"Jestem głuptasem, bo się w Tobie zakochałam."
Kimi Raikkonen stał oparty o ścianę i przyglądał się nerwowej pracy swoich mechaników.
Pogoda była piękna. Niebo bezchmurne, słońce przygrzewało niemiłosiernie. Za kilka
godzin rozpocznie się GP Niemiec. Wszystko było by wprost cudownie gdyby nie...
pojawienie się na horyzoncie dziewczyny, którą blondyn znał od kilkudziesięciu godzin. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, ale jego duma nie pozwalała mu się do tego przyznać.
Dziewczyna zatrzymała się na chwilę przy garażu Mercedesa i zaczęła rozmawiać z Hamiltonem.
Pewnie i tak nie wie, kto to jest. Następnie zaczęła zmierzać w jego stronę.
Była już tak blisko, że czuł zapach jej perfum owianych nutą wanilii. Gdyby chciał, mógłby ją złapać
za rękę, przytulić, powiedzieć jak bardzo żałuje tego co powiedział. Ale jego duma, no właśnie duma
nie pozwalała mu tego uczynić. Więc stał w bezruchu, a blondynka po prostu go minęła. Ze swojego
garażu, z logo Ferrari, wychylił się zdumiony Massa. Chyba nie wierzył w to, że Olivia potraktowała jego zaproszenie poważnie. Serdecznie się z nią przywitał, po czym zaprosił do środka. Zniknęła mu z oczu.
Po jego policzku spłynęła łza. A potem następna i następna. A więc Kimi Raikkonen nie był człowiekiem
bez serca.
***
-Cześć, mam nadzieję, że się nie spóźniłam i nie zakończyliście już kwalifikacji?-zaczęłam, obdarzając
ciepłym uśmiechem Feliepe.
-Nie, nie, kwalifikacje zaczynają się dopiero za kilka godzin, a więc spokojnie. Myślę, że powinnaś
z nim porozmawiać-wskazał głową wyjście-cały czas chodzi strasznie przygnębiony. Wiem,
że to nie Twoja wina, za dobrze go znam, ale proszę cię, zacznij tą rozmowę. On na pewno tego nie
zrobi, to nie w jego typie...
-Już raz zaczęłam z nim rozmowę, i nie skończyła się dobrze, przecież sam wiesz-odparłam smutno.
Nie widziałam sensu robić tego ponownie. Widział mnie, byłam krok od niego, chciałam zobaczyć
jego reakcję. Nawet się nie ruszył. Nic. Kompletne zero. Żadnego uśmiechu, żadnej łzy.
Jednego tylko nie wiedziała. Że Kimi Raikkonen, wielki Kimi Raikkonen, w tym momencie płacze.
Wylewa z siebie łzy pełne smutku i żalu. Gorycz miesza się z rozpaczą. Wie, że musi z nią
porozmawiać, wszystko wyjaśnić, i jakoś odwrócić. Ale nie może. Płacze.
-Olivia, proszę cię, zrób to dla mnie. Wiem, że chcesz, aby dobrze wypadł w kwalifikacjach.
-Dobrze, zrobię to. Dla ciebie-odpowiedziałam Massie. Bo w sumie jakie miałam wyjście? Jeśli on
nie chce zacząć ze mną rozmowy, a ktoś musi to zrobić, to... pozostaje tylko ta druga osoba, czyli
w tym przypadku ja.
Wyszłam na zewnątrz, ale nie zobaczyłam Kimiego.
Dochodząc w miejsce, w którym wcześniej stał blondyn, nie dało się nie zauważyć wielkiego napisu 'LOTUS'. Przez chwilę stałam w bezruchu, zastanawiając się czy tam wejść, czy to ma sens.Przecież nikt mnie tam nie zna, jeszcze pomyślą, że jestem jakąś napaloną fanką.
I tak musiałam uprosić ochroniarzy, aby mnie tu wpuścili. Chcieli dzwonić do Feliepe, ale powiedziałam im, że to ma być dla niego niespodzianka. Dobrze, że mi uwierzyli, mili ludzie.
-Witam, szukam Kimiego Raikkonena-powiedziałam, wchodząc do środka.
-Jest tam, za tą zasłoną-aż się zdziwiłam, że nie zadawali żadnych pytań. Powoli podeszłam do zasłony.
Była na tyle daleko od mechaników, że nie mogli usłyszeć, co się za nią dzieje. On zapewne tego nie
słyszeli, ale ja tak-słyszałam płacz Raikkonena.
W jednej chwili ugięły się pode mną nogi, i prawie upadłabym na ziemię, gdyby nie to, że Raikkonen
zauważył mnie w odpowiedniej chwili, i zdążył mnie złapać. A więc teraz na nim siedziałam. Dosłownie.
Chcąc mnie złapać przewrócił się do tyłu, a ja razem z nim.
Chciałam wstać, ale Kimi trzymał mnie mocno.
-Przepraszam, nie chciałam na ciebie wpaść-wydukałam z siebie.
-Nic się nie stało, to moja wina, to ja cię doprowadziłem do takiego stanu-odpowiedział. Właściwie
miał rację. Może nie konkretnie takich słów od niego oczekiwałam, ale w sumie to było coś.
"I should have bought you flowers..." - rozległ się dzwonek komórki.
Ach, cóż za zbieg okoliczności, z tymi kwiatami.
-Musze odebrać-powiedziałam, i wstałam z kolan blondyna. Szybko wybiegłam zza zasłony. -Halo?-odezwałam
się, już na świeżym powietrzu.
-Witam cię Olivio. Po tej stronie twoja matka, Jasmine. Nie wiem, czy mnie pamiętasz...
Zakręciło mi się w głowie. Wypuściłam telefon z dłoni. Osunęłam się na ziemię. Twarz jakiegoś mężczyzny, to ostatnie, co pamiętam.
***
Biała lampa. To ją zobaczyłam, gdy otwarłam oczy. Rozejrzałam się dookoła. Zobaczyłam siedziącego przy mnie Kimiego.
-Aa..a kwalifikacje?-wyszeptałam.
-Nie martw się kwalifikacjami, ważne, że odzyskałaś przytomność. Zdrowie jest ważniejsze, niż jakieś
tam kwalifikacje-odpowiedział i lekko się uśmiechnął.
-Aa..ale Kimi, musisz z nich wystartować, która godzina?
-Trzynasta-oparł.
-Kwalifikacje zaczynają się o 14, tak? Przynajmniej tak słyszałam od Hamiltona. Kimi jedź, proszę,
zrób to dla mnie, wygraj te kwalifikacje. Mną się nie martw, wszystko będzie dobrze-chciałam
go jakoś namówić, żeby wrócił na tor. Nie mogłam pozwolić, żeby przeze mnie siedział tu, i stracił
tak ważny dzień.
-Nie, zostanę z Tobą...-zaczął, ale mu przerwałam.
-KIMI RAIKKONENIE! Masz wrócić na tor i pojechać w kwalifikacjach! Ja w tym czasie wyjdę ze szpitala, a potem porozmawiamy-zaczęłam na niego krzyczeć.
-Olivia, przecież dobrze wiesz, że nie wyjdziesz dziś. Wiesz o tym, że jesteś chora.
-Wiem, ale to mi przejdzie. Wyjdę dzisiaj-zadecydowałam. A więc już wiedział o mojej chorobie...
-Jesteś strasznym głuptasem!-roześmiał się, i zbliżył do mnie.
Chciałam go mocno przytulić, ale zamiast tego, zaczęłam go całować. Na początku wydawał się zdumiony, ale chyba odwzajemniał moje uczucie, bo nasze usta nadal były złączone w gorącym pocałunku.
-Tak, jestem głuptasem, bo się w tobie zakochałam-wyszeptałam, gdy moje usta oderwały się jego-pełnych namiętności.
Kimi zaczął się śmiać i mocno mnie przytulił.
-Ja za to mam szczęście, że poznałem kogoś takiego jak ty-odpowiedział-Jeszcze przy żadnej osobie
nie czułem się tak szczęśliwy. Przepraszam za wczorajszą rozmowę, nie chciałem być nie miły...
-Cii-położyłam palec na jego ustach-Nie mówmy o tym teraz, to nieważne.
-Chciałem się tylko wytłumaczyć... jest mi bardzo przykro, to przeze mnie straciłaś przytomność...
-Nie, oczywiście, że nie przez ciebie. Właściwie to zadzwoniła do mnie moja matka, która od dawna nie
utrzymuje ze mną kontaktu. To było tak dziwne, że aż mi się zakręciło w głowie i...
-...Wiem, co było dalej. Sebastian znalazł cię leżącą na ziemi..i..i..-po policzku Raikkonena popłynęła łza.
-Kimi, nie płacz. To naprawdę nie twoja wina-zebrałam opuszkiem palca łzę z jego ciepłego policzka.
Upadając na ziemię, rozbiła sobie głowę. Czuła się bardzo źle, ale tego nie okazywała.
Nie chciała, żeby Kimi był smutny, ani aby czuł się winny temu wypadkowi. Przecież od dawna była chora,
chociaż w pewnym momencie myślała, że się wyleczyła. Jednak to był błąd, bo choroba zaczęła powracać.
