, który jeszcze przed chwilą siedział na przeciwko
mnie jest przystojny, ale smutny. Ona na to, że jest wielką fanką F1 (ach, wiedziałam
że oni są sławni), i że chciałaby mieć ich autografy. A więc moje zadanie na dziś-zdobyć autografy.
Jedno wiem na pewno: zdobycie autografu od Raikkonena będzie nie lada wyzwaniem.



Dziękuję za przeczytanie rozdziału, mam nadzieję, że nie jest najgorszy. 'Opowiadanie' będę pisać z kilku perspektyw-z punktu widzenia różnych osób. Bardzo proszę o komentarze, i słowa zachęty do dalszej pracy :)!

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdzial, dobrze sie zaczyna;) przepraszam, ze pisze bez polskich znakow, ale mam durna klawiature... czekam na wiecej;)
    pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję (również za komentarz) :)
      Niedługo będzie nowy rozdział, chociaż wątpię, że w tym tygodniu...nauka.
      Oczywiście Cię powiadomię :)
      +Dodałam kilka Twoich blogów do odwiedzanych :)

      Usuń
  2. Zapraszam na nowy rozdział na http://www.story-about-f1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Za pisanie tego komentarza zabierałam się kilka razy, podobnie jak za czytanie tego rozdziału i wstępu do opowiadania. Z wymienionych tu dziedzin sportu bliska jest mi jedynie formuła, o reszcie nie mam bladego pojęcia, poza tym, że względnie wiem, kiedy jest spalony w nożnej, noale... Ogromny plus za pomysł. We wstępie zapowiadał się on bardzo ciekawie, tutaj w rozdziale też jest realizowany całkiem nieźle. Pisanie z kilku perspektyw to mimo wszystko dosyć trudna sztuka, jeśli chcesz uczynić więcej, niż jednego bohatera postacią pierwszoplanową, dlatego będę ci kibicować, żebyś wytrwała przy tym opowiadaniu do samego końca.
    Z drugiej jednak strony, stylowo ten rozdział za przeproszeniem leży i kwiczy. Zbyt dużo dialogów, zbyt mało opisów, zbyt wiele postaci biorących udział w tym rozdziale, przez co mi na przykład, jako osobie nie orientującej się w sportach poza formułą, one się mieszają. Myślę, że w sytuacji, na którą się piszesz dużo lepiej byłoby, gdybyś tych wszystkich bohaterów, zamiast jak jeden mąż wrzucała do opowiadania, kolejno wprowadzała z drobnym opisem i przedstawieniem. Dla mnie osobiście byłoby to wielkie ułatwienie, ale myślę, że chyba nie jestem jedyna, którą natłok tylu wypowiedzi i bohaterów w jednym rozdziale nieco przytłoczył. Jak powiedziałam wcześniej, brakuje mi opisów. Już tam pal licho tych bohaterów, ale brakuje opisu ich emocji i relacji między nimi, miejsc, które odwiedzili w tym rozdziale, czy chociażby pogody. To takie drobne sprawy, na które się zwykle nie zwraca uwagi, ale one bardzo mocno wpływają na plastykę wyobrażeń czytelnika. No i przyjemniej się coś takiego czyta.
    Tak czy inaczej, dzięki za komentarz. Oczywiście też wrzucam cię do swoich linek i będę wpadać częściej na twojego bloga, bo jestem bardzo ciekawa, jak sobie poradzisz z tematem. Mam nadzieję, że niedługo napiszesz coś więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Wiem, styl średnio, ten rozdział jeszcze będzie taki dziwny, potem powinno się więcej wyjaśnić, bedzie więcej emocji.
      Dziękuję za opinię i odwiedziny :)

      Usuń
    2. Wrzuciłam przed chwilą zakończenie opowiadania o Kimim. Zapraszam do skomentowania, jak podobał się ogół opowiadania =)

      Usuń

Zapraszam do komentowania :) Przyjmę każdą pochwałę,
jak i krytykę :) Pamiętaj, nie gryzę! :)