niedziela, 6 października 2013

VI.(part I of II)


‘’Kimi, pomóż mi! Boję się!’’


-Witaj, Mario-zagadnęła młoda lekarka-Widzę, że codziennie przejeżdżasz kawał drogi, aby zobaczyć swoją  siostrę. Z kim tym razem przyjechałeś? Czyżby jacyś dawni znajomi rodziny? Wcześniej ich tu nie widziałam.
-To są... Państwo G... znaczy, to są moi rodzice.

‘Moi rodzice’ to słowo już od dobrych kilku minut krążyło mi po głowie. ‘Moi rodzice’. Nasi rodzice. Moi i Maria. Skąd oni tu się wzięli? Czyli ten telefon nie był przypadkowy? Nie dzwoniła, żeby porozmawiać, coś mi wyjaśnić? Chciała się spotkać? Dlaczego teraz? Nasuwały mi się na myśl setki pytań. Dlaczego nie zrobiła tego kilka lat temu, gdy babcia jeszcze żyła? Pewnie nawet nie była na jej grobie. Moja kochana babcia... Moje osiemnaste urodziny. Wszystko pamiętam, jakby to było wczoraj.  Weszłam do pokoju kilka minut przed południem. Babcia spała. Zawsze wstawała rano. To mnie zaniepokoiło.  Podeszłam do niej i zaczęłam gładzić jej policzek. Nie obudziła się.  Zaczęłam potrząsać ją za ramię. Nic. Sprawdziłam jej oddech. Nie oddychała. Osunęłam się bezwiednie na podłogę i zaczęłam głucho wołać ‘Mario, Mario... babcia’. Przybiegł prawie natychmiast. Popatrzył na mnie, a następnie skierował wzrok w tą samą stronę co ja. Na babcię. Babcia się nie ruszała, nie oddychała. Babcia nie żyła. Wezwał karetkę. Przyjechała po godzinie. Lekarze stwierdzili zgon. A ich przy nas nie było. Wtedy, gdy najbardziej ich potrzebowaliśmy. Wspomnienia wracają. Te cholerne wspomnienia wracają. Potrzebuję Kimiego... Nasi rodzice. Czemu go tu nie ma? Czemu pojechał na wyścig? Odpowiedź była oczywista, ale nie potrafiłam jej z siebie wydobyć.  Czy on mnie kocha? Przecież nie został... Musiał jechać. Musiał.

 Do białej sali szpitalnej wszedł Mario.
-Pewnie słyszałaś naszą rozmowę z lekarką?-zapytał.
‘Naszą’? NASZĄ?! Tak, naszą. Jego i rodziców.
-Tak-odparłam słabo-Są tutaj. Dlaczego? Nie chcę ich widzieć...
-Ale kochana, to Twoi rodzice.  Dzieci kochają przecież swoich rodziców, chcą ich widywać-powiedziała, wchodząc do sali, ta sama młoda lekarka,  która rozmawiała na korytarzu z Mario i z nimi-Nawet jeśli dawno się nie widzieliście...
-Nic pani nie rozumie!-zaczęłam krzyczeć. Jak chce filozofować, niech zapisze się na jakąś psychologię. Ale jak może coś stwierdzać, nie znając danej sytuacji?  Najlepiej by było, gdyby nie wtrącała się w cudze sprawy. –Może pani stąd wyjść?!-krzyczałam dalej, jeszcze głośniej, jeszcze bardziej niegrzecznie.
 Lekarka popatrzyła na mnie z lekką dezaprobatą, a następnie robiąc minę oznaczającą ‘masz nie po kolei w głowie’, wyszła z sali.
-Proszę, pozwól im wejść. Choć na chwilę. Oni się zmienili. Oni są Twoimi rodzicami-mówił Mario głaszcząc moją dłoń. Zwracał się do mnie jak do małego dziecka, a przecież już nim nie byłam. Dorosłam szybciej niż inni, ze względu na brak rodziców i brak akceptacji środowiska. Zawsze radziłam sobie sama. Teraz już ich nie chciałam. Jest za późno...
-Tego nie da się naprawić-powiedziałam i odwróciłam się na drugi bok, gdy zobaczyłam, ze patrzą na mnie przez szybę.  Mama, nie licząc kilku zmarszczek dalej wyglądała tak samo.  Dalej miała bujne, rude loki. Tato miał teraz siwe włosy.  Zmienił się. Wychudł, a jego twarz się wyciągnęła.-Mario, naprawdę, uwierz mi, tego nie da się naprawić, nie po tylu latach. Ja ich nie kocham. Oni tylko przypominają znane mi dawniej osoby.
-Ale...-przeszedł na drugą stronę łóżka, aby znów móc patrzeć mi w oczy-Ale...
-Żadnego ale!-krzyknęłam. Znowu krzyczałam. Może lekarka miała rację? Może faktycznie jestem chora psychicznie...-Chcę do Kimiego! Zabierz mnie do Kimiego! A ich stąd wyprowadź!
-Siostro-zaczął, tym razem spokojnie-Kochana siostrzyczko. Mam pomysł. Porozmawiaj z nimi, a wtedy zabiorę Cię do ukochanego.
Nie wierzyłam w to. Przecież Kimi był daleko.  Nie było go tu, nie było.  Mario przecież nie mógł jakimś cudem go tu sprowadzić.  Oczywiście, mógłby nawygadywać mu jakiś bzdur o moim stanie zdrowia, na które Kimas natychmiast by zareagował, ale... po co?
-Pięć minut. I ani sekundy dłużej-wycedziłam przez zęby-Co do Kimiego, to i tak wiem, ze go tu nie ściągniesz. Naprawdę,  głupia nie jestem.