***
Raikkonen pojechał na tor, aby wystartować w kwalifikacjach. Jednak prośby blondynki okazały się skuteczne. Pojechał, i zajął pierwsze miejsce. Wiedział, że robi to dla Olivii, dla swojej nowej miłości, dlatego dał z siebie wszystko. Podczas wyścigu cały czas o niej myślał. Wiedział już, że jest poważnie chora, jednakże nie wiedział na co. Lekarze nie chcieli mu tego wyjawić, bo nie był jej rodziną. Zaczął myśleć o Mario. A gdyby tak do niego zadzwonić? Co prawda nie ma jego numeru, ale gdyby poprosił Olivię, na pewno by mu go dała. Może on powiedziałby coś więcej? Chociaż z drugiej strony może nie wyjawić nic, i zacząć pytać Raikkonena skąd wie o jej chorobie.
Kimi wiedział jedno-musi dowiedzieć się na co chora jest Olivia. Jedyne, o czym mu powiedzieli to to, że jest to coś poważnego.
Jak rozdział... bo chyba jest on trochę... jak to ładnie ująć... denny?
Mam nadzieję, że zagłosujecie pod spodem i zostawicie komentarze :) I jeszcze jest taka ankietka z boku
to też możecie głosować :)
Jak wam się podobał wczorajszy mecz? Cieszę się, że Bayern wygrał, ale z drugiej strony trochę żal mi BVB, bo także ich lubię ;(
I co myślicie o zwycięstwie Rosberga? I o dopiero 10. miejscu Kimiego?
+jeśli jesteś z tt, i chcesz być powiadamiany o następnych rozdziałach to napisz swój nick w kom. :)
niedziela, 26 maja 2013
środa, 22 maja 2013
II.
"Oni chyba za nami nie jadą"
-To może w ramach podziękowania za grilla pojawicie się u nas na torze na kwalifikacjach
i wyścigu?-zapytał Massa.
-Feliepe, ale wiesz...zauważ, że jeszcze nie było grilla-odparłam z uśmiechem.
-Wiem,wiem...Jestem tylko trooooszkę głodny.Mogłem zjeść tą kiełbaskę w barze.
-Oj Feliepe...wytrzymasz. Wizyta na stadionie nie zajmie nam długo, a resztę miasta możemy zwiedzić
potem.
I tak debatowaliśmy w samochodzie Kimiego Raikkonena. To znaczy, Kimi i Lea się nie wtrącali,
a ja, Feliepe i Sebastian ustalaliśmy co i jak.
Nagle Massa wyjął z kieszeni telefon i zaczął pisać sms'a, a potem dał mi go do przeczytania.
Treść następująca: 'specjalnie mówię przy Kimim o wyścigu, bo chcę żebyście się lepiej poznali.
Widzę, jak na niego patrzysz, i widzę jak on na ciebie. Chcę wam pomóc, bo myślę, że to może
się udać.'
Moja odpowiedź: 'Dzięki, Feliepe. Też tego chcę. Chociaż nie wiem czy Kimi patrzy na mnie tak,
jak ja na niego...'
Przerwał nam Vettel.
-Eeeej, co tam do siebie piszecie? Czyżby mały romansik?-wtrącił.
-Tak, romansik, dokładnie Seb, nakryłeś nas.
-Ahaha, wiedziałem!
Chciałam coś powiedzieć, ale wtedy Kimi odwrócił głowę w naszą stronę (Feliepe, ja i Vettel
siedzieliśmy z tyłu) i lekko się do mnie uśmiechnął. Wtem serce zaczęło mi bić mocniej,
a policzki zrobiły się czerwone. Cudowne uczucie. Raikkonen chyba naprawdę mi się podoba.
Mario, Marco, Dani i Richard jechali w drugim samochodzie. Sądząc po ich minach było u nich równie
radośnie jak u nas. W sumie całkiem niezła z nas 'paczka', jeśli można to tak nazwać, bo przecież
znamy się od jakiś dwóch godzin.
***
-Wow, ten stadion robi wrażenie!-krzyknęłam.
-No jasne, bo jest nasz-odpowiedział Mario.
Dojeżdżaliśmy do Signal Iduna Park. Stadion był cudowny. 'Ubrany' w żółto-czarne barwy, wyróżniał
się na tle miasta.
-To co gromada, wysiadamy?-wesoło powiedział Marco.
-Jasne, auuć, Rysiek, przestań się na mnie pchać!-krzyknęłam.
-RYSIEEK?Nazywasz go RYSIEK?-Mario aż parsknął śmiechem.
-Też tego nie znoszę-westchnął Freitag-Ale zdaję sobie sprawę jak trudno jest wymówić moje imię-dodał.
-Czy ja wiem czy trudno...Ale Rysiek brzmi fajniej-powiedziałam.
-Hmm...Sądze, że nie ma co ciągnąć tych damsko-męskich pogaduszek, bo jeśli naprawdę jesteście
głodni, a słyszałem przed chwilą u któregoś z was burczenie w brzuchu, to radzę szybko zapoznać
się z chłopakami, i jechać na grilla. Bo wiecie, jeszcze trzeba go rozpalić, a nic samo się
nie zrobi.
-Masz rację-wtrącił Vettel, który wysiadł już z samochodu Kimiego, i stał przy nas-Chodźmy.
***
-Sven, Sven Bender-chłopak uśmiechnął się lekko.
-Wiesz, Sveni, naprawdę nie musisz się mi przedstawiać, przecież wiesz, że doskonale cię znam- odparłam
z uśmiechem. Cały Sven. Jak zwykle radosny i uśmiechnięty. Chyba nie ma osoby, która by go nie lubiła.
-A to jest właśnie Juergen Klopp-nasz trener-powiedział Marco.
-Miło mi pana poznać, jestem fanem Borussi, naprawdę to dla mnie zaszczyt-powiedział Sebastian.
'Zapoznałam' się już ze wszystkimi. Właściwie to ja ich przedstawiałam innym. Rozejrzałam się dookoła
i kogo zauważyłam? No kogo? Oczywiście Kimiego, który stał (jak zwykle) z boku. Coś mnie do niego
ciągnęło, musiałam tam podejść.
-Kimi, czemu nie zapoznajesz się z innymi?-zagaiłam.
-A po co mi to? I tak nie jestem fanem piłki nożnej, tym bardziej niemieckiej-odburknął. Nie
patrzył mi w oczy, stał odwrócony bokiem.
-KIMI...-zaczęłam i się... zacięłam. Wtedy na mnie popatrzył ze smutkiem w oczach, oczywiście-Kimi...
nie możemy normalnie porozmawiać?-spojrzałam na niego z lekkim wyrzutem.
-A czy my nie rozmawiamy normalnie?
-Nie, Kimi, nie rozmawiamy-musiałam zebrać się na odwagę, jeśli ma z tego coś wyjść, a na razie
to jest dosłownie niemożliwe, to musi coś wiedzieć-nie będę rozmawiać z człowiekiem, który nie
traktuje mnie poważnie-Nie wiem czy on nie chce ze mną rozmawiać, czy o co chodzi, ale to mi się
nie podoba.
-Rozmawiamy normalnie i do tego poważnie, jeśli ci się nie podoba, możesz odejść!-krzyknął na mnie, Kimi Raikkonen na mnie krzyknął. To już się robiło nie do wytrzymania, odwróciłam się napięcie...
...i walnęłam w Mas(s)ę. Dosłownie. I to ze łzami w oczach. To dopiero musiał być widok.
-Hej, Olivia, co Ci jest? Chciałem cię zapytać o kilka szczegółów związanych z twoją pracą, bo
widzę, że masz tu posadkę... ale może nie będę ci, a raczej wam przeszkadzać...-popatrzył srogo
na zakłopotanego Raikkonena.
-Nie przeszkadzasz, skończyliśmy-odparłam i pobiegłam przed siebie.
***
-Chłopie, co ty jej zrobiłeś, przecież wtedy, gdy się odwróciła i wbiegła na mnie, miała łzy
w oczach.
-Czemu zawsze ja coś robię?! Czy ja naprawdę nie mam serca?!
-Kimi..ja tak nie pow...
Ale już go nie było,odwrócił się i poszedł gdzieś na trybuny. Nie szedłbym za nim gdyby nie to, że mam wielką
ochotę na tego grilla, i dlatego, że wierzę, że uda mu się z Olivią. To znaczy, chodzi
mi głównie o Olivię. Początki zawsze są trudne.
Już prawie go dogoniłem, gdy Mario zawołał...
***
-Chłopaki, chodźcie z tych trybun, zbieramy się!-zawołał Mario.
W sumie gdy mu się tak przypatrywałam, to wydawał się całkiem niezłym ciachem... i do tego ten
jego akcent. Boski.
-Dani, ruchy, idziemy!-zawołał także do mnie.
Podbiegłam do niego. Chciałam jakoś rozpocząć rozmowę, potem może jakoś się ułoży.
-Mario, chciałam ci powiedzieć, że masz fajnych kolegów-zaczęłam.
-Dzięki, przekażę im, że uważasz inaczej niż wszyscy-zażartował.
-Naprawdę wszyscy ich tak nisko oceniają?
-Nie...wszyscy mówią, że są cudowni i boscy, a ty mówisz, że są tylko fajni.
Dowcipniś się znalazł...pff, też mi żart. Tyle, że nieśmieszny.
Dołączyliśmy do reszty, a mianowicie do Lei i Seba, którzy chyba rozmawiali o czymś bardzo interesującym,
a także do Ryśka i Olivii, która była jakaś przygaszona. Ciekawe czemu, przecież przez cały czas była taka uśmiechnięta. Feliepe i Kimi dopiero schodzili z trybun, i wyraźnie się kłócili.
***
-I co kur**, uważasz, że jestem nienormalny?! Dzięki, fajny z ciebie kolega, tylko nie waż się
wsiąść do mojego samochodu!
-O to nie bój nic, nie zrobię tego, tak jak i Olivia. Naprawdę cię nie rozumiem, nie możesz z nią
normalnie porozmawiać?! O co ci chodzi? Ciągle się czepiasz! Praktycznie codziennie od dnia
rozwodu! Zauważ, minęło już trochę czasu, może znalazłbyś sobie kogoś, a nie ciągle tylko czepiał
się nas!? Popatrz na Olivię, jest piękna,i do tego miła. A ty nawet nie potrafisz z nią normalnie
porozmawiać! Wiesz co mi powiedziała, jak się wtedy ze mną zderzyła? Wyszeptała tylko, ze w dupie
ma to wszystko! Tego chciałeś!? O to ci chodziło, żeby to wszystko spieprzyć?! Poznaliśmy takich
fajnych ludzi, a ty to rozpierdalasz! Dzięki Kimi, nie ma to jak twoje myślenie!
-Ups, chyba grilla nie będzie-odparł tylko z lekkim uśmieszkiem, i zeskoczył z ostatniego schodka.
-Jak to...
-Massa, jednak jedziesz ze mną, tam się nie zmieścisz, wsiadaj!
Raikkonen wyraźnie miał jakiś plan.
***
-Ej, Mario, zauważyłeś, że oni nie jadą za nami?-szepnął Marco.
-Wlasnie, co jest?-dodała Dani.
Faktycznie ich nie było. Zajechaliśmy pod dom i poczekaliśmy kilka minut.
Nie przyjechali. Gdy powiedziałam Mario, że idę do domu i nie mam ochoty na grilla, zapytał mnie
tylko, czy nie wzięłam od któregoś z nich numeru telefonu, gdy powiedziałam, że nie, puścił mnie
wolno. Chyba mnie rozumiał. Zdarza się to raz na tysiąc przypadków, ale... się zdarza.
I dobrze.
***
-Co się stało Olivii?-zapytałam.
-właśnie nie wiem...-odpowiedział Mario.
-Chyba pokłóciła się z Kimim...-szepnął Marco-trochę go obserwowałem, bo tak stał z boku, i widziałem,
jak do niego podeszła... rozmawiali tylko chwilę, a potem ona odwróciła się i pobiegła do szatni.
Nie wiem o co im poszło, ale to chyba przez to teraz ich tu nie ma. A szkoda, bo fajni z nich goście,
tylko ten Kimi jakiś dziwny, może nie w sosie, albo coś... nie wiem.
-Nie chcę się wtrącać, ale niedawno w jakiejś gazecie, nie pamiętam nazwy, było coś o tym Raikkonenie,
że rozwiódł się z żoną. Może to dlatego? Trochę się znam na psychologii, i często jest tak, że po
rozwodzie trzeba czasu, żeby się ze wszystkim uporać-tak, faktycznie, chodziłam na kursy z psychologii,
bo w skokach liczy się też racjonalne myślenie.
-Skończmy już ten temat. nie ma ich-trudno. Pewnie jeszcze kiedyś ich spotkamy...to kto chce kiełbaskę?-
zapytał Mario.
-Mario...nie chcę ci sprawiać przykrości, ale jest już troszkę późno, a do naszego miasta jedzie się
co najmniej 4 godzinki... przepraszam-powiedział Rysiek.
-Nic się nie stało... tylko podaj nam swój numer telefonu, aby nie wyszło jak z tamtymi.
-Jasne, proszę-Rysiek wręczył Mario i Marco 'profesjonalną' wizytówkę z numerem telefonu i adresem-wpadajcie
kiedy zechcecie, i zabierzcie Olivię-dodał.
-A to... mój telefon-wtrąciłam nieśmiało i podałam własnoręcznie napisaną karteczkę Mario.
-Dzięki, Dani. Obiecuję, zadzwonię-Mario cmoknął mnie w policzek, aż się zarumieniłam.
-Pozwólcie, że zawołam Olivię, żeby się z wami pożegnała-Olivia! Pozwól na chwilkę! Goście wychodzą!
***
Zeszłam na dół i pożegnałam się z Dani i Richardem, którzy musieli już wracać. Od nich oczywiście
wzięłam numery. Napisałam krótkiego esa do Eriki, w sprawie autografów.
Wracając do pokoju przypomniałam sobie, jak Feliepe mówił o pojawieniu
się na torze. A czemu nie? Jutro z rana wyjadę, i mam nadzieję, że zdążę na kwalifikacje.
Chociaż w sumie nie wiem, o której się zaczynają.
I żeby było jasne, nie jadę tam dla uwielbianego przez wszystkich Raikkonena.
Jadę tam, bo zaprosił mnie sam Feliepe Massa.
Od autorki:
Heh, dzięki za komentarze, wiem, rozdział taki sobie, ale dopiero to wszystko układam.
Obiecuję, w następnym rozdziale będzie mniej bohaterów i dialogów, a więcej opisów i emocji :)
Dopiero to wtłaczam, ten moment, kiedy między bohaterami zaiskrzy. Przepraszam, naprawdę rozdział
bez sensu, ale następny powinien być lepszy ;)
-To może w ramach podziękowania za grilla pojawicie się u nas na torze na kwalifikacjach
i wyścigu?-zapytał Massa.
-Feliepe, ale wiesz...zauważ, że jeszcze nie było grilla-odparłam z uśmiechem.
-Wiem,wiem...Jestem tylko trooooszkę głodny.Mogłem zjeść tą kiełbaskę w barze.
-Oj Feliepe...wytrzymasz. Wizyta na stadionie nie zajmie nam długo, a resztę miasta możemy zwiedzić
potem.
I tak debatowaliśmy w samochodzie Kimiego Raikkonena. To znaczy, Kimi i Lea się nie wtrącali,
a ja, Feliepe i Sebastian ustalaliśmy co i jak.
Nagle Massa wyjął z kieszeni telefon i zaczął pisać sms'a, a potem dał mi go do przeczytania.
Treść następująca: 'specjalnie mówię przy Kimim o wyścigu, bo chcę żebyście się lepiej poznali.
Widzę, jak na niego patrzysz, i widzę jak on na ciebie. Chcę wam pomóc, bo myślę, że to może
się udać.'
Moja odpowiedź: 'Dzięki, Feliepe. Też tego chcę. Chociaż nie wiem czy Kimi patrzy na mnie tak,
jak ja na niego...'
Przerwał nam Vettel.
-Eeeej, co tam do siebie piszecie? Czyżby mały romansik?-wtrącił.
-Tak, romansik, dokładnie Seb, nakryłeś nas.
-Ahaha, wiedziałem!
Chciałam coś powiedzieć, ale wtedy Kimi odwrócił głowę w naszą stronę (Feliepe, ja i Vettel
siedzieliśmy z tyłu) i lekko się do mnie uśmiechnął. Wtem serce zaczęło mi bić mocniej,
a policzki zrobiły się czerwone. Cudowne uczucie. Raikkonen chyba naprawdę mi się podoba.
Mario, Marco, Dani i Richard jechali w drugim samochodzie. Sądząc po ich minach było u nich równie
radośnie jak u nas. W sumie całkiem niezła z nas 'paczka', jeśli można to tak nazwać, bo przecież
znamy się od jakiś dwóch godzin.
***
-Wow, ten stadion robi wrażenie!-krzyknęłam.
-No jasne, bo jest nasz-odpowiedział Mario.
Dojeżdżaliśmy do Signal Iduna Park. Stadion był cudowny. 'Ubrany' w żółto-czarne barwy, wyróżniał
się na tle miasta.
-To co gromada, wysiadamy?-wesoło powiedział Marco.
-Jasne, auuć, Rysiek, przestań się na mnie pchać!-krzyknęłam.
-RYSIEEK?Nazywasz go RYSIEK?-Mario aż parsknął śmiechem.
-Też tego nie znoszę-westchnął Freitag-Ale zdaję sobie sprawę jak trudno jest wymówić moje imię-dodał.
-Czy ja wiem czy trudno...Ale Rysiek brzmi fajniej-powiedziałam.
-Hmm...Sądze, że nie ma co ciągnąć tych damsko-męskich pogaduszek, bo jeśli naprawdę jesteście
głodni, a słyszałem przed chwilą u któregoś z was burczenie w brzuchu, to radzę szybko zapoznać
się z chłopakami, i jechać na grilla. Bo wiecie, jeszcze trzeba go rozpalić, a nic samo się
nie zrobi.
-Masz rację-wtrącił Vettel, który wysiadł już z samochodu Kimiego, i stał przy nas-Chodźmy.
***
-Sven, Sven Bender-chłopak uśmiechnął się lekko.
-Wiesz, Sveni, naprawdę nie musisz się mi przedstawiać, przecież wiesz, że doskonale cię znam- odparłam
z uśmiechem. Cały Sven. Jak zwykle radosny i uśmiechnięty. Chyba nie ma osoby, która by go nie lubiła.
-A to jest właśnie Juergen Klopp-nasz trener-powiedział Marco.
-Miło mi pana poznać, jestem fanem Borussi, naprawdę to dla mnie zaszczyt-powiedział Sebastian.
'Zapoznałam' się już ze wszystkimi. Właściwie to ja ich przedstawiałam innym. Rozejrzałam się dookoła
i kogo zauważyłam? No kogo? Oczywiście Kimiego, który stał (jak zwykle) z boku. Coś mnie do niego
ciągnęło, musiałam tam podejść.
-Kimi, czemu nie zapoznajesz się z innymi?-zagaiłam.
-A po co mi to? I tak nie jestem fanem piłki nożnej, tym bardziej niemieckiej-odburknął. Nie
patrzył mi w oczy, stał odwrócony bokiem.
-KIMI...-zaczęłam i się... zacięłam. Wtedy na mnie popatrzył ze smutkiem w oczach, oczywiście-Kimi...
nie możemy normalnie porozmawiać?-spojrzałam na niego z lekkim wyrzutem.
-A czy my nie rozmawiamy normalnie?
-Nie, Kimi, nie rozmawiamy-musiałam zebrać się na odwagę, jeśli ma z tego coś wyjść, a na razie
to jest dosłownie niemożliwe, to musi coś wiedzieć-nie będę rozmawiać z człowiekiem, który nie
traktuje mnie poważnie-Nie wiem czy on nie chce ze mną rozmawiać, czy o co chodzi, ale to mi się
nie podoba.
-Rozmawiamy normalnie i do tego poważnie, jeśli ci się nie podoba, możesz odejść!-krzyknął na mnie, Kimi Raikkonen na mnie krzyknął. To już się robiło nie do wytrzymania, odwróciłam się napięcie...
...i walnęłam w Mas(s)ę. Dosłownie. I to ze łzami w oczach. To dopiero musiał być widok.
-Hej, Olivia, co Ci jest? Chciałem cię zapytać o kilka szczegółów związanych z twoją pracą, bo
widzę, że masz tu posadkę... ale może nie będę ci, a raczej wam przeszkadzać...-popatrzył srogo
na zakłopotanego Raikkonena.
-Nie przeszkadzasz, skończyliśmy-odparłam i pobiegłam przed siebie.
***
-Chłopie, co ty jej zrobiłeś, przecież wtedy, gdy się odwróciła i wbiegła na mnie, miała łzy
w oczach.
-Czemu zawsze ja coś robię?! Czy ja naprawdę nie mam serca?!
-Kimi..ja tak nie pow...
Ale już go nie było,odwrócił się i poszedł gdzieś na trybuny. Nie szedłbym za nim gdyby nie to, że mam wielką
ochotę na tego grilla, i dlatego, że wierzę, że uda mu się z Olivią. To znaczy, chodzi
mi głównie o Olivię. Początki zawsze są trudne.
Już prawie go dogoniłem, gdy Mario zawołał...
***
-Chłopaki, chodźcie z tych trybun, zbieramy się!-zawołał Mario.
W sumie gdy mu się tak przypatrywałam, to wydawał się całkiem niezłym ciachem... i do tego ten
jego akcent. Boski.
-Dani, ruchy, idziemy!-zawołał także do mnie.
Podbiegłam do niego. Chciałam jakoś rozpocząć rozmowę, potem może jakoś się ułoży.
-Mario, chciałam ci powiedzieć, że masz fajnych kolegów-zaczęłam.
-Dzięki, przekażę im, że uważasz inaczej niż wszyscy-zażartował.
-Naprawdę wszyscy ich tak nisko oceniają?
-Nie...wszyscy mówią, że są cudowni i boscy, a ty mówisz, że są tylko fajni.
Dowcipniś się znalazł...pff, też mi żart. Tyle, że nieśmieszny.
Dołączyliśmy do reszty, a mianowicie do Lei i Seba, którzy chyba rozmawiali o czymś bardzo interesującym,
a także do Ryśka i Olivii, która była jakaś przygaszona. Ciekawe czemu, przecież przez cały czas była taka uśmiechnięta. Feliepe i Kimi dopiero schodzili z trybun, i wyraźnie się kłócili.
***
-I co kur**, uważasz, że jestem nienormalny?! Dzięki, fajny z ciebie kolega, tylko nie waż się
wsiąść do mojego samochodu!
-O to nie bój nic, nie zrobię tego, tak jak i Olivia. Naprawdę cię nie rozumiem, nie możesz z nią
normalnie porozmawiać?! O co ci chodzi? Ciągle się czepiasz! Praktycznie codziennie od dnia
rozwodu! Zauważ, minęło już trochę czasu, może znalazłbyś sobie kogoś, a nie ciągle tylko czepiał
się nas!? Popatrz na Olivię, jest piękna,i do tego miła. A ty nawet nie potrafisz z nią normalnie
porozmawiać! Wiesz co mi powiedziała, jak się wtedy ze mną zderzyła? Wyszeptała tylko, ze w dupie
ma to wszystko! Tego chciałeś!? O to ci chodziło, żeby to wszystko spieprzyć?! Poznaliśmy takich
fajnych ludzi, a ty to rozpierdalasz! Dzięki Kimi, nie ma to jak twoje myślenie!
-Ups, chyba grilla nie będzie-odparł tylko z lekkim uśmieszkiem, i zeskoczył z ostatniego schodka.
-Jak to...
-Massa, jednak jedziesz ze mną, tam się nie zmieścisz, wsiadaj!
Raikkonen wyraźnie miał jakiś plan.
***
-Ej, Mario, zauważyłeś, że oni nie jadą za nami?-szepnął Marco.
-Wlasnie, co jest?-dodała Dani.
Faktycznie ich nie było. Zajechaliśmy pod dom i poczekaliśmy kilka minut.
Nie przyjechali. Gdy powiedziałam Mario, że idę do domu i nie mam ochoty na grilla, zapytał mnie
tylko, czy nie wzięłam od któregoś z nich numeru telefonu, gdy powiedziałam, że nie, puścił mnie
wolno. Chyba mnie rozumiał. Zdarza się to raz na tysiąc przypadków, ale... się zdarza.
I dobrze.
***
-Co się stało Olivii?-zapytałam.
-właśnie nie wiem...-odpowiedział Mario.
-Chyba pokłóciła się z Kimim...-szepnął Marco-trochę go obserwowałem, bo tak stał z boku, i widziałem,
jak do niego podeszła... rozmawiali tylko chwilę, a potem ona odwróciła się i pobiegła do szatni.
Nie wiem o co im poszło, ale to chyba przez to teraz ich tu nie ma. A szkoda, bo fajni z nich goście,
tylko ten Kimi jakiś dziwny, może nie w sosie, albo coś... nie wiem.
-Nie chcę się wtrącać, ale niedawno w jakiejś gazecie, nie pamiętam nazwy, było coś o tym Raikkonenie,
że rozwiódł się z żoną. Może to dlatego? Trochę się znam na psychologii, i często jest tak, że po
rozwodzie trzeba czasu, żeby się ze wszystkim uporać-tak, faktycznie, chodziłam na kursy z psychologii,
bo w skokach liczy się też racjonalne myślenie.
-Skończmy już ten temat. nie ma ich-trudno. Pewnie jeszcze kiedyś ich spotkamy...to kto chce kiełbaskę?-
zapytał Mario.
-Mario...nie chcę ci sprawiać przykrości, ale jest już troszkę późno, a do naszego miasta jedzie się
co najmniej 4 godzinki... przepraszam-powiedział Rysiek.
-Nic się nie stało... tylko podaj nam swój numer telefonu, aby nie wyszło jak z tamtymi.
-Jasne, proszę-Rysiek wręczył Mario i Marco 'profesjonalną' wizytówkę z numerem telefonu i adresem-wpadajcie
kiedy zechcecie, i zabierzcie Olivię-dodał.
-A to... mój telefon-wtrąciłam nieśmiało i podałam własnoręcznie napisaną karteczkę Mario.
-Dzięki, Dani. Obiecuję, zadzwonię-Mario cmoknął mnie w policzek, aż się zarumieniłam.
-Pozwólcie, że zawołam Olivię, żeby się z wami pożegnała-Olivia! Pozwól na chwilkę! Goście wychodzą!
***
Zeszłam na dół i pożegnałam się z Dani i Richardem, którzy musieli już wracać. Od nich oczywiście
wzięłam numery. Napisałam krótkiego esa do Eriki, w sprawie autografów.
Wracając do pokoju przypomniałam sobie, jak Feliepe mówił o pojawieniu
się na torze. A czemu nie? Jutro z rana wyjadę, i mam nadzieję, że zdążę na kwalifikacje.
Chociaż w sumie nie wiem, o której się zaczynają.
I żeby było jasne, nie jadę tam dla uwielbianego przez wszystkich Raikkonena.
Jadę tam, bo zaprosił mnie sam Feliepe Massa.
Od autorki:
Heh, dzięki za komentarze, wiem, rozdział taki sobie, ale dopiero to wszystko układam.
Obiecuję, w następnym rozdziale będzie mniej bohaterów i dialogów, a więcej opisów i emocji :)
Dopiero to wtłaczam, ten moment, kiedy między bohaterami zaiskrzy. Przepraszam, naprawdę rozdział
bez sensu, ale następny powinien być lepszy ;)
czwartek, 16 maja 2013
I.
"Hej, mogę się przysiąść?"
lato, Dortmund, Niemcy
Wysiadłam z samolotu. Co jak co, ale kilkugodzinna podróż z Ukrainy nie należała do radosnych.
Co ja tam w ogóle robiłam? Cały czas zadaję sobie to pytanie. Teoretycznie byłam na kursie
dla fizjoterapeutów, ale to co tam przeżyłam, kursem nie można nazwać. Brud, smród...
Nie tak wyobrażałam sobie Ukrainę. Myślałam, że skoro odbyło się tam Euro, jest to cudowny
i zadbany kraj. Marzenie. Zamiast tego był brudny hotel, połowę osób, które miały uczestniczyć
w kursie, nie przyjechało, ponieważ, jak obwieściła mi dziś przez telefon koleżanka z Monachium
'za bardzo bali się o ich zdrowie, nie chcieli narażać ich na niebezpieczeństwo'.
W sumie się im nie dziwię, pewnie już tam byli, i po prostu nie chcieli tam wracać. Ale mnie jakoś
puścili... tak, tak, wiem, pracuję w BVB tylko od 4 miesięcy, kursy są raz do roku, ale ktoś mógł
przyjść mnie ostrzec... no cóż, kolejna wakacyjna 'przygoda' zaliczona.
-Halo, może byś się ocknęła, i łaskawie ruszyła?-tak, to był Mario, mój młodszy brat. No nie wierzę,
on tutaj, na lotnisku. Mario przyjechał po mnie... tego naprawdę się nie spodziewałam. Myślałam,
że będzie jak zawsze, czyli coś w stylu: wysiadam z samolotu, zabieram bagaże i pakuję się do
taksówki.
-Olivia, mówię do ciebie. Głucha jesteś czy co?! A może... zakochałaś się na tej Ukrainie?
W sumie dobrze by było, przestałabyś wreszcie nie udacznie podrywać Reusa, przecież wiesz, że
on ma dziewczynę.
-Ccc..c..oo?-zaczęłam dukać, gzy usłyszałam jedno słowo REUS.
-No właśnie, to. Przecież to widać, że się w nim kochasz. Tylko głupi by nie zauważył.
-Przyjechałeś po mnie tylko dlatego, żeby mnie upokarzać? Za takie coś to ja dziękuję.
Odwróciłam się napięcie, i zaczęłam biec. Wtedy dotarło do mnie, że nigdzie sobie nie pojadę,
bo nie dość, że Mario ma moje walizki, to ja nie mam, ani portfela, ani karty, ani nawet komórki.
Wszystko jest w tych durnych walizkach. A więc musiałam zawrócić... To jest dopiero upokorzenie.
-Ooo...siostrzyczko, widzę, że nie możesz beze mnie żyć. Wiedziałem, że wrócisz-zdążył już wyciągnąć
z walizki mój różowy portfel i wymachiwał nim radośnie. Gdy podeszłam do niego, stał już przy nas
tłum gapiów, którzy śmiali się nie wiadomo z czego. Pewnie z mojej głupoty, chociaż znając życie
to z mojego cudownego różowego portfelika z Hello Kitty.
***
-Daleko jeszcze?- spytałam kierowcy, w postaci mojego brata.
-Piętnaście minut, max. A co, tak ci się spieszy, żeby zwiedzić Dortmund?
-Nie, chcę po prostu skorzystać z toalety. Bądź chociaż trochę wyrozumiały, i jedź odrobinkę
szybciej.
-Przecież nie mogę, widzisz te piękne znaki?
-Tak?! A w Szwajcarii zapierdalasz 230 km/h, gdy na drodze obowiązuje 130. I co?-zaśmiałam się
ironicznie. Nie odezwał się, ale też nie przyspieszył. Palant. Ale i tak go kocham.
-Kimi, Kimi, no rusz się, nie chcesz chyba patrzeć na mokry fotel swojego pięknego samochodu-
Vettel postanowił mi pomóc, miło z jego strony.
-Dzięki, Vettel. Ale i tak cię nie lubię-Seb jest moim chłopakiem, a z chłopakiem jak wiadomo trzeba się
przekomarzać.
-No cudownie, czemu w to nie wierzę?-uśmiechnął się promiennie i cmoknął mnie w policzek.
-Zostawcie te przyjemności na jakąś inną okazję-warknął Kimi. No cóż, biedak się rozwiódł,
i teraz nie może sobie nikogo znaleźć. W sumie to może nie chce, sama nie wiem...
-Lea, patrz widać komin, pewnie z Dortmundu-krzyknął podekscytowany Feliepe, który także
jechał z nami.
Tak, to był faktycznie komin, który obwieszczał, że Dortmund już blisko.
***
-Byłeś tu kiedyś?-spytałam Ryśka.
-Ja?Ja, oczywiście-odparł z przekonaniem, studiując zaciekle mapę.
-Właśnie widzę-powiedziałam, przewracając oczami. Widać, wielki znawca Dortmundu, tyle, że z mapą
w ręce-To gdzie teraz jesteśmy?-spytałam z przekąsem.
-A więc znajdujemy się na Sztro...nie, Ainkauf..., nie, to też nie to...
-Fernsejensztrase-odczytałam z tabliczki wiszącej na preciwko nas, i szeroko się uśmiechnęłam.
Cały Freitag. Wszędzie był i wszystko wie. Szczerze mówiąc, nie chciałabym być jego dziewczyną,
bałabym się, że kiedyś wywiezie mnie gdzieś w szczere pole.
-To co robimy?-zapytałam.
-A więc, plan jest taki.(plan, znowu plan, srotototo, nie znoszę jego planów) Chciałaś się czegoś
napić, tam na przeciwko, widzisz ten bar?
-Mhm-odpowiedziałam niechętnie. Co jak co, ale bar nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Jak i ta część
Dortmundu.
-Zróbmy tak-kontynuuował-Ty pójdziesz się tam czegoś napić, ja pokombinuję co tu dalej robić
i spotkamy się tu, w tym miejscu, gdzieś za godzinkę, ok?
-Dobra, pasuje-odpowiedziałam, powoli się oddalając.
***
-Dzięki za podwiezienie młody.
-Młody?Jaki młody? Co Ty do mnie? Jaki młody no... jestem tylko o rok młodszy. Przestań, to nie sprawiedliwe, jesteś straszna. Jak ty się do mnie odnosisz? Ja po ciebie przyjeżdżam, a ty...
-Braciszku, skończ już ten swój monolog. To już się robi nudne. Współczuję Reusowi, jeśli
musi co chwilę tego słuchać.
-Pff-chyba nie wiedział, co powiedzieć.
-Serio, dzięki kochany, poradzę sobie z tymi walizkami i wpadnę na chwilę do baru, chcę porozmawiać
z Eriką.
-To ta, co się we mnie podkochuje?
-Ehem, dokładnie. Tak jak ja w Reusie-ups, chyba się wygadałam.
-Ha, a nie mówiłem!-Mario do razu się rozpromienił.
-Tak, jest młody-musiałam to powiedzieć, chciałam, żeby ten słodki uśmiech szybko zniknął z jego
pulchnej twarzyczki. Jestem podlą siostrą wiem, przepraszam.
-Hej, Erika, kochanie, co tu dziś tak tłoczno?-krzyknęłam, wchodząc.
-A tak jakoś, chyba taka pora, i do tego piątek. Ludzie po pracy, no wiesz. Odstresowanie.
Kochana, jak tam było, na tej Ukrainie? Dobrze? Miło cię przyjęli? Czegoś nauczyli?
-Tak, tak, wprost cudownie-'miłe' wspomnienia znów powróciły.
-A to dobrze. A jak tam Mario? Co u niego?-Wiedziałam, że o niego zapyta, jakżeby inaczej...
-Wszystko u niego dobrze, jutro rano ma trening, może masz ochotę wpaść?-Wiedziałam, że Mario
nie znosi Eriki, ale może coś.. wyjdzie. Miłości trzeba pomóc. Choćby tej jeszcze nie odkrytej.
-Jasne, jasne, wpadnę, mam na popołudnie. Kochana, usiądź tam, widzisz jest dla ciebie wolny stolik,
a ja zaraz ci podam twoją ulubioną latte, ok?
-Spoko-powiedziałam ruszając w stronę stolika, który wskazała mi Erika.
Usiadłam i czekałam na kawę. Przy okazji przyglądałam się ludziom w lokalu, może wychaczę kogoś fajnego, i wreszcie przestanę uganiać się za Reusem...
Zerknęłam na drzwi, do lokalu wchodziła śliczna dziewczyna, na oko gdzieś w moim wieku, a za nią
trzech gości... Kurcze, jednego z nich chyba kojarzę... Ta reklama, to nie ten gość z reklamy
Renault? Chociaż może tylko mi się wydaje. Za nimi weszła jeszcze jedna dziewczyna, niższa od poprzedniej,
ale równie ładna. Kierowała się w moją stronę.
***
-Ej, Kimi, widzisz tą blondynkę przy stoliku? O tam, z boku? Ładna, nieprawdaż? Co o niej sądzisz,
no co? Kimi, ej, odezwij się? ICEMAN!- ostatnie słowo na niego podziałało.
-Seb, ty coś do mnie... mówisz coś do mnie?-odpowiedział zamyślony Kimi, spoglądający na blondynkę.
-No właśnie o niej mówiłem, o tej co się na nią tak patrzysz...
-Ja? Ja się na nikogo nie patrzę!-krzyknął speszony Raikkonen odwracając wzrok.
-Kimi, bo wiesz, może jak tu już jesteśmy, to się czegoś napijemy, co? Możemy jej się zapytać
o miasto, bo wygląda, że ona jest stąd. Poza tym, sądzę, że Massa na to przystanie. Popatrz na
niego, już coś zamawia.
-MAAAAAAAAASSSSAAAA!Co ty do cholery człowieku robisz?-Krzyknął Kimi.
-No jak to co? Zamawiam sobie żarcie! Głodny jestem!
-A zauważyłeś może, że nie ma wolnych miejsc?
-Poradzę sobie, o mnie się nie martw-zerknął kątem oka na blondynkę.Było tam pięć wolnych miejsc.
Wydawała się samotna, jakby na nikogo nie czekała lecz po kilku sekundach zauważyłam, że w jej stronę kieruje się śliczna czarnowłosa dziewczyna. A więc miejsc jest
jeszcze cztery.
***
-Hej, mogę się przysiąść?-zaczęłam.
-Jasne, siadaj-odparła z uśmiechem blondynka.
-Dzięki, jestem Danielle, a Ty?
-Olivia, miło mi. W sumie dobrze, że się przysiadłaś, mam przynajmniej z kim pogadać. Byłaś kiedyś
na Ukrainie?
-Nie, nie byłam, a co? Popatrz na tych gości, nie wydaje ci się, że co chwilę zerkają w naszą stronę?
Ten jeden jest całkiem ładny-Odpowiedziałam, patrząc w stronę baru.
-Który? Ten blondyn? Ciekawe co tu robią, nie wygladają na tutejszych.
-Pewnie są przejazdem, jak ja-odparłam, po czym zaczęłam tłumaczyć, ze nie jestem stąd, że
przyjechałam tu z bratem i tylko zwiedzamy Dortmund.
-Ha, to dużo tu nie zwiedzicie. Nie, żebym coś sugerowała, ale widziałam ładniejsze miasta...
-Tak? To co cię jeszcze tu trzyma?-spytałam z zaciekawieniem.
-Pracuję tu jako fizjoterapeutka. W drużynie Borussi Dortmund, w której gra mój brat.
Po za nim nie mam nikogo, nasi rodzice wyjechali, ze mną nie utrzymują kontaktów,
dzwonią tylko do Mario, i to rzadko.-odparła smutno.
W chwili gdy chciałam jej powiedzieć, jak mi przykro, blondynka lekko mnie kopnęła.
Popatrzyłam na nią zdziwiona, a ona przechylając głowę w stronę baru, zaczęła się uśmiechać.
Cztery osoby podążały w naszą stronę.
***
-Massa, Feliepe, miło mi-zaczął chłopak (a raczej mężczyzna) stojący najbliżej mnie i Dani
- to jest Sebastian Vettel, Lea Raikkonen i Kimi...
-...Raikkonen-dokończyłam.
-Tak, dokładnie to chciałem powiedzieć-odparł z uśmiechem-czyli rozumiem, że nas kojarzysz?
-Was? Nie za bardzo, przepraszam, kojarzę tylko Raikkonena, z tej reklamy samochodu, tego, no...
-Renault-wtrącił blondyn, spoglądając na mnie smutno. Uśmiechnęłam się do niego lekko, lecz on
odwrócił głowę. Nie odwzajemnił mojego uśmiechu. Szkoda, bo był naprawdę ładny.
-To może wy się przedstawicie?-powiedział Feliepe.
-Jasne, jestem Olivia Goetze, a to jest Danielle...-Czarnowłosa chciała już powiedzieć, jak ma na nazwisko,
lecz Massa zaczął pierwszy.
-Miło nam bardzo, to skoro już się znamy, to możemy się przysiąść? Bo wiecie, nie ma żadnych
wolnych stolików.
-Jasne-krzyknęłyśmy chórem. Sebastian, Feliepe i Lea szeroko się do nas uśmiechnęli, jedynie
Kimi tego nie zrobił. Był jakiś smutny, przygaszony.
-Eeej, Kimi, co z tobą, chłopie?-odezwał się Sebastian
***
Właśnie, co ze mną. Ze mną jest wszystko nie tak. Jestem człowiekiem z lodu. Czy ja nie mam serca?
Moja była tak powiedziała. Ta blondynka naprawdę jest ładna, i pięknie się uśmiecha, ale ja po prostu
nie potrafię tego odwzajemnić. Jestem jakiś dziwny. A przecież naprawdę chciałbym kogoś pokochać.
***
-Nic, nic, tylko się zamyśliłem, przepraszam-odparł Kimi.
-No dobra, to bierzcie karty, siadajcie i coś zamówcie. Ja stawiam!-wesoło krzyknął Massa-Wy,
dziewczyny, też możecie-Lea spiorunowała go wzrokiem-To znaczy...Nie, nie chodzi mi o ciebie Lea,
tylko o Olivię i Danielle...
-Mówcie mi Dani, nie znoszę swojego imienia-wtrąciła czarnowłosa.
-...I o Dani. To co, dziewczęta, co bierzecie?
-Ja nic, dziękuję, w domu coś ugotuję. Czekam tylko na swoją latte-Feliepe zaczął coś mówić,
ale ja go nie słuchałam. Co chwilę zerkałam na blondyna. Jaki on ładny. Nawet ładniejszy od
Reusa. Szkoda, że taki smutny. Ciekawe, co mu jest, czy mogłabym go jakoś pocieszyć...
-OLIVIAAAAAA!-ocknęłam się-Olivia, głupku, czy ty mnie słyszysz?- Nade mną stał Mario razem z
Reusem.-Widzę, że masz nowych kolegów, może zechcesz nas przedstawić?
-A jasne, jasne-odparłam (musze dodać, że koło Mario już stała Erika)-to jest Danielle, mówcie
na nią Dani, to Lea, Sebastian, Feliepe i...
-Dobrze wiem, kim on jest! to jest KIMI RAIKKONEN!-wykrzyknął Mario, po czym chciał uścisnąć
dłoń blondyna-Jestem Mario, Mario Goetze, a to jest Marco Reus, moją siostrę już pewnie poznałeś,
gram w Borussi, pewnie znasz ten zespół, i jestem twoim wielkim fanem. Dzisiaj z Marco robimy
grilla i właśnie przyszliśmy, aby zaprosić Olivię, ale skoro wy także tu jesteście, to was też
zapraszamy, może wpadniecie?-Ach, Mario i ten jego monolog.
-Ni...-zaczął Fin, ale przerwał mu Feliepe, który jest strasznym obżartuchem, chociaż musi
przestrzegać diety.
-...Nie ma sprawy. Jasne, że wpadniemy, prawda?-odparł, po czym spiorunował Fina wzrokiem-Ale
chcieliśmy także zwiedzić Dortmund, może go nam pokażecie?
-Z przyjemnością-odparł Mario-możemy też odwiedzić nasz stadion-Signal Iduna Park, co wy na to?
Zapoznam was z innymi piłkarzami.
-Ekhem...-wtrącił Marco-zapoznamy. Mario nie jesteś tu sam-szepnął mu na ucho.
-Jasne-stwierdził Seb-W końcu jestem Niemcem, głupio by było nie znać tak utalentowanych ludzi.
-Nawzajem-odparł Mario, po czym uśmiechnął się do Vettela.
Dani popatrzyła na zegarek i obwieściła (tym, którzy nie wiedzieli), że przyjechała z bratem,
który pewnie czeka na nią na dworze. Więc kolejna osoba na grilla.
Erika przyniosła nasze żarełko, ale nikomu z nas nie chciało się jeść.
-Erika, kochana, masz tu kasę, i zabieraj mi to sprzed nosa.
-Olivia, ja miałem płacić! E...e..rika, tak? Masz tu kasę, tamtą oddaj jej właścicielce-powiedział Massa.
-O Boże, Massa, masz problem, no. Chodźmy-odparłam wkurzona.
Erika zrobiła wielkie oczy i zapytała mnie się po cichu, skąd ich znam. Odpowiedziałam jej, że
sami się przysiedli. Powiedziałam także, że blondyn, który jeszcze przed chwilą siedział na przeciwko
mnie jest przystojny, ale smutny. Ona na to, że jest wielką fanką F1 (ach, wiedziałam
że oni są sławni), i że chciałaby mieć ich autografy. A więc moje zadanie na dziś-zdobyć autografy.
Jedno wiem na pewno: zdobycie autografu od Raikkonena będzie nie lada wyzwaniem.
Dziękuję za przeczytanie rozdziału, mam nadzieję, że nie jest najgorszy. 'Opowiadanie' będę pisać z kilku perspektyw-z punktu widzenia różnych osób. Bardzo proszę o komentarze, i słowa zachęty do dalszej pracy :)!
lato, Dortmund, Niemcy
Wysiadłam z samolotu. Co jak co, ale kilkugodzinna podróż z Ukrainy nie należała do radosnych.
Co ja tam w ogóle robiłam? Cały czas zadaję sobie to pytanie. Teoretycznie byłam na kursie
dla fizjoterapeutów, ale to co tam przeżyłam, kursem nie można nazwać. Brud, smród...
Nie tak wyobrażałam sobie Ukrainę. Myślałam, że skoro odbyło się tam Euro, jest to cudowny
i zadbany kraj. Marzenie. Zamiast tego był brudny hotel, połowę osób, które miały uczestniczyć
w kursie, nie przyjechało, ponieważ, jak obwieściła mi dziś przez telefon koleżanka z Monachium
'za bardzo bali się o ich zdrowie, nie chcieli narażać ich na niebezpieczeństwo'.
W sumie się im nie dziwię, pewnie już tam byli, i po prostu nie chcieli tam wracać. Ale mnie jakoś
puścili... tak, tak, wiem, pracuję w BVB tylko od 4 miesięcy, kursy są raz do roku, ale ktoś mógł
przyjść mnie ostrzec... no cóż, kolejna wakacyjna 'przygoda' zaliczona.
-Halo, może byś się ocknęła, i łaskawie ruszyła?-tak, to był Mario, mój młodszy brat. No nie wierzę,
on tutaj, na lotnisku. Mario przyjechał po mnie... tego naprawdę się nie spodziewałam. Myślałam,
że będzie jak zawsze, czyli coś w stylu: wysiadam z samolotu, zabieram bagaże i pakuję się do
taksówki.
-Olivia, mówię do ciebie. Głucha jesteś czy co?! A może... zakochałaś się na tej Ukrainie?
W sumie dobrze by było, przestałabyś wreszcie nie udacznie podrywać Reusa, przecież wiesz, że
on ma dziewczynę.
-Ccc..c..oo?-zaczęłam dukać, gzy usłyszałam jedno słowo REUS.
-No właśnie, to. Przecież to widać, że się w nim kochasz. Tylko głupi by nie zauważył.
-Przyjechałeś po mnie tylko dlatego, żeby mnie upokarzać? Za takie coś to ja dziękuję.
Odwróciłam się napięcie, i zaczęłam biec. Wtedy dotarło do mnie, że nigdzie sobie nie pojadę,
bo nie dość, że Mario ma moje walizki, to ja nie mam, ani portfela, ani karty, ani nawet komórki.
Wszystko jest w tych durnych walizkach. A więc musiałam zawrócić... To jest dopiero upokorzenie.
-Ooo...siostrzyczko, widzę, że nie możesz beze mnie żyć. Wiedziałem, że wrócisz-zdążył już wyciągnąć
z walizki mój różowy portfel i wymachiwał nim radośnie. Gdy podeszłam do niego, stał już przy nas
tłum gapiów, którzy śmiali się nie wiadomo z czego. Pewnie z mojej głupoty, chociaż znając życie
to z mojego cudownego różowego portfelika z Hello Kitty.
***
-Daleko jeszcze?- spytałam kierowcy, w postaci mojego brata.
-Piętnaście minut, max. A co, tak ci się spieszy, żeby zwiedzić Dortmund?
-Nie, chcę po prostu skorzystać z toalety. Bądź chociaż trochę wyrozumiały, i jedź odrobinkę
szybciej.
-Przecież nie mogę, widzisz te piękne znaki?
-Tak?! A w Szwajcarii zapierdalasz 230 km/h, gdy na drodze obowiązuje 130. I co?-zaśmiałam się
ironicznie. Nie odezwał się, ale też nie przyspieszył. Palant. Ale i tak go kocham.
-Kimi, Kimi, no rusz się, nie chcesz chyba patrzeć na mokry fotel swojego pięknego samochodu-
Vettel postanowił mi pomóc, miło z jego strony.
-Dzięki, Vettel. Ale i tak cię nie lubię-Seb jest moim chłopakiem, a z chłopakiem jak wiadomo trzeba się
przekomarzać.
-No cudownie, czemu w to nie wierzę?-uśmiechnął się promiennie i cmoknął mnie w policzek.
-Zostawcie te przyjemności na jakąś inną okazję-warknął Kimi. No cóż, biedak się rozwiódł,
i teraz nie może sobie nikogo znaleźć. W sumie to może nie chce, sama nie wiem...
-Lea, patrz widać komin, pewnie z Dortmundu-krzyknął podekscytowany Feliepe, który także
jechał z nami.
Tak, to był faktycznie komin, który obwieszczał, że Dortmund już blisko.
***
-Byłeś tu kiedyś?-spytałam Ryśka.
-Ja?Ja, oczywiście-odparł z przekonaniem, studiując zaciekle mapę.
-Właśnie widzę-powiedziałam, przewracając oczami. Widać, wielki znawca Dortmundu, tyle, że z mapą
w ręce-To gdzie teraz jesteśmy?-spytałam z przekąsem.
-A więc znajdujemy się na Sztro...nie, Ainkauf..., nie, to też nie to...
-Fernsejensztrase-odczytałam z tabliczki wiszącej na preciwko nas, i szeroko się uśmiechnęłam.
Cały Freitag. Wszędzie był i wszystko wie. Szczerze mówiąc, nie chciałabym być jego dziewczyną,
bałabym się, że kiedyś wywiezie mnie gdzieś w szczere pole.
-To co robimy?-zapytałam.
-A więc, plan jest taki.(plan, znowu plan, srotototo, nie znoszę jego planów) Chciałaś się czegoś
napić, tam na przeciwko, widzisz ten bar?
-Mhm-odpowiedziałam niechętnie. Co jak co, ale bar nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Jak i ta część
Dortmundu.
-Zróbmy tak-kontynuuował-Ty pójdziesz się tam czegoś napić, ja pokombinuję co tu dalej robić
i spotkamy się tu, w tym miejscu, gdzieś za godzinkę, ok?
-Dobra, pasuje-odpowiedziałam, powoli się oddalając.
***
-Dzięki za podwiezienie młody.
-Młody?Jaki młody? Co Ty do mnie? Jaki młody no... jestem tylko o rok młodszy. Przestań, to nie sprawiedliwe, jesteś straszna. Jak ty się do mnie odnosisz? Ja po ciebie przyjeżdżam, a ty...
-Braciszku, skończ już ten swój monolog. To już się robi nudne. Współczuję Reusowi, jeśli
musi co chwilę tego słuchać.
-Pff-chyba nie wiedział, co powiedzieć.
-Serio, dzięki kochany, poradzę sobie z tymi walizkami i wpadnę na chwilę do baru, chcę porozmawiać
z Eriką.
-To ta, co się we mnie podkochuje?
-Ehem, dokładnie. Tak jak ja w Reusie-ups, chyba się wygadałam.
-Ha, a nie mówiłem!-Mario do razu się rozpromienił.
-Tak, jest młody-musiałam to powiedzieć, chciałam, żeby ten słodki uśmiech szybko zniknął z jego
pulchnej twarzyczki. Jestem podlą siostrą wiem, przepraszam.
-Hej, Erika, kochanie, co tu dziś tak tłoczno?-krzyknęłam, wchodząc.
-A tak jakoś, chyba taka pora, i do tego piątek. Ludzie po pracy, no wiesz. Odstresowanie.
Kochana, jak tam było, na tej Ukrainie? Dobrze? Miło cię przyjęli? Czegoś nauczyli?
-Tak, tak, wprost cudownie-'miłe' wspomnienia znów powróciły.
-A to dobrze. A jak tam Mario? Co u niego?-Wiedziałam, że o niego zapyta, jakżeby inaczej...
-Wszystko u niego dobrze, jutro rano ma trening, może masz ochotę wpaść?-Wiedziałam, że Mario
nie znosi Eriki, ale może coś.. wyjdzie. Miłości trzeba pomóc. Choćby tej jeszcze nie odkrytej.
-Jasne, jasne, wpadnę, mam na popołudnie. Kochana, usiądź tam, widzisz jest dla ciebie wolny stolik,
a ja zaraz ci podam twoją ulubioną latte, ok?
-Spoko-powiedziałam ruszając w stronę stolika, który wskazała mi Erika.
Usiadłam i czekałam na kawę. Przy okazji przyglądałam się ludziom w lokalu, może wychaczę kogoś fajnego, i wreszcie przestanę uganiać się za Reusem...
Zerknęłam na drzwi, do lokalu wchodziła śliczna dziewczyna, na oko gdzieś w moim wieku, a za nią
trzech gości... Kurcze, jednego z nich chyba kojarzę... Ta reklama, to nie ten gość z reklamy
Renault? Chociaż może tylko mi się wydaje. Za nimi weszła jeszcze jedna dziewczyna, niższa od poprzedniej,
ale równie ładna. Kierowała się w moją stronę.
***
-Ej, Kimi, widzisz tą blondynkę przy stoliku? O tam, z boku? Ładna, nieprawdaż? Co o niej sądzisz,
no co? Kimi, ej, odezwij się? ICEMAN!- ostatnie słowo na niego podziałało.
-Seb, ty coś do mnie... mówisz coś do mnie?-odpowiedział zamyślony Kimi, spoglądający na blondynkę.
-No właśnie o niej mówiłem, o tej co się na nią tak patrzysz...
-Ja? Ja się na nikogo nie patrzę!-krzyknął speszony Raikkonen odwracając wzrok.
-Kimi, bo wiesz, może jak tu już jesteśmy, to się czegoś napijemy, co? Możemy jej się zapytać
o miasto, bo wygląda, że ona jest stąd. Poza tym, sądzę, że Massa na to przystanie. Popatrz na
niego, już coś zamawia.
-MAAAAAAAAASSSSAAAA!Co ty do cholery człowieku robisz?-Krzyknął Kimi.
-No jak to co? Zamawiam sobie żarcie! Głodny jestem!
-A zauważyłeś może, że nie ma wolnych miejsc?
-Poradzę sobie, o mnie się nie martw-zerknął kątem oka na blondynkę.Było tam pięć wolnych miejsc.
Wydawała się samotna, jakby na nikogo nie czekała lecz po kilku sekundach zauważyłam, że w jej stronę kieruje się śliczna czarnowłosa dziewczyna. A więc miejsc jest
jeszcze cztery.
***
-Hej, mogę się przysiąść?-zaczęłam.
-Jasne, siadaj-odparła z uśmiechem blondynka.
-Dzięki, jestem Danielle, a Ty?
-Olivia, miło mi. W sumie dobrze, że się przysiadłaś, mam przynajmniej z kim pogadać. Byłaś kiedyś
na Ukrainie?
-Nie, nie byłam, a co? Popatrz na tych gości, nie wydaje ci się, że co chwilę zerkają w naszą stronę?
Ten jeden jest całkiem ładny-Odpowiedziałam, patrząc w stronę baru.
-Który? Ten blondyn? Ciekawe co tu robią, nie wygladają na tutejszych.
-Pewnie są przejazdem, jak ja-odparłam, po czym zaczęłam tłumaczyć, ze nie jestem stąd, że
przyjechałam tu z bratem i tylko zwiedzamy Dortmund.
-Ha, to dużo tu nie zwiedzicie. Nie, żebym coś sugerowała, ale widziałam ładniejsze miasta...
-Tak? To co cię jeszcze tu trzyma?-spytałam z zaciekawieniem.
-Pracuję tu jako fizjoterapeutka. W drużynie Borussi Dortmund, w której gra mój brat.
Po za nim nie mam nikogo, nasi rodzice wyjechali, ze mną nie utrzymują kontaktów,
dzwonią tylko do Mario, i to rzadko.-odparła smutno.
W chwili gdy chciałam jej powiedzieć, jak mi przykro, blondynka lekko mnie kopnęła.
Popatrzyłam na nią zdziwiona, a ona przechylając głowę w stronę baru, zaczęła się uśmiechać.
Cztery osoby podążały w naszą stronę.
***
-Massa, Feliepe, miło mi-zaczął chłopak (a raczej mężczyzna) stojący najbliżej mnie i Dani
- to jest Sebastian Vettel, Lea Raikkonen i Kimi...
-...Raikkonen-dokończyłam.
-Tak, dokładnie to chciałem powiedzieć-odparł z uśmiechem-czyli rozumiem, że nas kojarzysz?
-Was? Nie za bardzo, przepraszam, kojarzę tylko Raikkonena, z tej reklamy samochodu, tego, no...
-Renault-wtrącił blondyn, spoglądając na mnie smutno. Uśmiechnęłam się do niego lekko, lecz on
odwrócił głowę. Nie odwzajemnił mojego uśmiechu. Szkoda, bo był naprawdę ładny.
-To może wy się przedstawicie?-powiedział Feliepe.
-Jasne, jestem Olivia Goetze, a to jest Danielle...-Czarnowłosa chciała już powiedzieć, jak ma na nazwisko,
lecz Massa zaczął pierwszy.
-Miło nam bardzo, to skoro już się znamy, to możemy się przysiąść? Bo wiecie, nie ma żadnych
wolnych stolików.
-Jasne-krzyknęłyśmy chórem. Sebastian, Feliepe i Lea szeroko się do nas uśmiechnęli, jedynie
Kimi tego nie zrobił. Był jakiś smutny, przygaszony.
-Eeej, Kimi, co z tobą, chłopie?-odezwał się Sebastian
***
Właśnie, co ze mną. Ze mną jest wszystko nie tak. Jestem człowiekiem z lodu. Czy ja nie mam serca?
Moja była tak powiedziała. Ta blondynka naprawdę jest ładna, i pięknie się uśmiecha, ale ja po prostu
nie potrafię tego odwzajemnić. Jestem jakiś dziwny. A przecież naprawdę chciałbym kogoś pokochać.
***
-Nic, nic, tylko się zamyśliłem, przepraszam-odparł Kimi.
-No dobra, to bierzcie karty, siadajcie i coś zamówcie. Ja stawiam!-wesoło krzyknął Massa-Wy,
dziewczyny, też możecie-Lea spiorunowała go wzrokiem-To znaczy...Nie, nie chodzi mi o ciebie Lea,
tylko o Olivię i Danielle...
-Mówcie mi Dani, nie znoszę swojego imienia-wtrąciła czarnowłosa.
-...I o Dani. To co, dziewczęta, co bierzecie?
-Ja nic, dziękuję, w domu coś ugotuję. Czekam tylko na swoją latte-Feliepe zaczął coś mówić,
ale ja go nie słuchałam. Co chwilę zerkałam na blondyna. Jaki on ładny. Nawet ładniejszy od
Reusa. Szkoda, że taki smutny. Ciekawe, co mu jest, czy mogłabym go jakoś pocieszyć...
-OLIVIAAAAAA!-ocknęłam się-Olivia, głupku, czy ty mnie słyszysz?- Nade mną stał Mario razem z
Reusem.-Widzę, że masz nowych kolegów, może zechcesz nas przedstawić?
-A jasne, jasne-odparłam (musze dodać, że koło Mario już stała Erika)-to jest Danielle, mówcie
na nią Dani, to Lea, Sebastian, Feliepe i...
-Dobrze wiem, kim on jest! to jest KIMI RAIKKONEN!-wykrzyknął Mario, po czym chciał uścisnąć
dłoń blondyna-Jestem Mario, Mario Goetze, a to jest Marco Reus, moją siostrę już pewnie poznałeś,
gram w Borussi, pewnie znasz ten zespół, i jestem twoim wielkim fanem. Dzisiaj z Marco robimy
grilla i właśnie przyszliśmy, aby zaprosić Olivię, ale skoro wy także tu jesteście, to was też
zapraszamy, może wpadniecie?-Ach, Mario i ten jego monolog.
-Ni...-zaczął Fin, ale przerwał mu Feliepe, który jest strasznym obżartuchem, chociaż musi
przestrzegać diety.
-...Nie ma sprawy. Jasne, że wpadniemy, prawda?-odparł, po czym spiorunował Fina wzrokiem-Ale
chcieliśmy także zwiedzić Dortmund, może go nam pokażecie?
-Z przyjemnością-odparł Mario-możemy też odwiedzić nasz stadion-Signal Iduna Park, co wy na to?
Zapoznam was z innymi piłkarzami.
-Ekhem...-wtrącił Marco-zapoznamy. Mario nie jesteś tu sam-szepnął mu na ucho.
-Jasne-stwierdził Seb-W końcu jestem Niemcem, głupio by było nie znać tak utalentowanych ludzi.
-Nawzajem-odparł Mario, po czym uśmiechnął się do Vettela.
Dani popatrzyła na zegarek i obwieściła (tym, którzy nie wiedzieli), że przyjechała z bratem,
który pewnie czeka na nią na dworze. Więc kolejna osoba na grilla.
Erika przyniosła nasze żarełko, ale nikomu z nas nie chciało się jeść.
-Erika, kochana, masz tu kasę, i zabieraj mi to sprzed nosa.
-Olivia, ja miałem płacić! E...e..rika, tak? Masz tu kasę, tamtą oddaj jej właścicielce-powiedział Massa.
-O Boże, Massa, masz problem, no. Chodźmy-odparłam wkurzona.
Erika zrobiła wielkie oczy i zapytała mnie się po cichu, skąd ich znam. Odpowiedziałam jej, że
sami się przysiedli. Powiedziałam także, że blondyn, który jeszcze przed chwilą siedział na przeciwko
mnie jest przystojny, ale smutny. Ona na to, że jest wielką fanką F1 (ach, wiedziałam
że oni są sławni), i że chciałaby mieć ich autografy. A więc moje zadanie na dziś-zdobyć autografy.
Jedno wiem na pewno: zdobycie autografu od Raikkonena będzie nie lada wyzwaniem.
Dziękuję za przeczytanie rozdziału, mam nadzieję, że nie jest najgorszy. 'Opowiadanie' będę pisać z kilku perspektyw-z punktu widzenia różnych osób. Bardzo proszę o komentarze, i słowa zachęty do dalszej pracy :)!
środa, 15 maja 2013
PROLOG.
A co jeśli któregoś dnia spotkają się trzy całkowicie różne światy?
Trzy dziewczyny, które tak samo kochają sport, jednakże inaczej go definiują.
Jedna z nich-Danielle uważa, że sport przede wszystkim to skoki narciarskie. Trudno jej się dziwić, skoro jej bratem jest sławny skoczek narciarski-Richard Freitag, a sama Dani też próbuje swoich sił w skokach,
i nie wychodzi jej to najgorzej. Dodatkowo pomaga szkolić młodszych od siebie, którzy chcą być
tak dobrzy jak ona i jej brat.
Druga-Olivia sądzi, że sport w szczególności to piłka nożna. Ma sławnego brata, gracza BVB-Mario Goetze, a także pracuje jako fizjoterapeutka w drużynie, w której gra jej brat.
Ostatnia-Lea definuje pojęcie sport jako 'świat Formuły 1'. Lecz skoro jej bratem jest sam Kimi
Raikkonen, a ona jeździ z nim na wyścigi, nie tylko, żeby oglądać jego starty, lecz także, aby pomagać
mu przy bolidzie, to nic dziwnego.
A jeśli któregoś dnia dane będzie im się spotkać? Czy się zaprzyjaźnią? Jak to wpłynie na ich
pracę, braci oraz znajomych?
Trzy dziewczyny, które tak samo kochają sport, jednakże inaczej go definiują.
Jedna z nich-Danielle uważa, że sport przede wszystkim to skoki narciarskie. Trudno jej się dziwić, skoro jej bratem jest sławny skoczek narciarski-Richard Freitag, a sama Dani też próbuje swoich sił w skokach,
i nie wychodzi jej to najgorzej. Dodatkowo pomaga szkolić młodszych od siebie, którzy chcą być
tak dobrzy jak ona i jej brat.
Druga-Olivia sądzi, że sport w szczególności to piłka nożna. Ma sławnego brata, gracza BVB-Mario Goetze, a także pracuje jako fizjoterapeutka w drużynie, w której gra jej brat.
Ostatnia-Lea definuje pojęcie sport jako 'świat Formuły 1'. Lecz skoro jej bratem jest sam Kimi
Raikkonen, a ona jeździ z nim na wyścigi, nie tylko, żeby oglądać jego starty, lecz także, aby pomagać
mu przy bolidzie, to nic dziwnego.
A jeśli któregoś dnia dane będzie im się spotkać? Czy się zaprzyjaźnią? Jak to wpłynie na ich
pracę, braci oraz znajomych?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)