Mario tylko lekko się uśmiechnął i wyszedł z sali. Przez chwilę nie wracał. Znów się odwróciłam, aby móc zobaczyć, co się dzieje za szybą.  Ujrzałam ich tam. Znowu.  Nie patrzyli w moją stronę, o czymś zacięcie dyskutowali. Mario wyglądał na zdenerwowanego. Ciekawe, o co poszło. Przez chwilę miałam ochotę wstać i do niech podejść, jednak w porę powstrzymała mnie blondwłosa pielęgniarka, która akurat weszła. ‘Olivia, przecież nie wolno Ci chodzić!’ wykrzyczała tylko i szybko zakryła mnie kołdrą, którą zdążyłam z siebie ściągnąć.  Dalej nie przychodzili. Zaczęłam znów myśleć o Kimim, o Formule. O Dani i Richardzie. Wiedziałam, że nie zobaczę ich już w tym szpitalu. Wszyscy gdzieś powyjeżdżali.  Było to dosyć smutne, tak jakby wszyscy, których widywałam tu na co dzień, pękli, jak bańki mydlane. Rozpłynęli się. Ale przecież mieli swoje obowiązki. Ja też miałam. Ciekawe, czy znaleźli kogoś na moje miejsce.  Czy nie straciłam pracy.  Mario mówił, że trener rozumie, że jestem w szpitalu i traktuje to, jakbym była po prostu na zwolnieniu. Ale... może chciał mnie tylko uspokoić?  Może ja już dawno nie pracuję w moim ulubionym klubie sportowym? Znowu nachodziły mnie czarne myśli. I znów zostały one przerwane.

-Witam Cię, Olivio-zaczęła ona, moja matka-Dawno się nie widziałyśmy-dodała.
Miałam ochotę stamtąd ucieć. Naprawdę nie chciałam z nimi rozmawiać. Pokiwałam tylko głową.
-Wiem, że nie chcesz nas widzieć...Ale pozwól nam to wszystko wytłumaczyć.  Pozwól nam to naprawić...Nie skończyła, bo przerwałam jej, znów krzycząc
-Tego nie da się naprawić! Rozumiesz, nie da! Już to tłumaczyłam Mario! Ale on nalegał na spotkanie z wami. Nie wiem dlaczego. Nic nie wnieśliście do mojego życia i nic nie wniesiecie.  Wszystko osiągnęłam sama! W niczym mi nie pomogliście! Zresztą Mario też nie! Nie wiem, jak on mógł wam wybaczyć! Wynoście się, wynoście!

***

Usłyszałem początek piosenki Linkin Park. Tak, mój dzwonek. Popatrzyłem na wyświetlacz. Dzwonił Mario.  Niezbyt chciało mi się rozmawiać z tym smarkaczem, wolałbym, żeby wyświetliła się tam nazwa ‘moje kochanie’, no ale cóż. Pewnie chce mi przekazać jakieś wieści dotyczące Olivii.
-Cześć Kimi. Możemy porozmawiać?-usłyszałam lekko wystraszony głos Mario, gdy nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Pewnie. Mam czas. Coś się stało? Coś nie tak z Olivią?-zagaiłem.
-Właściwie... Ciężko to wytłumaczyć. Ale skoro nigdzie się nie śpieszysz... Opowiem Ci całą historię. Olivia zapewne mówiła Ci, że nasi rodzice od dawna się do nas nie odzywali-lekko skinąłem głową lecz nic nie powiedziałem-Oni wrócili. Wrócili. Do domu. Wczoraj, gdy przyjechałem ze szpitala, zobaczyłem Alfę Romeo. Ich samochód.  Następnie zauważyłem ich samych, siedzących na ławce pod moim domem.  Długo mnie przepraszali. Wybaczyłem im. Dzisiaj byliśmy razem w szpitalu, ale Olivia... Ona nie chce ich znać. Nie chce ich widzieć. Na ich widok, albo chociaż słowo o nich, reaguje krzykiem, odwraca wzrok. Nie wiem co robić. Naprawdę. Ciągle mówi, jak bardzo za tobą tęskni. Z nią jest coraz gorzej. Ma dostać wypis ze szpitala, ale naprawdę z nią jest coraz gorzej.  Pewnie Ci tego nie mówiła, ale ona oprócz tej choroby związanej z krwią miała jeszcze ciężką depresję. Zaczęło się po śmierci naszej ukochanej babci.  Kimi, ja się boję. To powraca. Wiem, że zbytnio mnie nie lubisz i traktujesz jak dziecko, ale pomóż mi. Naprawdę się boję. I jest jeszcze jedna sprawa... On mieszkają  ze mną. W naszym domu.

Depresja?! Nic mi o niej nie mówiła. Jej rodzice?! Wrócili?! To naprawdę musiał być dla niej szok... tęskni za mną... Może powinienem do niej wrócić? Nie chcę jej stracić. Ale wyścig... Przecież muszę wystartować.  To tylko tydzień.

-Mario, posłuchaj. Nie wiem, co Ci powiedzieć, muszę to wszystko przemyśleć. Zadzwonię, dobrze?-I nie czekając na odpowiedź nacisnąłem czerwoną słuchawkę. Muszę się nad tym zastanowić. Moja perełka. Moje kochanie. Ona jest chora. Ciężko chora.

Hmm... dodaję kolejny rozdział, a raczej jego pierwszą część po kilku miesiącach. Nie wiem, czy Wam się spodoba, chyba moje pisanie stało się... gorsze.
Ale jak to Kimas mówi: